Jura Dzivakou, białoruski reżyser, który z powodu prześladowań politycznych został zmuszony do emigracji i znalazł schronienie w Polsce, ojczyźnie swojej babki, kolejny raz zadziwia. Związany z teatrem lalek artysta wystawił do tej pory szereg odważnych spektakli, używając języka i estetyki promujących różnorodność, wolność tożsamości oraz autentyczność jednostki, ale przedstawienie dla najmłodszych jest u niego nowością. Zainspirował się książką „Ucho” Piret Raud, estońskiej pisarki i ilustratorki, laureatki licznych nagród za twórczość w dziedzinie literatury dziecięcej. Pierwszą w Polsce adaptacją sceniczną „Ucha” był spektakl w reżyserii Katarzyny Hory w Teatrze Dzieci Zagłębia im. Jana Dormana w Będzinie, jednak inscenizacja białoruskiego twórcy ma zupełnie inny styl i charakter, z awangardowym odcieniem.
Tytułowe Ucho należało kiedyś do kogoś, ale pewnego dnia zostało rozdzielone ze swoją głową i teraz czuje się zagubione, zalęknione oraz pozbawione sensu istnienia. W poszukiwaniu własnego miejsca w nieznanym świecie wyrusza w podróż, która przyniesie mu zupełnie nowe, nieznane doświadczenia. Wędruje pośpiesznie, ale nie przechodzi obojętnie obok innych i poznaje nowych przyjaciół, dzięki którym odkrywa swój niezwykły dar. Jest nim umiejętność słuchania innych stworzeń. Ucho pomału zaczyna rozumieć, czym są współczucie i empatia. Pozostali bohaterowie do tej pory nie znali nikogo, kto z uwagą chciałby wysłuchać ich opowieści, skarg czy wołania o ratunek. W dodatku okazuje się, że Ucho dobrze radzi sobie bez głowy, stając się powiernikiem wszelkich rozterek, tajemnic, próśb i myśli spotkanych po drodze postaci. Jego szczęście zostaje zagrożone, gdy w pobliżu pojawia się ziejąca niechęcią do wszystkich złośliwa Pajęczyca. Całe szczęście Ucho może liczyć na pomoc nowych przyjaciół.
W spektaklu pojawiają się czasem odniesienia do współczesności, ale nie burzy to baśniowej konwencji. Z ciepłym humorem i lekkością, nie rezygnując nawet z surrealistycznego, magicznego realizmu, reżyser przemawia do dzisiejszego, wychowywanego wśród multimediów małego widza i stara się zarazić go miłością do teatru. Fantastyka i realność oraz pozorna absurdalność ujawniają trudniejsze elementy obecne w przesłaniu tego przedstawienia. Dorośli z pewnością dostrzegą aluzje do odciętego ucha van Gogha i inspiracje motywami malarskimi, ale historia jest w miarę czytelna dla każdego. Cytaty i odniesienia nie przeszkadzają niezaznajomionym z historią sztuki dzieciom w odbiorze humorystycznej opowieści. Akcja nabiera tempa, każdy z motywów zaskakuje świeżością, dynamika faluje, a mały świat zamknięty w ograniczonej przestrzeni teatru staje się realny. Niestety, zbytnie zawiłości mogą odrobinę nużyć, jednak aktorzy wynagradzają te drobne niedostatki umiejętnością nawiązywania kontaktu z najmłodszymi. Anna Przygoda i Jakub Kowalczyk z niezwykłą wprawą wcielają się w różne postaci — dobrotliwe, o ciepłych sercach, czasem gburowate albo sprytne i nieprzyjemne. Ich umiejętność modulowania głosu oraz naturalność w monologach i dialogach pomagają dzieciom podążać za każdą zmianą.
Spektakl jest niezwykle precyzyjny pod względem języka i opracowania tekstu, a zarazem pełen dynamiki i witalności, którą podkreślają oprawa plastyczna i oryginalne lalki autorstwa Tatsiany Dzivakovej. Scenografia, przywodząca na myśl bogactwo ekspresji emocjonalnej przepełniającej malarstwo van Gogha, znajduje odzwierciedlenie w świecie zmysłowych obrazów i zaprojektowanych z przymrużeniem oka lalek, które w rękach aktorów-animatorów ożywają, nabierają niebagatelnego, zadzierzystego charakteru i zaczepnej czupurności.
W swojej baśniowo-groteskowej historii twórcy przedstawienia pokazują, że świat fantazji obecny w świecie realnym zawsze fascynuje, a najmłodszym daje dużo radości. I że można te dwie rzeczywistości pogodzić!
Teatr Lalek Guliwer