„Salome” lubi wzbudzać kontrowersje. Opera Richarda Straussa już w momencie swojej premiery w Semperoper w 1905 roku podzieliła odbiorców, odnosząc sukces wśród szerokiej publiczności, ale i wywołując liczne głosy krytyki. Według relacji kompozytor był wywoływany na scenę kilkadziesiąt (!) razy. Dzieło powstałe na podstawie dramatu Oscara Wilde’a podbiło światowe sceny, doczekując się inscenizacji w Turynie, Mediolanie czy Nowym Jorku. W tym ostatnim mieście, na skutek kontrowersji towarzyszących „Salome”, spektakl szybko zdjęto z afisza.
Opera ukazywała postać femme fatale — demonicznej kobiety, motywu charakterystycznego dla sztuki przełomu XIX i XX wieku. Szczególnie duże emocje budził taniec „siedmiu zasłon”, którym Salome uwodziła Heroda. Odtwórczyni prapremierowej roli, Marie Wittich, odmówiła wykonania choreografii, tłumacząc: „Jestem przyzwoitą kobietą!”. Zmieniająca się obyczajowość prowadziła kolejne pokolenia twórców do poszukiwania nowych kluczy interpretacyjnych dla opery. Salome bywała więc ofiarą erotycznych pragnień Heroda i toksycznych relacji rodzinnych, jak w przedstawieniu Luca Bondy’ego z 1992 roku. Jedną z głośniejszych inscenizacji była także ta z Opéra National de Paris. Lydia Steier pokazała dekadencki świat, w którym tytułowa bohaterka jest świadomą swojej seksualności kobietą, gotową doprowadzić otaczającą ją rzeczywistość do ostatecznego rozpadu.
Przedstawienie w reżyserii Alvisa Hermanisa z Łotewskiej Opery Narodowej prowadzi nas jednak w zupełnie inne rejony. Akcja zostaje przeniesiona do roku 2030, do Izraela opanowanego przez muzułmanów. Scenografię tworzy monumentalna rekonstrukcja Ściany Płaczu, przy której przez cały spektakl modlą się Żydzi. Dekoracja stanowi tło dla świata znajdującego się w stanie rozpadu, świata rozpaczliwie domagającego się modlitwy o ocalenie. Jest zarazem ciekawym politycznym komentarzem do współczesnej sytuacji na Bliskim Wschodzie. Arabowie zastępują tutaj Rzymian, na scenie przewijają się chasydzi, a całość staje się opowieścią o upadającym porządku, z którym mieszkańcy Ziemi Świętej nie potrafią sobie poradzić. Prorok Jan Chrzciciel ukazuje się tu jako android symbolizujący pojawienie się sztucznej inteligencji ustanawiającej nowy ziemski ład, podkreślany grafikami AI wyświetlanymi na ekranie zawieszonym nad sceną.
Zasadniczym problemem tej inscenizacji pozostaje jednak brak spójności interpretacyjnej. O ile ciekawy wydaje się pomysł ukazania Salome jako Amy Winehouse — symbolu celebryckiego życia i autodestrukcji — o tyle trudno powiązać go z miejscem akcji i przyjętymi realiami scenicznymi. Odebranie sakralnej otoczki postaci Jochanaana pozbawia libretto jego metafizycznego wymiaru, a tym samym osłabia obecny w nim tragizm. Zmniejsza się również napięcie pomiędzy prorokiem a Salome. Fascynacja kobiety opiera się przecież zarówno na aurze świętości i niedostępności mężczyzny, jak i na jego cielesności. Dialog związany z adoracją włosów i ciała Jochanaana brzmi w tym kontekście po prostu niewiarygodnie. O ile więc wprowadzenie tematu nowoczesnej technologii pozostaje interesującym tropem, o tyle trudno znaleźć dla niego pełne dramaturgiczne uzasadnienie.
Siłą tego przedstawienia pozostają jednak muzyka i choreografia. Ryscy śpiewacy okazali się znakomici. Salome Inny Kločko stworzyła świetną kreację opartą na potężnym, dramatycznym sopranie. Artystka pokazała kobietę poszukującą coraz mocniejszych doznań — z jednej strony bezczelną nastolatkę, z drugiej osobę pełną lęku przed brutalnym światem, a zarazem świadomie uwodzącą kolejnych mężczyzn. Jest w tej roli coś wyraźnie witkacowskiego. Herod Andrisa Ludvigsa jawi się jako człowiek upajający się własną władzą, choć jednocześnie całkowicie bezsilny wobec własnych instynktów. Ilona Bagele jako Herodiada — dysponująca pięknym, potężnym głosem — niczym Agrypina, matka Nerona, próbuje realizować swoje cele, pozostając teoretycznie na drugim planie. Orkiestra znakomicie wydobywa trudne współbrzmienia różnych tonacji, budując napięcie pomiędzy postaciami. Interesującym pomysłem okazało się także przedstawienie tańca „siedmiu zasłon” jako choreografii wykonywanej przez siedem tancerek. Pojawiają się one na scenie odziane w czarne burki, by następnie w zmysłowym tańcu zrzucić je i uwieść Heroda.
Czy więc ryska „Salome” jest opowieścią o świecie zawieszonym w niepewności wobec przyszłości i kondycji współczesnej cywilizacji — jednym z tematów od dawna fascynujących Hermanisa? Być może. Jednocześnie pozostaje spektaklem o znakomitej stronie muzyczno-choreograficznej i dyskusyjnym pomyśle inscenizacyjnym. Tak czy inaczej, „Salome” wciąż potrafi wzbudzać kontrowersje.
Bydgoski Festiwal Operowy