Zaproszenie na jubileusz dwudziestopięciolecia Teatru Sabat oraz imieniny jego założycielki było czymś więcej niż towarzyskim zobowiązaniem. Jako redaktor naczelny portalu teatralnego przychodzę zwykle z notatnikiem, nie z bukietem. Tym razem oba rekwizyty okazały się równie potrzebne.
Zanim padły życzenia, przez ponad dwie godziny scena należała do rewii. I trzeba to powiedzieć jasno: była to rewia w najczystszej postaci – bez ironicznego cudzysłowu, bez dekonstrukcji, bez wstydu. Tysiące strusich piór, kaskady cekinów, perfekcyjnie zsynchronizowany balet, głosy prowadzone szeroko i z rozmachem. Widowisko konsekwentne w swojej estetyce, świadome tradycji, którą reprezentuje.
Bo Małgorzata Potocka od lat buduje teatr osobny. Jedyny w Polsce teatr rewiowy – miejsce, które nie próbuje udawać sceny dramatycznej ani flirtować z modnymi trendami. W czasach, gdy teatr często bywa przestrzenią społecznego niepokoju i estetycznego eksperymentu, Sabat pozostaje wierny feerii barw, rytmowi, elegancji i widowiskowości.
Można oczywiście pytać, czy rewia jest dziś gatunkiem anachronicznym. Można zastanawiać się, czy świat potrzebuje jeszcze krynoliny i brokatu. Ale wystarczy spojrzeć na reakcję widowni tego wieczoru – owacje na stojąco, autentyczne wzruszenie, atmosferę święta – by zrozumieć, że potrzeba splendoru i piękna wcale nie zniknęła. Ona po prostu rzadko bywa realizowana z taką konsekwencją.
Potocka, przez prasę nazywana Królową Polskiej Rewii, jest artystką totalną: tancerką, choreografką, reżyserką, menedżerką własnej legendy. Twórczyni pierwszego w Polsce zespołu tańca nowoczesnego Sabat, który występował w Telewizji Polskiej i na światowych scenach u boku takich gwiazd jak Donna Summer, The Platters czy Village People. Odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi, Złotym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski – należy do tych postaci życia artystycznego, które swoją markę budowały latami, nie sezonami.
Wieczór jubileuszowy był więc nie tylko celebracją imienin, lecz także demonstracją trwania. Dwudziestu pięciu lat nie przetrwa się w kulturze przypadkiem. Zwłaszcza w niszy tak wymagającej jak teatr rewiowy.
Czy można patrzeć na to z perspektywy krytyka? Oczywiście. Rewia rządzi się prawami powtarzalności, efektu. Jej siłą jest precyzja i dyscyplina, ale też przewidywalność formy. A jednak w Sabacie to właśnie konsekwencja okazuje się wartością. To teatr, który nie udaje, że jest czymś innym. Nie przeprasza za przepych. Nie dystansuje się od własnej estetyki.
W świecie kultury pełnym tymczasowości taka postawa ma w sobie coś z uporu – a może nawet odwagi.
Dlatego pozwolę sobie, obok krytycznego namysłu, na gest osobisty.
Pani Małgorzato – niech kolejne lata będą dla Pani czasem twórczej energii, zdrowia i niegasnącej pasji. Niech scena przy Foksal wciąż lśni światłem, które odbija się w cekinach i w oczach widzów. Niech Sabat pozostanie miejscem, gdzie elegancja spotyka się z radością, a tradycja z konsekwencją.
Bo niezależnie od zmieniających się mód jedno pozostaje pewne: teatr, który ma swoją wyrazistą tożsamość, zawsze znajdzie publiczność.
A Sabat tę tożsamość ma. Bez wątpienia.
Teatr Sabat