Śmiech nad przepaścią

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Śmiech nad przepaścią

O spektaklu „Trzy siostry. Dyplom” wg Antoniego Czechowa w adaptacji i reż. Anny Ilczuk z AST we Wrocławiu na Festiwalu Sztuk Teatralnych w Łodzi pisze Wiesław Kowalski.

Opublikowano: 2026-05-24
fot. HaWa
Ocena recenzenta/tki: (9/10) – rewelacyjny

W przedstawieniu przygotowanym przez Annę Ilczuk najciekawsze okazuje się to, że Czechow odzyskuje żywy oddech i przestaje funkcjonować jako szkolna klasyka wystawiana z obowiązku. Reżyserka wydobywa z „Trzech sióstr” doświadczenie bardzo współczesne — opowieść o ludziach pozostających w stanie emocjonalnego zawieszenia, zmęczonych własnym życiem, marzących o zmianie, ale pozbawionych siły, by rzeczywiście ją przeprowadzić. Nie ma tu taniego uwspółcześniania ani dopisywania publicystycznych komentarzy. Aktualność rodzi się z emocji i relacji między bohaterami.

Spektakl imponuje przede wszystkim zespołowością. Rzadko zdarza się, by dyplom aktorski miał tak wyrównany poziom i tak wyraźne poczucie wspólnego rytmu. Każda postać istnieje na scenie naprawdę, nawet jeśli przez chwilę pozostaje na drugim planie. Studenci AST nie budują papierowych figur z klasycznego dramatu, lecz ludzi pełnych sprzeczności — czasem groteskowych, czasem rozpaczliwie samotnych, innym razem śmiesznych w swoich desperackich próbach zagłuszenia pustki. Dzięki temu przedstawienie ani przez moment nie zamienia się w akademickie ćwiczenie z literatury.

Ilczuk bardzo świadomie prowadzi dynamikę spektaklu. Początkowo scena tętni energią, ironią i pozorną lekkością. Bohaterowie nieustannie mówią, żartują, tańczą, prowokują się nawzajem, jakby panicznie bali się ciszy i konfrontacji z własnymi myślami. W tej pierwszej części przedstawienia wyraźnie wybrzmiewa komediowy potencjał Czechowa. Z czasem jednak spod warstwy towarzyskich rytuałów zaczyna przebijać rozczarowanie i poczucie życiowej klęski. Po przerwie tonacja spektaklu staje się wyraźnie ciemniejsza, ale reżyserka unika taniego melodramatu. Najmocniej działają tu właśnie momenty przyciszone, kiedy bohaterowie uświadamiają sobie, że ich życie najprawdopodobniej już się nie odmieni.

Dużą siłą spektaklu pozostają sceny zbiorowe. Zostały pomyślane z ogromną precyzją rytmiczną i ruchową. Przemieszczanie się postaci wokół stołu, nagłe wejścia i wyjścia, krótkie gesty wykonywane mimochodem tworzą obraz ludzi stale funkcjonujących obok siebie, ale niezdolnych do prawdziwego spotkania. W tych scenach szczególnie mocno ujawnia się umiejętność pracy zespołowej całej obsady.

Bardzo ważnym elementem przedstawienia jest również muzyka i warstwa dźwiękowa. Nie służy ona prostemu ilustrowaniu emocji, lecz buduje atmosferę napięcia i niepokoju. Dzięki temu prowincjonalny marazm nie jest martwy ani ospały — przeciwnie, pod powierzchnią pozornego bezruchu stale pulsuje frustracja i niespełnienie. Bohaterowie czekają na zmianę, ale jednocześnie przeczuwają, że nic naprawdę się nie wydarzy.

Scenografia i kostiumy pozostają oszczędne i niedosłowne, nie dominują nad aktorami. I słusznie, bo centrum tego spektaklu stanowią właśnie oni. Widać wzajemne słuchanie, uważność i gotowość do emocjonalnego ryzyka. Publiczność reaguje entuzjastycznie nie dlatego, że ogląda kolejną poprawną realizację klasyki, lecz dlatego, że na scenie pojawia się autentyczne napięcie i prawdziwe zaangażowanie młodych aktorów.

Najciekawsze jest jednak to, że spektakl nie próbuje udzielać prostych odpowiedzi. „Trzy siostry” w interpretacji Ilczuk stają się opowieścią o pokoleniu ludzi zmęczonych nadmiarem możliwości, a jednocześnie sparaliżowanych niemożnością działania. Moskwa przestaje być konkretnym miejscem — zamienia się w fantazję o innym życiu, które być może mogłoby się jeszcze wydarzyć.

To przedstawienie zaskakująco dojrzałe jak na spektakl dyplomowy. Bywają momenty nadmiernej emocjonalności, czasem pojawia się aktorska przesada, ale właśnie ta intensywność nadaje całości siłę i temperaturę. Teatr Anny Ilczuk okazuje się doświadczeniem żywym, gęstym od emocji i boleśnie bliskim współczesności. Owacja po spektaklu wydaje się więc czymś całkowicie naturalnym.

Kategorie:


Cytat Dnia

„[…] hierarchiczność w instytucji teatralnej próbuje rozładować się przez stworzenie struktur korporacyjnych (a więc znowu kapitalistycznych). Tak wygląda produkcja w kilku dużych teatrach, w których ostatnio pracowałem. Kilka producentek, system cotygodniowych spotkań podsumowujących prace, podkreślanie dobrostanu zespołu i instytucji – a z drugiej strony »mailologia« (bez poszanowania ekologii), brak jednostek odpowiedzialnych, bo odpowiedzialność rozmywa się w dużej grupie podmiotów, i w końcu zachowania pasywno-agresywne […]”

Michał Borczuch w rozmowie z Agnieszką Zgieb; „Théâtre/Public”, 20.05.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL