Koncertowa odsłona „Biegunów”, zaprezentowana na scenie Teatru Muzycznego w Łodzi w ramach festiwalu OFF-Północna, okazała się czymś znacznie więcej niż tylko premierowym pokazem fragmentów powstającego musicalu. Było to raczej intensywne, momentami wręcz intymne „laboratorium formy” – przestrzeń, w której proces twórczy staje się równoprawnym bohaterem wieczoru.
Twórcy – Wojciech Daniel, Karol Drozd oraz kompozytor Tomasz Szymuś – proponują dzieło odważne już na poziomie założeń. Konflikt między Adamem Mickiewiczem a Juliuszem Słowackim zostaje tu wyrwany z muzealnej gabloty i wpisany w dynamiczną, współczesną estetykę musicalową. To nie są „poeci z pomników”, lecz bohaterowie dramatyczni – młodzi, impulsywni, boleśnie ludzcy. W tym sensie „Bieguny” wpisują się w nurt teatru reinterpretującego narodowy kanon poprzez emocjonalną prawdę, a nie historyczną rekonstrukcję.
Największym atutem koncertu była jednak muzyka Tomasza Szymusia – eklektyczna, lecz konsekwentna. Kompozytor z wyczuciem łączy idiomy bluesowe i rockowe z narracyjnością musicalu, budując napięcie nie tyle ilustracyjne, co dramaturgiczne. Utwory nie są tu przerywnikami – stanowią rdzeń opowieści. Ta „romantyczność w przesterze” okazuje się zaskakująco spójna, a przy tym nośna emocjonalnie.
W warstwie tekstowej Daniel i Drozd prowadzą inteligentny dialog z tradycją. Echa romantycznych fraz – od „Dziadów” po „Beniowskiego” – nie są cytatem dla samego cytatu, lecz materiałem do twórczego przetworzenia. To szczególnie istotne w kontekście postaci drugoplanowych: Maryla Wereszczakówna (interpretowana zjawiskowo przez Agnieszkę Tylutki) czy Andrzej Towiański (wyraziście zaznaczony przez Jolantę Litwin-Sarzyńską), które poszerzają pole konfliktu o wymiar emocjonalny i ideowy.
Obsada koncertu rzeczywiście może uchodzić za reprezentację ścisłej czołówki polskiej sceny musicalowej – i nie będzie przesadą nazwanie jej wręcz „obsadą marzeń” pod względem wokalnym. Na jednej scenie spotykają się artyści o wyjątkowej świadomości technicznej i interpretacyjnej, co przekłada się na niezwykłą jakość wykonawczą całego wieczoru. Janek Traczyk, Karol Drozd i Wojciech Daniel imponują precyzją frazy i emocjonalną kontrolą, Jolanta Litwin-Sarzyńska zachwyca skalą aktorskiej transformacji, a Agnieszka Tylutki wnosi wyrazistość i sceniczny temperament. Podczas koncertu rolę narratora spajającego poszczególne songi pełnił Tomasz Bacajewski.
To jednak nie suma indywidualnych popisów stanowi o sile tej obsady, lecz ich zespołowość – rzadko spotykana umiejętność wspólnego budowania napięcia i znaczeń. W efekcie mamy do czynienia nie tylko z koncertem świetnie zaśpiewanych utworów, ale z żywym organizmem scenicznym, w którym każdy głos ma swoje miejsce, a jednocześnie współtworzy większą, spójną całość.
Oczywiście w formie koncertowej narracja nie jest jeszcze w pełni zainscenizowana, ale już posiada wyraźną strukturę dramaturgiczną. Widz zostaje wciągnięty w proces powstawania dzieła – uczestniczy w jego niedomknięciu, w jego potencjalności. To rzadkie i cenne doświadczenie.
Nie sposób jednak pominąć faktu, że „Bieguny” są projektem w drodze. Pewne fragmenty wymagają jeszcze dopracowania – zwłaszcza w zakresie spójności dramaturgicznej między numerami oraz wyrazistości osi konfliktu. Na tym etapie nie jest to wada, lecz naturalny element procesu.
Jeśli jednak twórcom uda się utrzymać poziom muzyczny i aktorski, a jednocześnie pogłębić konstrukcję sceniczną, „Bieguny” mają wszelkie predyspozycje, by stać się jednym z najciekawszych nowych polskich musicali. Pozostaje mieć nadzieję, że znajdą przestrzeń, która pozwoli temu projektowi rozwinąć skrzydła w pełnej, scenicznej formie – być może już w zapowiadanej odsłonie w 2027 roku.
To, co zobaczyliśmy w Łodzi, nie było jeszcze gotowym spektaklem. Ale było czymś równie ważnym: obietnicą teatru żywego, odważnego i potrzebnego.
OFF-Północna