Horyniec. Teatr, który nie potrzebuje etatu

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Horyniec. Teatr, który nie potrzebuje etatu

Za nami trzeci, ostatni dzień prezentacji konkursowych 47. Biesiady Teatralnej w Horyńcu-Zdroju.

Opublikowano: 2026-02-22
fot. Centrum Kulturalne w Przemyślu

W niedzielny wieczór poznamy laureatów, lecz zanim wybrzmią nazwiska nagrodzonych, warto zatrzymać się przy tym, co wydarzyło się w sobotę – i szerzej, przy samym sensie tego spotkania. Bo Biesiada nie jest wyłącznie przeglądem spektakli. Jest żywym dowodem na to, że teatr w Polsce nie kończy się na instytucjonalnych scenach wielkich miast.

Horyniec-Zdrój, niewielkie uzdrowisko na Roztoczu, od 1976 roku staje się w lutym miejscem szczególnym. W zabytkowym Teatrze Dworskim, dziś siedzibie Gminnego Ośrodka Kultury, Sportu i Turystyki, krzyżują się drogi zespołów z Warszawy, Krakowa, Radomia, Podlasia i małych miejscowości, które rzadko pojawiają się na mapach festiwalowych. Przyjeżdżają tu nie po splendor, lecz po rozmowę, konfrontację i doświadczenie wspólnoty. W czasach, gdy kultura coraz częściej poddawana jest logice projektów i budżetów, to spotkanie ma wymiar niemal elementarny – przypomina, że teatr rodzi się z potrzeby mówienia i słuchania.

Sobotni poranek rozpoczął się od omówień z jurorami. Ten element Biesiady bywa niedoceniany przez widzów, a jest jej rdzeniem. Rozmowy nie mają charakteru kurtuazyjnych podsumowań ani surowych recenzji; są przestrzenią wymiany myśli, w której doświadczenie spotyka się z entuzjazmem. Jurorzy nie ustawiają się w roli sędziów, lecz partnerów, którzy dzielą się warsztatową wiedzą, wskazują mocne strony, nazywają słabości, proponują kierunki dalszej pracy. Właśnie w tych dyskusjach objawia się edukacyjny wymiar teatru amatorskiego – jego zdolność do uczenia się i do nieustannego przekraczania własnych ograniczeń.

Po południu przyszedł czas na ostatnie prezentacje konkursowe. Na scenie zobaczyliśmy

  • Teatr KAPSL.OK z warszawskiego Ursynowa z autorskim „Grunwaldem 2.0” w reżyserii Grzegorza Reszki,
  • krakowskie Jaszczury Teatralnie z „Miłością bliźniego” Leonida Andriejewa w adaptacji i reżyserii Doroty Kondraciuk,
  • Grupę Teatralną BezNazwy z Horyńca-Zdroju z „Trzydziestoma znikającymi trampolinami” w reżyserii Beaty Ługowskiej,
  • bielski Teatr The M.A.S.K. z klasycznym „Lekarzem mimo woli” Moliera w reżyserii Mateusza Sacharzewskiego oraz
  • radomski Teatr Resursa z „Pętlą” Marka Hłaski w reżyserii Doroty Chmielewskiej.

Ten repertuarowy rozrzut – od literackiej klasyki, przez rosyjską dramaturgię, po współczesne reinterpretacje i prozę Hłaski – pokazuje, jak szerokie spektrum tematów i estetyk obejmuje ruch amatorski. Nie ma tu jednej linii programowej ani wspólnej stylistyki. Jest za to konsekwencja w poszukiwaniu własnego języka.

Czym zatem jest teatr amatorski? Najprościej mówiąc – jest teatrem ludzi, którzy nie utrzymują się z pracy artystycznej, lecz nie wyobrażają sobie życia bez sceny. Tworzą go nauczyciele, uczniowie, urzędnicy, studenci, seniorzy, osoby pracujące w różnych zawodach, które po godzinach próbują, dyskutują, budują scenografię, organizują transport i promocję. Nie mają stałych zespołów technicznych ani zaplecza administracyjnego, a mimo to potrafią przygotować spektakle spójne, przemyślane i artystycznie odważne. Amatorstwo w tym kontekście oznacza brak etatu. Oznacza wolność od presji komercyjnej, a zarazem konieczność radzenia sobie z ograniczeniami finansowymi i organizacyjnymi.

Historia tego zjawiska w Polsce jest długa i głęboko zakorzeniona w doświadczeniu społecznym. W czasach zaborów amatorskie sceny podtrzymywały język i kulturę narodową, stając się miejscem wspólnotowego oporu. W kolejnych dekadach ruch wspierały organizacje takie jak Towarzystwo Kultury Teatralnej, które przez ponad sto lat integrowało środowisko miłośników sceny. Dziś teatry amatorskie działają przy domach kultury, parafiach, bibliotekach, jako stowarzyszenia czy nieformalne grupy. Często funkcjonują na styku profesjonalizmu i pasji, zacierając granice między tym, co zawodowe, a tym, co społeczne.

Nie można jednak pominąć trudności. Brak stałego finansowania sprawia, że zespoły uzależnione są od grantów, dotacji i własnych środków. Ogólnopolska struktura ruchu pozostaje rozproszona, a wsparcie systemowe bywa niewystarczające. Mimo to energia, którą można było odczuć w Horyńcu, dowodzi, że teatr amatorski nie jest marginesem kultury, lecz jej żywym, pulsującym nurtem.

Specyfika Horyńca polega także na jego uzdrowiskowym charakterze. Teatr staje się tu częścią oferty dla kuracjuszy i mieszkańców, łącząc doświadczenie leczenia z doświadczeniem sztuki. Widzowie, którzy przyjechali tu dla zdrowia, zasiadają obok lokalnej społeczności i gości festiwalu, tworząc publiczność różnorodną, uważną, gotową do rozmowy. Ta integracja przestrzeni sanatoryjnej z przestrzenią teatralną nadaje Biesiadzie wymiar wspólnotowy, którego próżno szukać w wielu dużych ośrodkach.

Trzeci dzień prezentacji zamknął część konkursową, lecz nie zamknął dyskusji. W niedzielę poznamy werdykt jury, usłyszymy nazwiska nagrodzonych i zobaczymy emocje towarzyszące gali. Jednak niezależnie od wyników jedno pozostaje pewne: 47. Biesiada Teatralna potwierdziła, że amatorski teatr w Polsce jest zjawiskiem dojrzałym, różnorodnym i potrzebnym. Jest przestrzenią integracji, edukacji i twórczej odwagi. Jest miejscem, w którym można eksperymentować bez kalkulacji zysków i strat.

Horyniec-Zdrój, choć niewielki, pozostaje ważnym punktem na mapie niezależnej sceny. To tutaj widać wyraźnie, że teatr nie jest przywilejem metropolii ani domeną wyłącznie profesjonalnych instytucji. Jest praktyką wspólnotową, która rozwija się tam, gdzie są ludzie gotowi poświęcić swój czas i energię, by opowiedzieć historię. I być może właśnie w tym tkwi jego siła – w przekonaniu, że scena należy do tych, którzy chcą na niej stanąć, nawet jeśli następnego dnia wrócą do swoich codziennych obowiązków.

W oczekiwaniu na galę warto o tym pamiętać. Nagrody są ważne, lecz jeszcze ważniejsza jest obecność – i świadomość, że teatr w Polsce ma wiele twarzy, także tę, która nie potrzebuje etatu, by być poważna.

Centrum Kultury

 

Kategorie:


Cytat Dnia

„Zapolska śmiała się z idei, by »kobieta miała iść przez życie cicho i spokojnie«. Taki gorset społecznych oczekiwań wpychał jednak kobiety w równie groteskowy stan, jakim dziś może być hałaśliwe manifestowanie wariacko rozumianej niezależności. Znanej aż nazbyt dobrze z czarnych marszy i mającej odzwierciedlenie na przykład w agresywnej proaborcyjnej propagandzie”

Sylwia Krasnodębska o „Moralności pani Dulskiej”, reż. Anna Augustynowicz; „Gazeta Polska”, 8.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL