W przedstawieniu przygotowanym przez Annę Ilczuk najciekawsze okazuje się to, że Czechow odzyskuje żywy oddech i przestaje funkcjonować jako szkolna klasyka wystawiana z obowiązku. Reżyserka wydobywa z „Trzech sióstr” doświadczenie bardzo współczesne — opowieść o ludziach pozostających w stanie emocjonalnego zawieszenia, zmęczonych własnym życiem, marzących o zmianie, ale pozbawionych siły, by rzeczywiście ją przeprowadzić. Nie ma tu taniego uwspółcześniania ani dopisywania publicystycznych komentarzy. Aktualność rodzi się z emocji i relacji między bohaterami.
Spektakl imponuje przede wszystkim zespołowością. Rzadko zdarza się, by dyplom aktorski miał tak wyrównany poziom i tak wyraźne poczucie wspólnego rytmu. Każda postać istnieje na scenie naprawdę, nawet jeśli przez chwilę pozostaje na drugim planie. Studenci AST nie budują papierowych figur z klasycznego dramatu, lecz ludzi pełnych sprzeczności — czasem groteskowych, czasem rozpaczliwie samotnych, innym razem śmiesznych w swoich desperackich próbach zagłuszenia pustki. Dzięki temu przedstawienie ani przez moment nie zamienia się w akademickie ćwiczenie z literatury.
Ilczuk bardzo świadomie prowadzi dynamikę spektaklu. Początkowo scena tętni energią, ironią i pozorną lekkością. Bohaterowie nieustannie mówią, żartują, tańczą, prowokują się nawzajem, jakby panicznie bali się ciszy i konfrontacji z własnymi myślami. W tej pierwszej części przedstawienia wyraźnie wybrzmiewa komediowy potencjał Czechowa. Z czasem jednak spod warstwy towarzyskich rytuałów zaczyna przebijać rozczarowanie i poczucie życiowej klęski. Po przerwie tonacja spektaklu staje się wyraźnie ciemniejsza, ale reżyserka unika taniego melodramatu. Najmocniej działają tu właśnie momenty przyciszone, kiedy bohaterowie uświadamiają sobie, że ich życie najprawdopodobniej już się nie odmieni.
Dużą siłą spektaklu pozostają sceny zbiorowe. Zostały pomyślane z ogromną precyzją rytmiczną i ruchową. Przemieszczanie się postaci wokół stołu, nagłe wejścia i wyjścia, krótkie gesty wykonywane mimochodem tworzą obraz ludzi stale funkcjonujących obok siebie, ale niezdolnych do prawdziwego spotkania. W tych scenach szczególnie mocno ujawnia się umiejętność pracy zespołowej całej obsady.