Sam w pokoju, sam na scenie
O spektaklu “Patryk live. Koncert taneczny” zaprezentowanym w Gdańsku w ramach Programu Przestrzenie Sztuki pisze Magda Mielke.
fot. Nikola Makowska




O spektaklu “Patryk live. Koncert taneczny” zaprezentowanym w Gdańsku w ramach Programu Przestrzenie Sztuki pisze Magda Mielke.
fot. Nikola Makowska
„Patryk live. Koncert taneczny” – solowy projekt Patryka Gorzkiewicza, zrealizowany w ramach programu „Przestrzenie Sztuki – Taniec” i pokazany premierowo 24 maja w GAK Stacja Kultura, wymyka się prostym kategoriom. To jednocześnie koncert, performans, intymny pamiętnik i choreograficzna opowieść o dojrzewaniu. Performer konstruuje na scenie hybrydę: intymny pokój nastolatka, który w mgnieniu oka potrafi przeobrazić się w estradę. Ta płynna granica staje się przestrzenią głębokiej, choć celowo fragmentarycznej opowieści autobiograficznej. Powstaje z tego doświadczenie niejednoznaczne, momentami frustrujące, ale przez to wyjątkowo szczere.
Już sam punkt wyjścia projektu okazuje się znaczący. Gorzkiewicz, nie będąc wokalistą, podejmuje świadomą decyzję o substytucji – ruch staje się jego głosem, tekstem piosenki, której nie słyszymy, ale którą wyraźnie czujemy. To właśnie magnetyczna synteza brzmienia i choreografii jest kluczowym elementem spektaklu. Dźwięk i ciało funkcjonują tu na równych prawach, a muzyka nie jest jedynie tłem dla tańca, lecz jego przedłużeniem, drugim językiem ekspresji.
Performer buduje pętle dźwiękowe na żywo. Proces ten trwa długo, bywa surowy, a chwile monotonii mogą wystawiać cierpliwość widza na próbę. Ma to jednak głębokie uzasadnienie dramaturgiczne. Widzowie zostają zaproszeni do uczestnictwa w narodzinach bitu, co buduje silne wrażenie immersji. Słuchając kolejnych nakładających się ścieżek, dotykamy samego początku procesu twórczego, w którym rodzi się artystyczna tożsamość bohatera. Dźwięk staje się tu buforem dla trudnych emocji, a taniec – jedynym możliwym wentylem bezpieczeństwa.
Najmocniejszym motywem przedstawienia okazuje się jednak samotność. „Patryk live” opowiada o młodym człowieku zamkniętym w swoim pokoju i własnym świecie wyobrażeń. To przestrzeń dojrzewania, ale też schronienia i bufor dla emocji. Pokój staje się miejscem, w którym rodzi się potrzeba tworzenia, marzenie o scenie i publiczności, ale również świadomość, że kontakt z drugim człowiekiem wcale nie jest oczywisty. W spektaklu stale obecna jest gra pomiędzy zwrotem ku widowni a wycofaniem się do własnego wnętrza. Performer podaje mikrofon publiczności, patrzy w jej stronę, inicjuje relację, po czym natychmiast ją rozszczelnia, odwraca wzrok i wraca do siebie.
To napięcie bardzo mocno wybrzmiewa w sekwencji vloga, w której artysta mówi do kamery o swojej ksywce i „gorzkiej minie”, co dopełnia intymna modlitwa. Gorzkiewicz bezlitośnie obnaża tu absurd współczesności: nagrywanie monologów do smartfona w nadziei na bycie zauważonym, podczas gdy wektor naszej twarzy – zamiast ku drugiemu człowiekowi – skierowany jest w zimny ekran, za którym może nikogo nie być. Fizyczny ekran w spektaklu zostaje odsunięty na boczny tor, co potęguje tragizm sytuacji – to rozpaczliwy krzyk w próżnię, gadanie do ściany młodego człowieka zamkniętego w puszce własnej samotności, pozbawionego narzędzi do realnej komunikacji.
Fundamentalną rolę odgrywa scenografia. Kanapa, dywan, kwiaty i lampki budują przestrzeń codzienności, która co chwilę zderza się z koncertową umownością mikrofonu, światła i dymu scenicznego. Gorzkiewicz świadomie tworzy rodzaj „glitchu” pomiędzy pokojem a estradą. Raz wydaje się, że podglądamy jego prywatność – moment podlewania roślin czy zwykłego krzątania się – by chwilę później znaleźć się w samym środku performatywnego widowiska. To ciągłe przełączanie perspektyw sprawia, że spektakl działa immersyjnie, choć nie poprzez widowiskowość, lecz poprzez poczucie współobecności.
