Rozmowę poprowadził krytyk teatralny oraz selekcjoner tegorocznego konkursu o Złotego Yoricka Łukasz Drewniak, który od pierwszego pytania skierował dyskusję na najważniejszy temat przedstawienia – współczesne rozumienie prawdy. Rozmowa była opowieścią o świecie zdominowanym przez internet, sztuczną inteligencję, deepfake’i i postprawdę, o emocjach, które pozostają jedynym pewnym punktem odniesienia, oraz o tym, dlaczego właśnie dziś „Hamlet” ponownie staje się jednym z najważniejszych dramatów opisujących współczesność.
Łukasz Drewniak rozpoczął spotkanie od zwrócenia uwagi na fundamentalny problem wpisany w dramat Szekspira. Przypomniał, że już w oryginale Hamlet nieustannie zmaga się z pytaniem, czy świat, który go otacza, jest prawdziwy. Czy duch ojca rzeczywiście przychodzi? Czy mówi prawdę? Czy Ofelia naprawdę kocha Hamleta? Zdaniem krytyka inscenizacja Jacka Jabrzyka idzie jednak o krok dalej. Nie pyta już o to, co jest prawdą, lecz czy prawda w ogóle jeszcze istnieje.
To właśnie od tego pytania rozpoczęła się rozmowa z reżyserem.
Jacek Jabrzyk przyznał, że współczesność narzuciła twórcom zupełnie nowy sposób myślenia o dramacie.
– Żyjemy w bardzo ciekawych czasach. Jesteśmy świadkami totalnej zmiany świata i sposobu postrzegania rzeczywistości. Oprócz naszego fizycznego wymiaru pojawiła się jeszcze jedna przestrzeń – internet, rzeczywistość wirtualna. Trudno było nam myśleć o “Hamlecie”, nie uwzględniając tego świata – mówił.
Reżyser podkreślał, że właśnie ta wirtualna przestrzeń otworzyła twórcom nowe możliwości interpretacyjne. Pojawienie się ducha ojca Hamleta przestało być wyłącznie metafizycznym wydarzeniem. Dziś równie dobrze może być efektem technologii, cyfrowej manipulacji albo informacji, której źródła nie sposób zweryfikować.
– Nie wiemy już, kto za tym stoi. Wszystko jest w ciągłym ruchu. Technologia powoduje nasze kompletne zagubienie. To już nie jest kwestia prawdy – mówił Jabrzyk.
Łukasz Drewniak zwrócił uwagę, że spektakl konsekwentnie wykorzystuje mechanizmy współczesnego świata. Bohaterowie zmieniają twarze, funkcjonują jako awatary, część postaci przejmuje cudze kwestie, a nawet Horacy zostaje wpisany w logikę ChatGPT. Wszystko to sprawia, że widz przestaje mieć pewność, komu może zaufać.
– Postawiliśmy sobie pytanie, czy odnalezienie prawdy jest jeszcze możliwe. Do pewnego momentu możemy żonglować tożsamościami, zmieniać twarze, podstawiać kolejne wersje rzeczywistości. Dopiero czyn – morderstwo Poloniusza – wydaje się czymś niepodważalnym. Ale nawet wtedy nie wszystko jest oczywiste – wyjaśniał reżyser.
Drewniak zauważył, że nawet śmierć w przedstawieniu bardzo szybko zostaje podporządkowana logice medialnego obiegu informacji. Pogrzeb staje się wydarzeniem, które natychmiast zostaje wykorzystane politycznie, społecznie i medialnie.
Jabrzyk nie miał wątpliwości.
– Fakty bardzo szybko odrywają się od rzeczywistości. Stają się informacją, którą za chwilę przykrywa następna i następna. Tak właśnie funkcjonuje współczesny świat – mówił.
W tym miejscu Łukasz Drewniak przypomniał ostatnie słowa spektaklu, kiedy Horacy zapowiada, że „wszystko zgodnie z prawdą opowie”. Jak zauważył prowadzący, także ta prawda zostaje ujęta w cudzysłów, ponieważ nawet Horacy funkcjonuje już jako kolejna kreacja i kolejny awatar.
Reżyser nie próbował tej niejednoznaczności rozstrzygać. – Jesteśmy w pułapce. W samej pułapce – odpowiedział krótko.
Rozmowa zeszła następnie na proces prób. Jacek Jabrzyk opowiadał, że punktem wyjścia stało się zwyczajne eksperymentowanie z narzędziami sztucznej inteligencji.
Twórcy wpisywali do ChatGPT kolejne wersje monologu „Być albo nie być”, prosili program o tłumaczenie go na język młodzieżowy, sprawdzali możliwości generatorów obrazów i technologii deepfake.
Nie chodziło jednak o zastąpienie twórczej pracy przez algorytm.
– Największą frajdą było dla nas wymyślanie scen samodzielnie. Ale sprawdzaliśmy możliwości technologii, bo ona już dziś pozwala na oczach widza zmieniać twarze i tożsamości. Możemy zrobić praktycznie wszystko. Pytanie tylko, czy bezkarnie.
Reżyser przyznał, że właśnie dlatego współczesny „Hamlet” wydawał się dramatem wyjątkowo aktualnym.
– Mam wrażenie, że to nie jest przypadek, iż w ostatnim czasie powstało tyle inscenizacji “Hamleta”. Świat sam przyciąga dziś ten tekst, bo przez Hamleta można opowiedzieć rzeczywistość, w której żyjemy. Próbowaliśmy odpowiedzieć na pytanie, czy istnieje jeszcze prawda i czym właściwie jest rzeczywistość.
