Nadmiar zamiast tętna

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Nadmiar zamiast tętna

O „Requiem dla snu” Huberta Selby’ego Jra w reż. Jakuba Skrzywanka, koprodukcja STUDIO teatrgalerii w Warszawie i Narodowego Starego Teatru w Krakowie, pisze Wiesław Kowalski.

Opublikowano: 2026-04-25
fot. Natalia Kabanow
Ocena recenzenta/tki: (4/10) – poniżej przeciętnej/rozczarowujący

Trudno mi w pełni podzielić entuzjastyczne opinie, które – mimo głosów krytycznych – pojawiają się wokół tego przedstawienia.

Nie, problem tego spektaklu nie polega tylko na tym – jak sugeruje Maryla Zielińska w miesięczniku „Teatr” – że Jakub Skrzywanek „ma dużo pomysłów i gubi bohaterów”. To diagnoza trafna, ale zatrzymana w pół kroku. Bo tu nie chodzi o nadmiar pomysłów. Chodzi o to, że sam punkt wyjścia reżysera rozmija się z tym, co rzeczywiście wydarza się na scenie.

„Requiem dla snu” jako deklaracja i jako spektakl to dwa różne byty.

Reżyser mówi o deficytach, o samotności, o świecie, w którym „wszyscy jesteśmy naćpani” – nie tyle substancjami, co rzeczywistością. Mówi o potrzebie kompensacji, o relacjach, o tym, że używki są skutkiem braku. Problem w tym, że jego spektakl nie jest o braku. Jest o nadmiarze. I to nadmiarze niekontrolowanym.

To zasadnicza sprzeczność.

Na scenie nie oglądamy ludzi, którzy próbują coś wypełnić. Oglądamy system znaków, który nieustannie coś produkuje: obrazy, komentarze, konwencje, poziomy meta, estetyki. Telewizyjne show, sakralna rama, multimedia, groteska, interwencyjny „film edukacyjny”, sceny kabaretowe, brutalny naturalizm – wszystko to współistnieje, ale nie wchodzi ze sobą w napięcie. Raczej się znosi.

Efekt jest paradoksalny: spektakl o uzależnieniu od bodźców sam funkcjonuje jak ciąg bodźców, który nie zostawia miejsca na doświadczenie.

Dlatego nie ma racji Jakub Skrzywanek, kiedy mówi, że interesuje go relacja matki i syna jako centrum tej opowieści. Ta relacja w spektaklu właściwie nie istnieje – nie dlatego, że aktorzy nie potrafią jej zbudować (Anna Radwan w roli matki jest znakomita, szkoda, że tego samego nie można powiedzieć o Robercie Wasiewiczu, grającym jej syna), ale dlatego, że nie mają gdzie jej osadzić. Każda próba intymności natychmiast wpada w ramę konwencji: raz telewizyjnej, raz ironicznej, raz „ważnej społecznie”. Nie ma przestrzeni, w której mogłaby się wydarzyć zwyczajna, nieefektowna obecność drugiego człowieka.

To właśnie tutaj warto doprecyzować intuicję Zielińskiej: nie chodzi o to, że „nie czujemy tętna bohaterów”. Bardziej o to, że spektakl nie jest zainteresowany jego wytworzeniem. Tętno wymaga rytmu – a rytm wymaga decyzji o tym, co wybrzmiewa, a co zostaje pominięte. Tymczasem Skrzywanek nie tyle komponuje, co kumuluje.

W rezultacie nawet najmocniejsze sceny – jak obżarstwo Ady (świetna Ewelina Żak) czy epizody seksualnego upodlenia – tracą ciężar. Nie dlatego, że są zbyt dosadne, ale dlatego, że są jednymi z wielu elementów tej samej strategii intensyfikacji. Nie mają już siły przekroczenia granicy, bo granica została wcześniej wielokrotnie przesunięta.

Zaskakujące jest również to, jak bardzo powtarzalny staje się język reżysera. Jeśli widziało się wcześniejsze realizacje Jakuba Skrzywanka – a nawet ostatnie „Dziady” w Kownie – trudno oprzeć się wrażeniu, że oglądamy wariację na temat tych samych rozwiązań: kamera jako narzędzie demaskacji, multiplikacja planów, estetyka „wydarzenia medialnego”, wtręty interwencyjne, które mają aktualizować przekaz. To już nie jest język odkrywany – to język reprodukowany.

I właśnie dlatego spektakl nie dotyka. Bo zamiast ryzyka – oferuje rozpoznawalność.

Najciekawsze w „Requiem dla snu” Selby’ego i filmie Darrena Aronofsky’ego polegało na tym, że forma nieustannie zbliżała nas do bohatera – nawet jeśli była agresywna, rozedrgana, fragmentaryczna. Tutaj forma działa odwrotnie: oddziela. Tworzy bezpieczny dystans, w którym wszystko jest już nazwane, skomentowane, opatrzone ramą.

Można powiedzieć, że to teatr, który nie ufa ciszy. A bez ciszy nie ma ani relacji, ani rozpadu – jest tylko ciągła prezentacja.
Dlatego moje odczucie obojętności nie wynika z „braku wrażliwości widza” ani z niedopasowania estetyki. Wynika z konstrukcji spektaklu, który – mimo deklaracji o deficycie – sam cierpi na nadprodukcję znaczeń i bodźców.

To nie jest „requiem”.

To raczej niekończący się sygnał alarmowy, który po pewnym czasie przestaje być słyszalny.

STUDIO teatrgaleria

Kategorie:


Cytat Dnia

„Spektakl jest absolutnie oczobijny”

Rafał Turowski o „Hamlecie”, reż. Kamil Białaszek; rafalturow.ski, 20.05.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL