Język kaszubski rozbrzmiał na deskach Opery Nova. Jedną z propozycji tegorocznego Bydgoskiego Festiwalu Operowego jest „Wòlô Bòskô” z Teatru Wielkiego – Opery Narodowej. To ambitna próba wprowadzenia na scenę kaszubskich pieśni, szerokiemu odbiorcy znanych między innymi z repertuaru grupy Fucus – warto przypomnieć choćby jej wykonania „Mòrskô burzy” czy pojawiającej się w spektaklu poruszającej pieśni „Hej żeglujże żeglarzu”.
Podstawą warszawskiego przedstawienia jest cykl pieśni, wybranych przez solistę Damiana Wilmę głównie ze zbiorów opracowanych przez Ludwika Bielawskiego i Aurelię Mioduchowską.. Składają się one na tragiczną historię miłości Hanuszki i Jaśka, będąc swoistą kaszubską wersją opowieści o Romeo i Julii. Dziewczyna wychodzi za mąż za innego, tłumacząc się „wolą boską”, a jej niedawny ukochany odbiera sobie życie w morskich falach. Zrozpaczona Hanuszka wkrótce podąża jego śladem.
Ta ludowa historia zostaje opowiedziana w mrocznym entourage’u. Scenografia przygotowana przez Izabelę Chełkowską przenosi nas na morskie wybrzeże: przez środek sceny przebiega drewniany pomost, wokół którego rozciągają się puste przestrzenie z wbitymi palami. Nad głowami wykonawców zawieszone są zwiewne tiule przypominające rybackie sieci, poruszane w wybranych momentach przedstawienia. Są wreszcie porozrzucane krzesła – symbole tych, których nie ma, emblematy zniszczonego domu. Nastrój tajemniczości wzmaga precyzyjna gra świateł autorstwa Macieja Igielskiego. Tym samym rodzi się zasadnicze pytanie: czy znajdujemy się jeszcze na plaży, czy już gdzieś głęboko w morskiej toni?
Przewija się tu bowiem wątek „pustej nocy” – kaszubskiego obrzędu czuwania nad zmarłym w noc poprzedzającą pogrzeb. Reżyser Jarosław Kilian wprowadza na scenę kilka postaci, tworząc sceniczny mariaż muzyki, opery, choreografii i teatru. Dwoje tancerzy odtwarza losy nieszczęśliwych kochanków: ich spotkania, rozstania i powroty. Towarzyszy im baryton Damiana Wilmy, będącego zarazem scenicznym odpowiednikiem powracającego widma Jaśka. Jego śpiew jest pełny i liryczny, a jednocześnie zachowuje dramatyzm zawarty w kaszubskich pieśniach.
Te zostały przełożone na język muzyki skomponowanej przez Łukasza Godylę, twórcę związanego z bydgoską Akademią Muzyczną. Kompozytor zachował melodykę oryginalnych utworów, poddając je neoklasycznej reinterpretacji. Muzyka bywa tu kontrapunktem dla akcji, przekształcając się w dźwiękową materię, która nie tyle ilustruje, co dopełnia sceniczne działania.
Wszyscy obecni na scenie zdają się być upiorami z ludzkiej pamięci, przywoływanymi w ramach długich gawęd – opowieści, które niczym zmora powracają w świadomości jeszcze jednej bohaterki spektaklu, Białki. Matka Hanuszki, grana przez Danutę Stenkę, staje się osią całego przedstawienia. Jej kreacja opiera się na wyrazistym operowaniu kontrastem – balansowaniu między liryzmem a demonicznością, prowadzeniu narracji i objaśnianiu akcji, przy jednoczesnym nasyceniu postaci goryczą i poczuciem utraconego szczęścia. To kolejna znacząca rola aktorki, której znajomość lokalnego języka wzmacnia przekaz tragizmu wpisanego w pieśni.
Nawet jeśli przedstawienie momentami potyka się dramaturgicznie, charyzma Stenki pozwala widzowi ponownie zanurzyć się w niepokojącej, fascynującej atmosferze tej realizacji.
Teatr Wielki – Opera Narodowa