Jednym z najważniejszych momentów spotkania okazała się rozmowa z Wojciechem Leśniakiem, który w spektaklu wciela się w Grabarza i wypowiada monolog „Być albo nie być”.
Łukasz Drewniak nie ukrywał, że właśnie ten fragment przedstawienia uważa za jedyny moment całkowicie pozbawiony technologicznych masek i inscenizacyjnych gier.
– Nagle wszystko ma sens. Rozumiemy każde słowo. Jest aktor, tekst i publiczność. Czy to właśnie jest moment prawdy? – zapytał.
Wojciech Leśniak odpowiedział niezwykle osobiście. Przyznał, że kiedy otrzymał zadanie zmierzenia się z najsłynniejszym monologiem w historii teatru, pierwszą reakcją był lęk.
W pamięci natychmiast stanęły mu wielkie kreacje, które oglądał jeszcze jako młody człowiek – radziecki „Hamlet” z Innokientijem Smoktunowskim oraz film Laurence’a Oliviera.
– Pomyślałem wtedy tylko jedno – i tak tego nie zrobię lepiej.
Pierwszy pomysł był prosty. Aktor chciał wejść z krzesłem na środek sceny i klasycznie wygłosić monolog. Jacek Jabrzyk szybko ten pomysł odrzucił. Powiedział aktorowi, że zanim ustawi krzesło na środku sceny, publiczność zdąży już zakończyć przedstawienie brawami.
Ostatecznie Leśniak usiadł z boku sceny i zaczął mówić tekst nie jak książę Danii, lecz jak człowiek, który przeżył całe życie i coraz częściej myśli o własnym przemijaniu.
– Zacząłem rozmawiać z publicznością. Chciałem przekazać myśli starego człowieka, który przeżył już trochę życia i coraz częściej myśli o śmierci.
To właśnie ten fragment rozmowy stał się symbolicznym domknięciem pierwszej części spotkania. Łukasz Drewniak zauważył, że paradoksalnie jedynym momentem całkowicie wolnym od fałszu okazało się spotkanie aktora z widzem.
W świecie pełnym awatarów, sztucznej inteligencji, zmienianych twarzy i podważanej rzeczywistości prawdziwe pozostały jedynie żywy głos, obecność i teatr.
Dyskusja szybko przeniosła się na jedną z najbardziej niejednoznacznych postaci spektaklu – Klaudiusza. Łukasz Drewniak zwrócił uwagę, że z przedstawienia niemal całkowicie zniknęła jego słynna modlitwa, a wraz z nią klasyczny moment skruchy i samoświadomości bohatera. Tomasz Kocuj przyznał, że od początku zależało mu na odejściu od wizerunku jednoznacznego złoczyńcy.
– Chciałem pokazać człowieka postawionego w bardzo trudnej sytuacji. Klaudiusz, który od początku do końca jest tylko zły, wydawał mi się zwyczajnie nudny – mówił aktor.
Jacek Jabrzyk dodał, że równie ważna była decyzja o obsadzeniu w tej roli młodszego aktora oraz podważenie samego fundamentu tragedii.
– Interesowało nas pytanie, czy w ogóle możemy mieć pewność, że doszło do morderstwa. A może wszystko zaczyna się od informacji, której nikt nie potrafi zweryfikować? – tłumaczył reżyser. W jego przekonaniu współczesny świat pokazuje, jak ogromną siłę mają dziś fałszywe informacje, które potrafią zniszczyć człowieka równie skutecznie jak rzeczywiste wydarzenia.
Kolejna część spotkania poświęcona była rodzinie Poloniusza. Łukasz Drewniak zwrócił uwagę, że choć matka Ofelii i Laertesa nie pojawia się na scenie, jej nieobecność staje się jednym z najważniejszych doświadczeń organizujących relacje między bohaterami.
Natalia Bielecka, grająca Ofelię, mówiła o tym bardzo osobiście. Przyznała, że sama wcześnie straciła matkę i właśnie przez doświadczenie braku budowała swoją postać.
– Trudno mi myśleć o Ofelii inaczej niż przez brak. To on kierunkuje jej wybory, relacje i emocje – mówiła aktorka.
Z kolei Samuel Drobisz, odtwórca Laertesa, opowiadał o bohaterze, który przez cały spektakl szuka punktu oparcia. Dopiero utrata ojca i siostry uświadamia mu, że bez rodziny nie ma już do czego wracać.
– Interesowało mnie właśnie to poszukiwanie prawdy. Każda kolejna odpowiedź okazuje się tylko następną wersją rzeczywistości – mówił aktor.
Jacek Jabrzyk podsumował ten wątek krótką refleksją, że jedyną rzeczą, której nie da się podważyć, pozostają emocje.
– Emocje są prawdziwe. Możemy zmieniać twarze, role i tożsamości, ale samo uczucie pozostaje prawdziwe – podkreślał.
Dużo uwagi poświęcono również postaci Poloniusza. Grzegorz Kwas opowiadał, że nie chciał budować go jako cynicznego dworskiego intryganta. W jego interpretacji jest przede wszystkim samotnym ojcem, który po śmierci żony próbuje zapewnić dzieciom bezpieczną przyszłość, choć jednocześnie funkcjonuje w świecie politycznych układów i moralnych kompromisów.
Aktor przyznał, że podczas prób inspiracją były zarówno współczesne afery związane z wykorzystywaniem władzy, jak i serial „Twin Peaks”, pokazujący, jak cienka granica oddziela troskę od przemocy i manipulacji. Właśnie ta wewnętrzna sprzeczność stała się dla niego najważniejszym kluczem do budowania Poloniusza.