Czy androidy i sztuczna inteligencja zagrażają człowiekowi?
O „Androidach” w choreografii Roberta Bondary w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie pisze Anna Czajkowska.
fot. Ewa Krasucka / TW-ON




O „Androidach” w choreografii Roberta Bondary w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie pisze Anna Czajkowska.
fot. Ewa Krasucka / TW-ON
Taniec zawsze był i pozostaje naturalnym, przyrodzonym człowiekowi środkiem wyrazu. Nic więc dziwnego, że Robert Bondara – ceniony choreograf, tancerz i reżyser – opowiada znaną historię na nowo, przekładając ją właśnie na język tańca. Wieloletni artysta Polskiego Baletu Narodowego, a od 2018 roku kierownik Baletu Teatru Wielkiego im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu, wraz z kompozytorem Przemysławem Zychem sięga do futurystycznej prozy Philipa K. Dicka oraz klasycznej literatury science fiction, zwłaszcza twórczości Isaaca Asimova, a także do klasyki kina – filmu “Blade Runner”. Wykorzystując znane motywy, tworzy nowy balet, którego akcja rozgrywa się niemal w naszych czasach.
Choreograf zaskakuje pomysłowością, stawiając na klimat, sugestywność i zmysłowe bogactwo zawarte w rozbudowanych scenach utrzymanych w estetyce neonoir. Spektakl jest bardzo teatralny, wypełniony konkretną, wynikającą z muzyki polskiego twórcy, przemyślaną treścią i pokazuje, jaki potencjał, siła oraz energia tkwią w klasyce baletu, jeśli tylko wykroczymy poza konwencjonalne ramy i przełamiemy niektóre stereotypy.
Robert Bondara, jako reżyser i autor libretta, kreśli na scenie sugestywny obraz zurbanizowanego, industrialnego świata, który jednocześnie przeraża i pociąga, a rozdzierająca samotność jednostki, zagubienie oraz tęsknota bez nadziei skłaniają do głębszej refleksji nad granicami człowieczeństwa. Dramat rozgrywa się na styku tradycji humanizmu i postępu technologicznego. Pokazuje granice tego, co wiąże się z troską o potrzeby, godność i swobodny rozwój człowieka, oraz tego, co ściera się z tempem i kierunkiem rozwoju techniki.
Warto podkreślić, że bliski nam problem gwałtownych przemian technologicznych, ze sztuczną inteligencją na czele, a także lęk przed nieznanym, osłabiający bliskość, zaburzający uczucia i wpływający na relacje międzyludzkie, silnie oddziałują na przesłanie całego spektaklu. Bondarze udało się utrzymać równowagę między chłodną futurystyką, popularnymi archetypami i szerszym uogólnieniem a buzującymi emocjami postaci. Kolejne sceny ujmują świeżością skojarzeń – obok wzruszających elementów, eksponujących sens bólu i smutku, trudne i zagmatwane relacje między bohaterami znajdują swoje odzwierciedlenie w działaniach zbiorowych, co stanowi nie lada wyzwanie dla solistów i pozostałych tancerzy. Muszą oni pokazać, jak być androidem, a jednocześnie żywić przekonanie, że jest się prawdziwym człowiekiem. Tańcem opowiedzieć o niepokojach i lęku. W drugim akcie, z przewagą duetów, jest to wyjątkowo dobitne.
Każda z postaci ma swój charakter, a występujący artyści z wyczuciem podkreślają charakterystyczne rysy bohaterów, naznaczając ich własną, niepowtarzalną indywidualnością. Cały zespół jest doskonale zgrany – wspólnie wyczuwa pauzy i momenty będące początkiem kolejnych sekwencji tanecznych, dzięki czemu kompozycje ruchowe są spójne i podobne wyrazowo. W układach choreograficznych obecne są także elementy abstrakcyjne, śmielej przekraczające granice estetyki i tworzące nowe środki wyrazu, które nie przestają inspirować.
