Chamowo: Miasto, które nigdy nie zasypia
O „Chamowie” Mirona Białoszewskiego w reż. Mikołaja Grabowskiego w Teatrze Ateneum w Warszawie pisze Wiesław Kowalski.
fot. Teatr Ateneum
O „Chamowie” Mirona Białoszewskiego w reż. Mikołaja Grabowskiego w Teatrze Ateneum w Warszawie pisze Wiesław Kowalski.
fot. Teatr Ateneum
Premiera spektaklu „Chamowo” w Teatrze Ateneum przenosi na scenę atmosferę jednego z najintymniejszych tekstów Mirona Białoszewskiego. Reżyser Mikołaj Grabowski po raz kolejny udowodnił, że teatr może stać się przestrzenią, w której literatura zyskuje nową, jeszcze silniejszą moc.
Białoszewski w miejskim chaosie
„Chamowo” to zapis codzienności poety z lat 70., kiedy to Białoszewski, po zawale serca, przeprowadza się z centralnej Warszawy na Saską Kępę, do nowego bloku. Miejsce to, określane przez okolicznych mieszkańców mianem „Chamowa”, stanie się jego azylem, ale także przestrzenią konfliktu – z miejską rzeczywistością, z opresyjnym systemem PRL-u, a przede wszystkim z samym sobą. Jak zauważa reżyser w materiałach promocyjnych, „Białoszewski próbował urządzić swoje życie po swojemu w mieście, które przytłacza i inspiruje jednocześnie”. Grabowski doskonale uchwycił tę sprzeczność, ukazując Białoszewskiego jako artystę, który stara się odnaleźć swoje miejsce w dynamicznie zmieniającym się mieście – miejscu, które wciąż głośno wibruje, rozwija się, ale zarazem pozostaje niezmienne w swojej betonowej naturze.
Reżyser wplata w inscenizację nie tylko intensywny rytm miejskiego życia, ale także subtelną intymność, którą oferuje własny, wyizolowany świat poety. Wizualizując to, Grabowski używa projekcji archiwalnych materiałów, które wnoszą do spektaklu historyczny kontekst, oraz klasycznej i współczesnej muzyki, obecnej w życiu Białoszewskiego – zarówno w jego intymnych momentach, jak i w dźwiękach codzienności. Obecność muzyki, w szczególności Bacha i Mozarta, staje się manifestacją ucieczki, sposobem na znalezienie przestrzeni dla siebie w tym zgiełku. Jak mówi sam reżyser, „muzyka jest tym, co pozwala Białoszewskiemu znaleźć chwilową wolność w codziennej rzeczywistości”.
W roli Mirona Białoszewskiego na scenie pojawia się Łukasz Lewandowski, który z wyczuciem oddaje zarówno osobowość poety, jak i jego zmagania z codziennością. Jego interpretacja jest pełna wrażliwości, jednocześnie nie pozbawiona ironii, która przeplata się z momentami niepokojącej samotności. Lewandowski świetnie oddaje rytm prozy Białoszewskiego – człowieka balansującego na granicy między absurdalnym poczuciem humoru a rozpaczą.
Dorota Nowakowska, w roli Jadwigi Stańczakowej, doskonale ukazuje złożoność relacji między poetką a Białoszewskim. Ich jedyna scena rozmowy, w której się spierają, odzwierciedla napięcie w tej przyjaźni – pełnej nie tylko wzajemnej troski, ale i różnic twórczych i życiowych. Stańczakowa była dla Białoszewskiego nie tylko muzą, ale także stabilizującą siłą w jego życiu. Warto dodać, że ich relacja wykraczała poza schemat mistrza i ucznia. Jak opisała sama Stańczakowa w „Dzienniku we dwoje”, ich więź była pełna artystycznej równowagi, a wzajemne wsparcie przekładało się na twórczość obojga. Ich spór na scenie to nie tylko konfrontacja dwóch światów – wizualnego i zmysłowego – ale także wyraz głębokiej artystycznej symbiozy.
Natomiast w roli matki aktorka ukazuje postać, która, mimo pewnej szorstkości, staje się dla poety źródłem pomocy i wsparciem w chwilach kryzysowych. Obie postacie, choć tak kontrastowe, niezwykle wzbogacają spektakl i psychologiczny pejzaż życia autora „Wypraw krzyżowych”, wprowadzając do niego zarówno intymność, jak i poczucie bezpieczeństwa w obliczu trudnej rzeczywistości.
Sam tekst Białoszewskiego, pełen drobiazgowych opisów, codziennych rozmów, zbliżenia do detali, z pozoru monotonnych, staje się w tym spektaklu prawdziwą poezją. Jak zauważył Grabowski, „Białoszewski miał zdolność odnajdywania niezwykłości w najzwyklejszych, codziennych chwilach”. Wiele fragmentów dziennika Mirona, pełnych zwykłych, „banalnych” obserwacji, zyskuje na znaczeniu dzięki aktorskiej grze i wizualnemu przekazowi. W tym przypadku na scenie „nudna” rzeczywistość staje się czymś niezwykłym i nabiera głębszego sensu. Spektakl uwydatnia tę szczególną cechę Białoszewskiego – jego zdolność do odnajdywania w prostych, niepozornych chwilach prawdziwego piękna. Odgłosy z sąsiednich mieszkań, widok z okna, zmieniające się detale – to wszystko staje się w rękach Grabowskiego istotnym elementem, który przywołuje esencję tej „prozy życia” Białoszewskiego.
„Chamowo” to także portret społeczeństwa lat 70. – Warszawy w trakcie gwałtownej urbanizacji, miasta wciąż obciążonego historią, ale już pełnego nowych, nieznanych napięć. Grabowski w spektaklu pokazuje Białoszewskiego, który próbuje wyizolować się od tego świata, tworząc własne „Chamowo” – swoje wnętrze, gdzie życie toczy się według innych zasad, gdzie muzyka, poezja i myśli mogą ukoić chaotyczną rzeczywistość. Miasto w spektaklu staje się nie tylko tłem, ale pełnoprawnym bohaterem, który zmienia się i wpływa na to, co dzieje się na scenie. Jak zauważył sam Białoszewski w swoich zapiskach, „Życie jest życie. Ubezpieczalnia, poczta, sklepy, przystanki – wszystko to razem trzyma człowieka we władzy lokalności”. To zdanie jest esencją życia w „Chamowie” – codzienności, która staje się punktem wyjścia do głębszych refleksji nad tożsamością, samotnością i potrzebą wyrazu.
„Chamowo” w reżyserii Mikołaja Grabowskiego to teatr pełen energii, w którym Białoszewski nie tylko jest obserwatorem, ale także współtwórcą własnego świata. Autor adaptacji z sukcesem przekształcił codzienność poety w żywą, pulsującą przestrzeń teatralną, z wielką dbałością o detale. To spektakl dla tych, którzy potrafią dostrzec w zwykłych rzeczach niezwykłość, i dla tych, którzy szukają swojego głosu w świecie, który zdaje się go nie słyszeć.
Dziś, mimo ogromnych zmian, Warszawa wciąż nosi cechy opisane przez Białoszewskiego – miasto pełne hałasu, chaosu, ale i twórczej energii. Jego poszukiwanie przestrzeni w zgiełku pozostaje aktualne: tak jak on, współczesny mieszkaniec miasta stara się odnaleźć swoje „Chamowo” – miejsce, które daje chwilową wolność w pulsującym rytmie metropolii.
„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”
Używamy plików cookie, aby poprawić jakość przeglądania, wyświetlać reklamy lub treści dostosowane do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz analizować ruch na stronie. Polityka Prywatności
Niezbędne pliki cookie przyczyniają się do użyteczności strony.
Umożliwiają stronie zapamiętanie informacji zmieniających wygląd.
Pomagają zrozumieć, jak użytkownicy zachowują się na stronie.
Stosowane w celu śledzenia użytkowników i wyświetlania reklam.