WIECZNA TĘSKNOTA ZA MIŁOŚCIĄ

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

WIECZNA TĘSKNOTA ZA MIŁOŚCIĄ

O “Pannach z Wilka” wg Jarosława Iwaszkiewicza w reż. Agnieszki Glińskiej w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie pisze Magda Kuydowicz.

Opublikowano: 2019-07-04
Fot. Krzysztof Bieliński

„Panny z Wilka” Agnieszki Glińskiej to jeden z piękniejszych spektakli, które widziałam. Mądry, głęboko wnikający w mroki kobiecej natury. Wszystko w nim aż tętni oczekiwaniem na spełnienie miłości, której obietnicę składał kolejno bohaterkom spektaklu Wiktor.

Znając tekst opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza i filmową adaptację Andrzeja Wajdy, wiemy, że wszystkie siostry – Zosia (Paulina Puślednik), Julcia (Dorota Segda), Kazia (Anna Radwan) i Jola (Ewa Kaim) – podkochiwały się w Wiktorze. Gdy niegdysiejszy korepetytor powraca do nich po kilkunastu latach do majątku w Wilkach, ich życie prawie zamiera. Każda z nich liczy na sfinalizowanie swojej miłosnej historii sprzed lat, ale Wiktor, jak niegdyś tak i obecnie, zaprzątnięty jest swoimi sprawami. Glińska podzieliła spektakl na kilka części – każda z nich poświęcona jest jednej z kobiet. Akcja często powraca do punktu wyjścia – przyjazdu Wiktora i kilku wydarzeń z przeszłości. Co by się stało, gdyby któregoś wieczoru Wiktor się nie pomylił i nie wszedł do pokoju Joli? To i inne pytania pozostają jednak bez odpowiedzi. Siostry zmieniły się przez lata: najpiękniejsza z sióstr Fela nie żyje, Julcia wyszła za mąż – ma dwoje dzieci i rozpaczliwie chce zachować młodość, Kazia się rozwiodła, żyje samotna i zgorzkniała, Zosia ma małe dziecko i czuje, że czar jej kobiecości powoli już przemija, a Jola uwodzi kolejnych mężczyzn, marząc wciąż o Wiktorze.

Historia każdej z kobiet zostaje opowiedziana przez Glińską z tkliwością i rozwagą. Chwilami także z poczuciem humoru. Wspaniała jest scena Anny Radwan w rozmowie z Wiktorem (znakomity Adam Nawojczyk) o naturze tej „brzydkiej i poukładanej siostry” czy ta z Ewą Kaim, która nagle śpiewa przeboje Marleny Dietrich. Rozerotyzowana Julcia Segdy, uwodząca młodych studentów, jest wzruszająca i autoironiczna zarazem. Zabawna, gdy z całą powagą zwraca się wprost do widzów – mówiąc o zaletach kremów i wklepywaniu jasnego pudru pod oczy.

W spektaklu Glińskiej każda z kobiet mimo tęsknoty za Wiktorem jest także świadoma swojej pozycji. Nie zamierzają niczego w swoim życiu zmieniać, bo dobrze wiedzą, czym grozi wyjście z tak zwanej strefy komfortu. Co innego pogoń za miłością, ale czym innym jest codzienne życie. I jego przewidywalny, spokojny rytm. To kobiety są centralnymi bohaterkami spektaklu Glińskiej i każdej opowiadanej historii. Wiktor jest tylko ich cieniem – asystuje niejako kolejnej bohaterce. Odwrotnie niż to było w filmie Wajdy. Nowocześnie potraktowana jest też postać najmłodszej kobiety – Tuni, która wiecznie fotografuje, twardo stoi na ziemi i ocenia realnie swoje życiowe perspektywy.

Ale najciekawszy sposób znalazła Glińska na pokazanie niedojrzałości i wiecznej wewnętrznej walki samego Wiktora. Na scenie widzimy ich dwóch – młodego i starszego. Jeden cytuje opis zachowania drugiego, a ten je nam przedstawia. Aż dochodzi do prawdziwej konfrontacji – symbolicznej sceny zmagania się z samym sobą na niewygodnej kanapie w salonie obu Wiktorów. Mężczyzna ma do oswojenia poważną wojenną traumę – uczestniczył w egzekucji przyjaciela. To ona nie pozwala mu spokojnie zasnąć, skupić się na przyjemnościach. Jednak Panny z Wilka widzą w nim swoje wyobrażenie sprzed lat i nie są w stanie towarzyszyć mu w tych zmaganiach z przeszłością. Wiktor jest ich pięknym miłosnym niespełnieniem, reszta w gruncie rzeczy mało je obchodzi.

Tylna projekcja pozwala nam przechodzić wraz z bohaterami spektaklu z salonu w dworku na spacer polami, do lasu i do sypialni jednej z sióstr. Akcja pomimo powolnego rytmu, który narzuca proza Iwaszkiewicza, nieustannie się dynamizuje wewnętrznie. Reżyserka oprócz prozy Iwaszkiewicza wplata fragmenty „Pani Dalloway” Virginii Woolf i „Czarodziejskiej góry” Tomasza Manna. Czujemy narastający, wszechogarniający, parny i gęsty „nastrój lata, który klimatem podobny był do miłości”, jak mówi Julcia z nostalgią w głosie w jednej ze scen spektaklu. Akcja urywa się nagle, zostaje pięknie zawieszona w finale przedstawienia.

Widownia ostatniego spektaklu w tym sezonie Sceny Kameralnej w Teatrze Starym była nabita po brzegi. Część osób siedziała już na schodach. Jak zaczarowani przeżywaliśmy emocje bohaterów ze sceny. Aktorzy grali wspaniale, lekko i jakby od niechcenia. Naturalnie i płynnie przechodząc od sceny do sceny. To było artystyczne wydarzenie, do którego wciąż powracam myślami. I którego nigdy nie zapomnę.

Kategorie:

Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL