„Klub kawalerów” zrzesza zatwardziałych, pewnych swoich przekonań mężczyzn, którym ani w głowie żeniaczka. Owszem – kobietka do flirtu, do rozkoszy, proszę bardzo – ale na całe życie? Żadne takie. Kobiety jednak wiedzą swoje i mają sposoby na skruszenie tych zapiekłych postanowień…
Izabela Dąbrowska po raz kolejny udowadnia, że jest królową komedii. Zresztą żadna z pań nie ustępuje jej w scenicznej galopadzie intryg i pomysłów: przeurocza Justyna Ducka, rewelacyjna Agnieszka Sienkiewicz-Gauer, rasowo opanowana Maria Seweryn.
Panowie tworzą doskonałe trio, które przywołało mi – z łezką w oku – ulubiony Teatr Montownia: Adam Krawczuk, Rafał Rutkowski i Maciej Wierzbicki – znów razem, a jednak każdy wyrazisty i zupełnie inny. Mistrzowsko szalony Michał Zieliński świetnie odnajduje się w towarzystwie „starych wyg”, a młodociany Maciej Karbowski i nadzwyczajnie nieporadny Tomasz Drabek dopełniają zespołowej energii. Nawet role drugoplanowe – Aleksander Kaźmierczak i Józef Mika – są tu po coś.
Świetna scenografia, piękne kostiumy, chopinowska ilustracja muzyczna – szykuje się hicior na lata. To hit dla dorosłych i dla młodzieży, której entuzjazm słychać było w kolejce do szatni: „Ty, to było lepsze od tych stand-upów, cośmy ostatnio widzieli!”. Hm… dla mnie to żadna rekomendacja, ale jeśli młodzież tak sobie rozreklamuje „Klub kawalerów”, to kto wie – może poranne spektakle dla szkół okażą się konieczne?
Wyśmienity początek, doskonały środek i kapitalne zakończenie. Czy w Och-Teatrze właśnie obejrzałem najlepsze przedstawienie tego sezonu? Zwykły tekst, prosta historia: kobieta i mężczyzna. Bez udziwnień, bez modnych płciowych tematów, bez wizualizacji, bez nagości, bez przekleństw. Zwykły, piękny teatr, którego największą siłą jest aktorstwo.
To wirtuozerski pokaz, jak gest, pauza, tembr głosu, operowanie rekwizytem czy sposób wypowiadania tekstu pozwalają cieszyć się teatralną chwilą i podziwiać sztukę. Sztukę. Niby ramota, a ani przez moment nie czuć upływu czasu. Spektakl poprawia humor, odpręża, nastraja, ale też daje do myślenia – co dodatkowo podkreśla komentarz samej Krystyny Jandy z offu.
Balsam na sponiewieraną duszę zwykłego widza.
Kocham taki teatr!
Och-Teatr