Ważnym symbolem pozostaje dywan, pod którym performer przechodzi niczym przez rytuał przeobrażenia. Nie jest to jednak efektowna przemiana z larwy w motyla, lecz raczej narodziny bardziej złożonej, nieoczywistej, momentami kreaturowatej postaci, zmuszonej do przetwarzania mrocznych i bolesnych stanów psychicznych. Z tego mroku naturalnie rodzi się hip-hop – styl, od którego Gorzkiewicz zaczynał swoją drogę. Uliczny taniec nie pojawia się tu jako efektowna sztuczka, lecz jako głęboko zakorzeniony nośnik tożsamości, który w swojej surowości potrafi udźwignąć ciężar samotności. Nie pełni funkcji stylistycznego cytatu, ale odsłania źródła ruchowego języka artysty i emocjonalny fundament jego ekspresji. Taniec staje się tutaj sposobem przetwarzania doświadczeń i próbą nadania im formy.
Jednocześnie „Patryk live” może pozostawiać widza w poczuciu niedosytu. Reżyser celowo daje widzom bardzo mało tropów. Nie otrzymujemy linearnej historii. Obserwujemy skrawki, pojedyncze ślady i emocjonalne szczątki, doświadczamy chaosu myśli, chwil nudy i krzątania się. Brakuje wyraźniejszego prowadzenia narracji czy głębszego otwarcia na publiczność. Pojawia się bolesne uczucie, że widzowie są tu intruzami podglądającymi kogoś przez dziurkę od klucza, że performer gra wyłącznie dla siebie i w zasadzie publiczność nie jest mu do niczego potrzebna. Paradoksalnie jednak właśnie ta niepełność wydaje się najuczciwszym elementem spektaklu. Performer nie próbuje tłumaczyć wszystkiego ani budować łatwej identyfikacji. Zamiast tego zaprasza do doświadczenia czyjegoś stanu – zawieszenia między potrzebą bycia zauważonym a zgodą na samotność.
Szczególnie poruszające okazuje się także włączenie do spektaklu głosów młodych osób, z którymi Gorzkiewicz pracował warsztatowo. Stworzone dźwięki, obrazujące ważne dla nich tematy, stały się częścią muzycznych struktur przedstawienia, dzięki czemu autobiograficzna opowieść rozszerza się na doświadczenie zbiorowe. Finał, w którym performer kieruje mikrofon ku widowni, przestaje być wyłącznie gestem autobiograficznym. To moment otwarcia przestrzeni dla innych historii i innych emocji.
„Patryk live. Koncert taneczny” nie jest spektaklem łatwym ani efektownym w tradycyjnym rozumieniu. Bywa surowy, chwilami hermetyczny, czasem celowo niewygodny. Jednocześnie posiada niezwykłą autentyczność. Gorzkiewicz nie tworzy widowiska o sukcesie, lecz intymny portret procesu stawania się – artystą, performerem, dorosłym człowiekiem. I właśnie dlatego jego koncert taneczny wybrzmiewa tak mocno: nie jako pokaz gotowej formy, ale jako zapis nieustannego poszukiwania kontaktu z samym sobą i z drugim człowiekiem.
„Dyżurny argument niedoceniających: skoro taki wielki pisarz, to dlaczego go wystawia tylko jego żona? Brzyk po raz trzeci dowodzi nieaktualności tezy o teatrze familijnym: Strzępka i Demirski dawno »otworzyli związek« w sensie artystycznym (w sensie życiowym – zamknęli). Na razie czekamy na powrót Moniki, na jej, by tak rzec, odkancel (wspaniała artystka i żadne ezoodpały nie odbiorą jej talentu), a tymczasem święto lasu, Paweł znów na mieście”
Używamy plików cookie, aby poprawić jakość przeglądania, wyświetlać reklamy lub treści dostosowane do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz analizować ruch na stronie. Polityka Prywatności
Niezbędne pliki cookie przyczyniają się do użyteczności strony.
Umożliwiają stronie zapamiętanie informacji zmieniających wygląd.
Pomagają zrozumieć, jak użytkownicy zachowują się na stronie.
Stosowane w celu śledzenia użytkowników i wyświetlania reklam.