W epoce cyfrowych rozpraszaczy i infantylizowania dziecięcej wrażliwości, opera dla młodych widzów wydaje się przedsięwzięciem niemal karkołomnym. A jednak spektakl „Chcę śpiewać… ale nie mam gdzie” udowadnia, że klasyczna forma – nawet tak wymagająca jak opera – potrafi przemówić do dziecka z siłą, której nie sposób zignorować. Warszawska Opera Kameralna proponuje nie tyle edukacyjne spotkanie z muzyką, co pełnoprawne teatralne przeżycie, zakorzenione w emocjach, humorze i otwartości na język współczesnego odbiorcy.
Opowieść o głosie i potrzebie bycia wysłuchanym
Libretto Jerzego Snakowskiego jest zwięzłe, celne i nienachalnie dydaktyczne. Tytułowa bohaterka, Marta, to dziewczynka z wyjątkowym głosem i jeszcze większą potrzebą jego użycia. Śpiewanie staje się tu metaforą samorealizacji – a jednocześnie punktem zapalnym, bo jej talent spotyka się z oporem, obojętnością lub drwiną. Przekorna narracja prowadzi Martę przez przestrzenie pełne nieporozumień, by wreszcie doprowadzić ją na scenę opery, gdzie może zaistnieć w pełni. Nie jako „mała dziewczynka z wielkim głosem”, lecz jako artystka świadoma własnej wartości.
Muzyka na skrzyżowaniu epok
Rafał Kłoczko, odpowiedzialny za warstwę muzyczną, unika patosu i banału. Komponuje na fortepian i perkusję, co nadaje partyturom świeżości i kameralnego charakteru. Stylowo porusza się między klasyką a współczesnością – cytaty z Mozarta, Verdiego i Rossiniego zderza z beatboxem, jazzową pulsacją czy fragmentami przypominającymi musicalowe songi. Dzięki temu dzieci nie tylko słyszą, czym jest opera, ale od razu czują, że może być ona czymś bliskim, rozpoznawalnym, a nawet zabawnym.
Szczególnym momentem – i zarazem dramaturgicznym kulminantem – jest wykonanie arii Królowej Nocy z Czarodziejskiego fletu. Teresa Marut jako Marta imponuje precyzją koloratury i odwagą interpretacyjną. To nie tylko popis wokalny, ale też deklaracja – oto dziewczynka, która wreszcie może zaśpiewać „pełnym głosem”.
Między interakcją a refleksją
Spektakl jest pomyślany jako doświadczenie immersyjne – wykonawcy przełamują czwartą ścianę, angażują dzieci, zachęcają do reakcji, wspólnego rytmizowania, a nawet śpiewu. To nie tylko ożywia przestrzeń, ale też buduje poczucie wspólnoty – każda i każdy z obecnych ma wpływ na przebieg wydarzeń, może dać coś od siebie. W świecie zdominowanym przez bierną konsumpcję treści, taki zabieg ma ogromną wartość pedagogiczną i emocjonalną.
Ważnym aspektem przedstawienia jest jego dostępność: festiwalowy pokaz był z tłumaczeniem na polski język migowy.
Opera, która nie wyklucza
Choć spektakl adresowany jest do dzieci w wieku 7+, nie sposób nie zauważyć, że wiele z jego treści rezonuje także z dorosłą publicznością. W pytaniu „dlaczego nikt mnie nie słucha?” zawiera się przecież nie tylko dziecięca frustracja, ale i echo uniwersalnej potrzeby bycia uznanym, usłyszanym, zaakceptowanym. Marta – pomimo młodego wieku – uczy odwagi i determinacji w dążeniu do celu. Spektakl nie infantylizuje odbiorcy, lecz traktuje dziecięcą wrażliwość z szacunkiem i zrozumieniem.
„Chcę śpiewać… ale nie mam gdzie” to opera familijna w najlepszym tego słowa znaczeniu: przystępna, ale nie banalna; zabawna, lecz głęboka; edukacyjna, ale daleka od dydaktyzmu. Muzycznie – świeża i inteligentna. Teatralnie – dynamiczna, bliska widzowi. To doskonały przykład na to, jak można (i warto!) popularyzować operę wśród najmłodszych, nie zdradzając przy tym jej artystycznego potencjału.
Dzieci naprawdę mają głos – a ten spektakl pozwala im go usłyszeć. I śpiewać razem z Martą.
https://operakameralna.pl/event/chce-spiewac-ale-nie-mam-gdzie-3/