Bezbłędny Krzysztof Tyniec w roli pana Bouvier z każdym kolejnym kieliszkiem stopniowo pogrąża się w pijaństwie, wygłaszając coraz bardziej mieszczańskie brednie. Zwracałem uwagę, czy aktor – będąc z tyłu lub z boku sceny – nie „odpuszcza” tej postaci. Nic z tych rzeczy: w każdej sekundzie trzyma formę, a narastający stan nietrzeźwości buduje z aktorską precyzją. Zabrakło już tylko konsekwentnego, fizycznego potwierdzenia tego stanu.
Wybornie urocza Marzena Trybała jako pani Bouvier zasypuje widza europejskimi komunałami, wypowiadanymi z lekką nutą bezrefleksyjnej głupoty – jakby do końca nie rozumiała, co mówi. Zresztą często nawet nie kończy własnych zdań. Kapitalni Grzegorz Damięcki i Emilia Komarnicka jako państwo Cholley z każdą kolejną kwestią udowadniają rozmówcy, że jest głupszy, zacofany i biedniejszy. Doskonale zagrane – i im precyzyjniej zbudowane, tym większą niechęć budzą ich postawy.
Pan Lebrun w interpretacji Bartłomieja Nowosielskiego pozostaje spokojny, opanowany, konsekwentny – jedyna oaza zdrowego rozsądku. Co znamienne, nawet jego żona, grana przez fascynującą Paulinę Gałązkę, stopniowo daje się przeciągnąć na stronę „starych” mieszkańców kamienicy.
Ogląda się to znakomicie. Aktorzy bardzo uważnie potęgują napięcie, które z każdą minutą coraz wyraźniej wisi w powietrzu i przenosi się z mieszkania do mieszkania. Iskrzy coraz mocniej, aż w finale dochodzi do wybuchu. Jako widz doskonale wiem, po której stronie stoję. W zalewie haseł płynących ze sceny – europejskiej hipokryzji, politycznej poprawności, źle rozumianej tolerancji, ideologicznych bzdur i korporacyjnych recept na życie – pozostaje jednak pytanie: czy wszyscy widzowie zachowują zdrowy rozsądek? Czy może każdy, kto myśli głębiej lub inaczej, automatycznie staje się „ciemnogrodem”, „średniowieczem” albo „ruską onucą”?
https://teatrateneum.pl/?p=52400