Konrad Imiela na tropie Starzyńskiego

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Konrad Imiela na tropie Starzyńskiego

Z reżyserem, Konradem Imielą, rozmawia Michał Wybieralski.

Opublikowano: 2026-02-18
fot. Teatr Syrena

– To, że podejmujemy temat Stefana Starzyńskiego, jest oczywiście związane z naszymi czasami – mówi Konrad Imiela, reżyser i autor scenariusza musicalu „Starzyński”.

Premiera spektaklu w Teatrze Syrena w Warszawie odbędzie się 28 lutego 2026 r.

Michał Wybieralski (Teatr Syrena): Chcesz, by widzowie przed spektaklem zobaczyli obraz Józefa Mehoffera „Dziwny ogród”. Dlaczego?

Konrad Imiela (reżyser i autor scenariusza): Jednym z bohaterów musicalu jest Stanisław Lorentz. Niezwykła postać – był dyrektorem Muzeum Narodowego w Warszawie w latach 1935–1982, a więc w okresie sanacji, okupacji i Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. W ostatnich dniach wolności Stefana Starzyńskiego to właśnie Lorentz był jego przyjacielem, powiernikiem i najbliższym współpracownikiem, a także tłumaczem. Mówił biegle po niemiecku, w przeciwieństwie do prezydenta Warszawy. Przebywał cały czas za ścianą gabinetu Starzyńskiego – właściwie mieszkali w ratuszu.

Jaki tryb życia mogli prowadzić w okupowanym mieście, w sytuacji, w której nie mieli już dokąd wracać? Z pewnością prowadzili wiele rozmów, rozmyślali, wracały do nich wspomnienia. W spektaklu mają przy sobie przedmioty przywołujące w ich myślach przedwojenne czasy. Uznałem, że chwilę wytchnienia Lorentzowi mogło dawać oglądanie obrazów. Zacząłem sprawdzać, jakie dzieła znajdowały się w kolekcji muzeum, i w ten sposób trafiłem na „Dziwny ogród” autorstwa Józef Mehoffer.

Mehoffer był symbolistą. Namalował sielską scenę, nad którą unosi się ogromna ważka. Sam obraz ma głębię, natomiast ważka jest jakby dwuwymiarowa, przeskalowana, jakby naklejona. Dla mnie jest symbolem zagrożenia, widmem wojny, znakiem nadchodzącego okupanta – i tak wykorzystuję ją w spektaklu. Nie chcę wyświetlać obrazu na scenie, dlatego pokazujemy go wcześniej: na biletach, w programie i w materiałach promocyjnych. Najlepiej jednak wybrać się do Muzeum Narodowego w Warszawie i zobaczyć go na żywo.

Nad nami też unosi się złowroga ważka?

To, że podejmujemy temat Starzyńskiego, jest oczywiście związane z naszymi czasami. Teatr zawsze opowiada o współczesności, nawet jeśli wystawia sztuki z dawnych lat. Współczesną postacią, która pierwsza przychodzi mi do głowy w tym kontekście, jest Wołodymyr Zełenski. Istnieje paralela między nim a Starzyńskim. Aktor, który został prezydentem Ukrainy, niespodziewanie musiał odnaleźć się w roli wodza, który zjednoczy Ukraińców, wesprze ich na duchu i zmobilizuje do walki. Zełenski robi to za pomocą regularnie nagrywanych wypowiedzi w mediach społecznościowych, co w pewnym sensie rymuje się z radiowymi przemówieniami Starzyńskiego. Mam nadzieję, że dziś ważka nie zwiastuje tego, co zwiastowała w latach trzydziestych, i że przepędzimy ją znad naszych głów.

Stefan Starzyński to bohater dla teatru?

Kiedy czytałem książkę Grzegorza Piątka „Starzyński. Prezydent z pomnika”, zastanawiałem się, czy to nośny materiał na spektakl. I długo miałem poważne wątpliwości. Starzyński przez większość życia był politykiem – można nawet powiedzieć, że karierowiczem, pnącym się po kolejnych szczeblach nie tylko dzięki pracowitości, ale także lojalności wobec marszałka Józefa Piłsudskiego.

Dopiero lektura rozdziałów opowiadających o czasie tuż przed wojną i po jej wybuchu przekonała mnie, że warto o nim opowiedzieć. Oto człowiek introwertyczny, obcesowy, szorstki w relacjach, który został postawiony przez historię w roli lidera. Przed wojną miał problemy z wystąpieniami publicznymi – zawsze czytał z kartki, dość nieudolnie. A dziś uchodzi za charyzmatycznego mówcę. Stało się tak dzięki jego przemówieniom radiowym, w większości improwizowanym, które miały ogromną siłę oddziaływania.

W spektaklu skupiam się na wojennym fragmencie jego losów i zamykam akcję w ostatniej nocy oraz poranku, które spędził w ratuszu przed aresztowaniem przez Gestapo 27 października 1939 roku. To było kilka dni przed Zaduszkami. Co widział wtedy przez okno? Ciemność, deszcz, zrujnowane miasto bez prądu, z którego niedawno zabrano tysiące ciał ofiar września 1939 roku. Nie ma czego się uchwycić, skąd brać nadzieję.

Świadomość zbliżających się Zaduszek jest istotna w scenariuszu, ponieważ w polskiej tradycji romantycznej kojarzą się one z „Dziadami” Adama Mickiewicza. Dodatkowo przeczytałem, że Starzyński rozważał samobójstwo. Można więc wyobrazić sobie, że w jego myślach powracali rodzice, żony i inne osoby z przeszłości, które go dręczyły. Postanowiłem opowiedzieć o nim przez pryzmat tej jednej nocy – poprzez wspomnienia, myśli i halucynacje, w których odbija się całe jego życie.

Jesteś ze Starachowic, mieszkasz we Wrocławiu. Czy Starzyński funkcjonował w twojej świadomości przed rozpoczęciem tej pracy?

Znałem go z lekcji historii. Kiedy otrzymałem od dyrekcji Teatr Syrena propozycję realizacji spektaklu, jednym z argumentów było to, że nie jestem Warszawiakiem. Nie mam sentymentalnego stosunku do tych budynków i ulic, więc nie będzie mnie kusiło, by opowiadać o tym, jaką ulicę poszerzył Starzyński czy gdzie zbudował szkoły. Spojrzałem na tę postać z dystansu, syntetycznie. Przyjrzenie się historii Warszawy z początku drugiej wojny światowej było dla mnie cennym doświadczeniem – w pewnym sensie stałem się przez ten spektakl quasi-Warszawiakiem.

Musical kojarzy się z rozrywkową formą, tymczasem opowiadasz o historycznej postaci w najtragiczniejszym momencie jej życia. Jak to pogodzić?

Od dwudziestu lat prowadzę jako dyrektor artystyczny Teatr Muzyczny Capitol we Wrocławiu. Od początku szukamy sposobów, by za pomocą musicalowej formy mówić o rzeczach istotnych. „Starzyński” jest przedłużeniem tej idei. Szukamy innych funkcji dla muzyki, piosenek i choreografii niż tylko pretekst do rozrywki.

Zawsze stajemy przed pytaniem: co rodzi muzykę? W tym spektaklu rodzi się ona z głowy bohatera – a głowa ta znajduje się w szczególnym stanie napięcia, napędzanym między innymi zbliżającymi się Zaduszkami.

Muzyka jest współczesna, nie z epoki Starzyńskiego. Dlaczego?

Ponieważ tę historię opowiadamy dziś i mówimy do współczesnego widza. Używamy kodów kulturowych, brzmień i instrumentarium, które są dla niego czytelne. Teatr operuje skrótem i metaforą, nie dosłownością. W warstwie muzycznej pojawiają się jednak nawiązania do muzyki międzywojennej.

Po co nam dziś Stefan Starzyński?

W polskiej tożsamości obecny jest romantyczny impuls walki do końca. Daje siłę, ale bywa też tragiczny w skutkach. Dziś, gdy widmo wojny wydaje się realne, wielu z nas zadaje sobie pytanie: co bym zrobił, jak bym się zachował? Czy wyjechałbym, czy został? To był podstawowy dylemat Starzyńskiego – czy opuścić Warszawę razem z rządem i naczelnym wodzem, czy zostać z mieszkańcami.

Teatr nie daje odpowiedzi. Teatr stawia pytania.

Opowiedz, jak z Przemysławem Glapińskim budujecie rolę Starzyńskiego.

Każda rola jest wypadkową wyobraźni reżysera i aktora. W tym przypadku jest jeszcze trzeci element – autentyczna postać historyczna. Zbieramy materiały, czytamy książki, oglądamy zdjęcia, a potem tworzymy bohatera, który ma być prawdopodobny. Źródła historyczne to także interpretacje, więc naszym celem jest wiarygodność, nie dosłowność.

Z Przemysławem Glapińskim znamy się od lat. Wiedziałem, że ma rys osobowościowy pokrewny Starzyńskiemu. Choć prywatnie jest człowiekiem pogodnym i obdarzonym poczuciem humoru, w tej roli musi te cechy ukryć. Interesują nas pęknięcia: jak introwertyk stał się charyzmatycznym mówcą? Czy radio – medium, w którym był sam – mu w tym pomogło? Jakie miał kompleksy? Jak wpłynęły na niego doświadczenia osobiste?

Teatr jest miejscem badania tego, jak wydarzenia kształtują człowieka. To fascynująca przygoda.


Konrad Imiela – aktor i reżyser, od 2002 roku związany z Teatr Muzyczny Capitol, wieloletni dyrektor naczelny i artystyczny tej sceny oraz dyrektor artystyczny Przegląd Piosenki Aktorskiej w latach 2007–2014. Ma na koncie kilkadziesiąt ról teatralnych, telewizyjnych i filmowych, kilkanaście wyreżyserowanych spektakli oraz dwie solowe płyty.

Kategorie:

Cytat Dnia

„Nie zdradzę w tej recenzji wiele więcej niż to, co można wyczytać na stronie”

Jarosław Ciszek o „Atlasie ptaków”, reż. Barbara Bendyk; kulturalnykonferansjer.pl, 16.04.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL