Takie małe, małe, słodkie ideolo

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Takie małe, małe, słodkie ideolo

O „Balu w operze” Leszka Możdżera wg poematu Juliana Tuwima w reż. Agnieszki Płoszajskiej w Warszawskiej Operze Kameralnej pisze Anna Czajkowska.

Opublikowano: 2026-03-31
fot. WOK
Ocena recenzenta/tki: (8/10) – bardzo dobry

Jeden z najbardziej intrygujących tekstów Juliana Tuwima, apokaliptyczny poemat Bal w operze z 1936 roku, przez Czesława Miłosza określony został jako „gwałtowna satyra polityczna napisana przez człowieka zrozpaczonego”, w której „odraza autora zwraca się nie tylko do danego ustroju, lecz do społeczeństwa ludzkiego w ogóle”. 

W Basenie Artystycznym, drugiej scenie Warszawskiej Opery Kameralnej, Leszek Możdżer, autor muzyki oraz kierownik muzyczny premierowego spektaklu, kolejny raz mierzy się z tekstem poety – niejednoznacznym, zagadkowo-symbolicznym i skandalizującym. Dzisiaj, po dziewięćdziesięciu latach od powstania, ów prowokujący poemat wciąż zdaje się ważnym, aktualnym i wartym głębszej refleksji głosem w dyskusji na temat kondycji społeczeństwa i jednostki ludzkiej. To brutalny obraz tego, co aktualnie dzieje się na świecie – karykatura diabelskich działań polityków, rozpętywanych przez nich wojen i tych, którzy ślepo za nimi podążają.

Czujna na otaczającą rzeczywistość reżyser Agnieszka Płoszajska umiejętnie wprowadza widzów w labirynt znaczeń, pod groteskowym kostiumem i pozornie błazeńskim tonem ukrywając poważne pytania dotyczące narzucającej roli społeczeństwa i kultury, a także powszechnej gry pozorów i kultu pieniądza. Ostrości dodają cytaty z Objawienia św. Jana, które zapowiadają totalne zniszczenie i nieuchronny koniec. Nie widać cienia nadziei na zmiany, a jedynym rozwiązaniem wydaje się całkowita zagłada tego świata. Katarzyna Gabrat-Szymańska w pomysłowy sposób dostosowuje scenografię do możliwości nowej sceny i, pamiętając o onirycznej formie sztuki, miesza przepych i blichtr z kiczem oraz kabaretowym, przesadnym stylem, podkreślanym wyrafinowanymi kostiumami Małgorzaty Słoniowskiej. Choreograf Santiago Bello uwypukla i eksponuje frazy Tuwima: „tempo: szampan, szatan, szantan”.

Jednak nadmiar chaosu, wrażeń i bombardujących zmysły bodźców może zaciemniać całość obrazu, odbierać moc słowom katastroficznego poematu. Chociaż w tym szaleństwie jest metoda, przydałby się nieco większy umiar.

Bezpruderyjny tekst dobrze się czuje w muzycznej oprawie, w przestrzeni zapełnionej przez aktorów, śpiewaków, tancerzy i akrobatów. W najnowszej adaptacji, gęstej od emocji i wielowarstwowych znaczeń, kompozytor Leszek Możdżer pozostaje jednym z ważniejszych bohaterów spektaklu, inaczej niż w swojej poprzedniej realizacji. „Jazz w blask grzmi furioso”, a on, jako wszechpotężny Archikrator, przejmuje narzucającą rolę władcy i wśród szaleńczych dźwięków, metaforycznego, diabelskiego chichotu ułatwia gościom przywdziewanie fałszywych masek, spoglądając na „siedzących szpetnych małp dwanaście”. Cała reszta – członkowie rządu, arystokraci, dyplomaci, politycy, potentaci finansowi, celebryci – stają się marionetkami w jego rękach, podobnie jak publiczność, wciągnięta w wir wydarzeń. Archikrator buduje napięcie, ilustruje muzycznie językową warstwę tekstu. Tuwimowski styl i rytm – niegramatyczne zdania, pourywane słowa, liczne zbitki głosek przypominające bełkotanie, a nawet wulgaryzmy – dobrze wpisują się w katastroficzny i ironiczny charakter widowiska. Punktem kulminacyjnym jest dziwaczny pokaz mody i siły, pełen mrocznej perwersji oraz pożądania. Publiczność siedzi po dwóch stronach wybiegu i obserwuje, dostrzegając nieodzownych uczestników rozpasanego balu – „dziwki, tajniaków i szoferów”. Współzależności rządzą tym światem – nawet sam szatan pozostaje pod wpływem swego dworu, a życie kręci się wyłącznie wokół seksu, władzy i pieniędzy.

W bezkompromisowym, znakomitym pamflecie – apokaliptycznym poemacie Tuwima – Możdżer dostrzega nasz świat, niezmiennie targany konfliktami militarnymi i skandalami obyczajowymi. W „Balu w operze” muzyka, teatr oraz kolaż słowa i piosenek w nowoczesnej formie stają się zjadliwą metaforą, groteskowym horrorem, w którym króluje dekadencja i brak nadziei. „Świat zbyt występny, żeby miał prawo trwać”.

Warszawska Opera Kameralna

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL