Filmowe tematy przeniesione na scenę przeważnie są słabsze i robi się je dla kasy – tak myślę. Tym razem muszę wejść pod stół i tę opinię odszczekać. Nawet mam gdzie, bo „Reniferek” grany jest w kultowej knajpie Kryształowa.
Inna sprawa, że przed serialem, który spopularyzował historię barmana-komika i stalkerki Marty, był autorski, oparty na faktach monodram Richarda Gadda – nagradzany na teatralnych festiwalach. Moment życzliwości przerodził się w sześć lat udręki. Mateusz Znaniecki idzie mniej jednoznacznym tropem niż serial, choć ton tragikomedii również wybrzmiewa tu wyraźnie. Serialowa, spowolniona narracja rozmywała dramaturgię, tonąc w drugorzędnych szczegółach. W katowickim monodramie kondensacja i wybór wątków sprawiają, że przedstawienie trzyma w napięciu od początku do końca.
Aktor znakomicie wykorzystuje trudną, niestandardową przestrzeń, umiejętnie wchodząc w interakcje z publicznością. Za sobą ma wprawdzie długi bar z półkami podświetlonych alkoholi, reżyser nie daje mu jednak zbyt wielu momentów, w których mógłby się w to bezpieczne miejsce schronić. Bezbłędnie ogrywa rekwizyty, między innymi serwując drinki. Wskazując spóźnialskim widzom stoliki, przełamuje „teatralny” dystans. Grając w bliskim kontakcie, nie tylko wzrokowym, nie narzuca się widzom wycofanym, znakomicie eksploatuje za to entuzjazm chętnych do współpracy – już to wręczając magnetofon, który trzeba w odpowiednich momentach uruchamiać, już to mianując współpracownikiem z baru, a nawet samą Martą. Urzeka swobodą i komediowym wdziękiem, szczególnie w zasygnalizowanym tylko skeczu z materacem i porem – można było sobie wyobrazić tę żenadę i poczuć frustrację nieudanego stand-upu bohatera.
Wspomagany przez wyświetlane wysoko, na ścianach nad głowami, maile stalkerki oraz precyzyjne operowanie światłem, buduje dramatyczne napięcia między postaciami, które aktor na moment powołuje do życia, a które widz może sobie łatwo wyobrazić dzięki wyrazistej mimice, spojrzeniom, charakterystycznym gestom i modulacji głosu. Podając ich kwestie, trafia bezbłędnie w różne tony, choć nie odgrywa ich reakcji, tylko inteligentnie je sugeruje.
Gamę emocji bohatera towarzyszących rozwojowi sytuacji poszerzają krótkie nagrania głosów aktorów – dobrze dobranych, co może nie jest konieczne, ale usprawiedliwia ten zabieg pojawiający się w drugiej części wątek policyjnego śledztwa. Z każdą sceną, mailem i nagraniem widz poznaje niuanse motywacji Richarda – i nie tylko.
Ale jeśli wydaje nam się, że o stalkowaniu wiemy wszystko, to zdziwimy się, jak wiele nieoczywistości wydobywa z tekstu reżyser. Sięgając do dzieciństwa Marty, rzuca nowe światło na jej motywacje i zawiesza jednoznaczność ocen. Czy na pewno tylko Richard jest ofiarą? Jak traumatyczne przeżycia wpływają na nasze etyczne wybory? No i czy w erze mediów społecznościowych umiemy jeszcze budować autentyczne, odpowiedzialne relacje?
Efektowne, dynamiczne, zabawne, z dozą refleksji przedstawienie o tym, co robi z nami życie w sieci.
Teatr Śląski