W grze emocji, ekspresji i świadomym operowaniu językiem ciała wspaniale odnajduje się Kristóf Szabó, który w „Androidach” wciela się w Łowcę. Fascynujące, płynne akrobacje, czyste w rysunku pozy i pięknie wykończone gesty wypełnia bardzo sugestywnym tragizmem, mieszaniną uczuć oraz namiętnością. W partii jego żony, Niny, występuje Mai Kageyama. Jej subtelność i łagodność, połączone z impulsywnym tańcem, świetnie oddają osobowość bohaterki i urzekają sceniczną charyzmą. Swobodą w kreowaniu postaci oraz działaniu w przestrzeni czaruje Jaeeung Jung jako Doktor Rae. Jej lekkość i finezja płynnie łączą szybkie, ostre zwroty z łagodniejszą giętkością. Jakże odmienny charakter ma Sophia – w tej roli Paulina Magier – kryjąca w sobie nieznaną tajemnicę i emanująca niepokojącym erotyzmem. Przywódca androidów, Castor, w interpretacji George’a Edwardsa wykazuje szczególną perfekcję oraz energię kipiącą emocjami, umiejętnie okiełznanymi przez technikę i muzykę.
W „Androidach” podejście do warstwy muzycznej jest ciekawym i ważnym elementem, niewątpliwie wpływającym na charakter oraz narrację całości. Muzyka Przemysława Zycha – bardzo nowoczesna i wyzwolona – zachwyca prostotą oraz świeżością, płynnie łącząc sceny monumentalne z kameralnymi. W swoim utworze symfonicznym kompozytor wykorzystuje ostre, pulsujące motywy, wyzwalające zmysłowość i dzikość, ale ujarzmione melancholijną lirycznością. Partytura zadziwia solidną konstrukcją, precyzją oraz synchronizacją dźwięku z ruchem kolejnych postaci. Podczas tego niezwykłego wieczoru Orkiestrę Teatru Wielkiego – Opery Narodowej z sercem i oddaniem prowadzi Marta Kluczyńska.
W warstwie wizualnej „Androidy” odwołują się do retrofuturyzmu. Scenografia Diany Marszałek, projekcje Kamila Polaka, światła Macieja Igielskiego oraz kostiumy Martyny Kander przekazują wizję dystopijnej, zaawansowanej technicznie, choć raczej nieodległej przyszłości – z obowiązkowymi wielkimi metropoliami rozświetlonymi blaskiem neonów. Podkreślają kontrast między ogromem i porządkiem a buntowniczą energią bohaterów. Jaskrawe, neonowe kolory dobrze komponują się ze zgaszonym tłem, tworząc spójny, mroczny świat przyszłości.
W udramatyzowanej, tanecznej opowieści twórcy „Androidów” dają widzom szansę uczestnictwa w czytelnym zbiorowym doświadczeniu, które mimo wszystko pozostaje czymś bardzo osobistym, silnie zindywidualizowanym i pięknym. W alternatywnej, pesymistycznej historii, w melancholii wielkiego miasta i poczuciu samotności w tłumie pytania o człowieczeństwo, etykę i przyszłość naszej cywilizacji brzmią szczególnie mocno.
„Zapolska śmiała się z idei, by »kobieta miała iść przez życie cicho i spokojnie«. Taki gorset społecznych oczekiwań wpychał jednak kobiety w równie groteskowy stan, jakim dziś może być hałaśliwe manifestowanie wariacko rozumianej niezależności. Znanej aż nazbyt dobrze z czarnych marszy i mającej odzwierciedlenie na przykład w agresywnej proaborcyjnej propagandzie”
Używamy plików cookie, aby poprawić jakość przeglądania, wyświetlać reklamy lub treści dostosowane do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz analizować ruch na stronie. Polityka Prywatności
Niezbędne pliki cookie przyczyniają się do użyteczności strony.
Umożliwiają stronie zapamiętanie informacji zmieniających wygląd.
Pomagają zrozumieć, jak użytkownicy zachowują się na stronie.
Stosowane w celu śledzenia użytkowników i wyświetlania reklam.