Na granicy bez zmian?

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Na granicy bez zmian?

O „Czekając na barbarzyńców”, inspirowanym powieścią J.M. Coetzee’ego, w reż. Bartosza Szydłowskiego w Teatrze Łaźnia Nowa pisze Piotr Gaszczyński.

Opublikowano: 2026-05-11
fot. Karolina Jóźwiak
Ocena recenzenta/tki: (7/10) – dobry

Niektórzy bali się ich od zawsze. Większość czekała w napięciu od 2015 roku, gdy płynęli swoimi prowizorycznymi łodziami, pełni pasożytów i egzotycznych chorób — jak twierdzili niektórzy politycy. Nakręcani przez narodowo-prawicowe media, wreszcie doczekaliśmy się swoich barbarzyńców na polsko-białoruskiej granicy w 2021 roku. I choć minęło raptem pięć lat, teatralny powrót do tego tematu — oprócz uniwersalnego wydźwięku — ma już swój konkretny, historyczny bagaż.

Coetzee i jego słynna powieść stanowią dla twórców przedstawienia jedynie punkt wyjścia do refleksji nad figurą „obcego”. Świetna, symboliczna scenografia Małgorzaty Szydłowskiej gra z widzem zarówno na poziomie znaczeniowym, jak i estetycznym. Dużych rozmiarów tratwa składa się z wewnętrznej i zewnętrznej części. Swoją konstrukcją przypomina labirynt — pomost, po którym poruszają się bohaterowie. W centrum leży pomięty koc termoizolacyjny. W czterech narożnikach znajdują się kolejno: dwaj funkcjonariusze Straży Granicznej, prokurator oraz sędzina. Nad całością wisi mechanizm, po którego uruchomieniu na obiekt spadają strugi deszczu.

Tratwa staje się centrum wszechświata — przestrzenią, przez którą przenikają różne rzeczywistości i odmienne perspektywy. Nie posiada ścian, bohaterowie chodzą po niej swobodnie. Nie znajdziemy na niej również dodatkowych rekwizytów — wszystko pozostawiono wyobraźni widzów. By zrozumieć „Czekając na barbarzyńców”, należy wsłuchać się w słowa. To one mają tu kluczowe znaczenie, zwłaszcza że do głosu dopuszcza się różne strony migracyjnego sporu.

W tym kontekście zdecydowanie najciekawszą postać tworzy Krzysztof Zarzecki. Pod maską bezwzględnego egzekutora prawa kryje się niezwykle rozbity człowiek, dla którego kurczowe trzymanie się procedur oraz stosowanie przemocy są jedyną drogą do ocalenia własnej tożsamości. Demonstrując okrutną siłę, okazuje tym samym wewnętrzną słabość wobec sytuacji, która ewidentnie go przerasta. Do tego wplata w swoje wypowiedzi metajęzykowe smaczki, co nadaje jego postaci dodatkowego kolorytu. Na drugim biegunie znajduje się sędzina grana przez Martę Ziębę — idealistka chcąca ratować świat. Kibicujemy jej szlachetnym działaniom, choć z czasem, podobnie jak jej oponent, radykalizuje się w swoich działaniach.

Ponieważ spektakl został pomyślany jako ciąg przesłuchań, oświadczeń i polityczno-ideowych manifestów, z obu stron padają argumenty dobrze znane z telewizyjnych debat i publicystycznych programów. W takim formacie nie ma zwycięzcy — jest za to przegrany: człowiek szukający swojego miejsca na ziemi. W spektaklu jest to muzułmański nastolatek o symbolicznym imieniu Issa (arab. عِيسَى, czyli Jezus) oraz jego ojciec Abba. Kiedy jedna strona próbuje za wszelką cenę przypisać chłopakowi atak na funkcjonariusza Straży Granicznej, druga — z równie szczelnymi klapkami na oczach — pomaga mu uciec z więzienia, by mógł przedostać się na Zachód.

Mamy zatem do czynienia z dwiema stronami tego samego medalu. To ważna teza, wybrzmiewająca niezwykle mocno dziś, gdy wszyscy jesteśmy nieco mądrzejsi w podejściu do kwestii uchodźców, ostrożniejsi — co nie znaczy mniej empatyczni — w swoich działaniach. Dla sędziny i prokuratora Issa jest narzędziem, środkiem do celu, ostatecznym argumentem potwierdzającym słuszność ich działań. Preparowanie zarzutów wobec przerażonego nastolatka jest równie niedorzeczne jak przemycanie przez granicę człowieka bez dokumentów, o którym nie wie się nic i nie ma się pojęcia o jego rzeczywistych zamiarach.

Małgorzata Gorol i Maciej Charyton jako funkcjonariusze Straży Granicznej są rozgrywani na każdym polu: przez przełożonych, władzę i opinię publiczną. Ich sytuacja również jest dramatyczna. Pozostawieni sami sobie próbują odnaleźć azymut, który pozwoliłby im pogodzić wykonywanie rozkazów z człowieczeństwem. To także kamyczek do ogródka obecnej władzy — po zmianie rządu temat walk na granicy ucichł, choć sam problem nie zniknął. Agnieszka Holland nie kwapi się do nakręcenia „Zielonej Granicy 2”, media również przestały się tym interesować. Spektakl w Łaźni Nowej zdaje się dobitnie przypominać, że ludzie na polsko-białoruskiej granicy wcale nie zniknęli. Są tam i tkwią. Jak wyrzut sumienia. Jak cierń.

„Czekając na barbarzyńców” chciano zrealizować jako uniwersalną przypowieść. Poprzez zakotwiczenie powieściowych wątków w nadwiślańskim sosie siłą rzeczy widz filtruje spektakl przez to, czym Polacy żyli przez ostatnie lata. Czy to dobrze dla samej materii przedstawienia? Pewnie nie. Czy to dobrze dla przypomnienia tematu ludzkich dramatów dziejących się tu i teraz na naszej granicy? Zdecydowanie tak.

Dlatego dobrze, że powstają projekty przywracające do społecznego krwioobiegu kwestie fundamentalne. Może zabrzmi to górnolotnie, ale jeśli teatr ma realizować misję — to właśnie taką.

Teatr Łaźnia Nowa

Kategorie:


Cytat Dnia

„Spektakl jest absolutnie oczobijny”

Rafał Turowski o „Hamlecie”, reż. Kamil Białaszek; rafalturow.ski, 20.05.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL