P.S.: Dawno się nie widzieliśmy. Powiedz mi, co się zmieniło w ostatnim czasie, bo dużo pracowałeś w ramach fundacji Teal House, którą założyłeś razem z Karoliną Gruszką. Ale szczerze mówiąc, trochę straciłem orientację w tym, co dokładnie teraz robisz.
I.W.: A dzieje się całkiem sporo.
Swój ostatni pełnoprawny spektakl w Polsce, „1.8”, wystawiłeś pięć lat temu w warszawskim Nowym Teatrze.
Po tym, jak na Ukrainie wybuchła wojna, ruszyliśmy z projektem Teal House. Na początku była to działalność czysto pomocowa – wsparcie dla naszych przyjaciół z Ukrainy. Z czasem przekształciło się to w międzynarodową aktywność.
Dziś oprócz działalności fundacyjnej rozwijamy spółki komercyjne. Stworzyliśmy coś w rodzaju integralnego, rozwojowego start-upu. Wygraliśmy grant „Creative Europe”, co jest ogromnym osiągnięciem. W projekcie uczestniczą partnerzy z Niemiec i duża międzynarodowa sieć.
Obecnie pracujemy nad premierą mojej nowej sztuki w Epidauros. To dla mnie ważny etap twórczy i naturalna konsekwencja mojej drogi artystycznej. Szczegóły ogłosimy w odpowiednim momencie.
Równolegle fundacja rozwija się na wielu poziomach. Tworzymy międzynarodowe produkcje, nowe formy kooperacji, współpracujemy z podmiotami technologicznymi, w tym z OpenAI. Skala tego wszystkiego bardzo się rozrosła.
Powiedz coś więcej o sztuce, którą zrealizujesz w Epidauros.
To współczesna sztuka, napisana z myślą o premierze w Grecji. Formalnie odwołuje się do struktury tragedii antycznej, ale jej temat dotyczy bardzo współczesnych napięć i pytań o odpowiedzialność człowieka w świecie nowych technologii.
W dawnych tragediach losem człowieka zajmowali się bogowie. Dziś ich miejsce zajmuje technologia. Czas w tej sztuce jest poziomy i pionowy jednocześnie. Te porządki są sprzeczne – celowo. Bo tragedia jest sprzeczna.
Język jest fragmentaryczny, postaci mówią krótkimi frazami, ale konstrukcja jest precyzyjna. W tym momencie nie mogę jednak zdradzać szczegółów. To projekt wymagający i bardzo osobisty. Mogę tylko powiedzieć, że zagra w nim moja żona, Karolina Gruszka.
Stało się coś wyjątkowego? Kiedyś mówiłeś, że kończysz z teatrem.
W Polsce nie ma dla mnie sceny. Teatr funkcjonuje tutaj w zupełnie inny sposób – to teatr państwowy ze stałymi zespołami. Ten system mi nie odpowiada. Nie mogę w nim pracować.
Teraz chcę bardziej skupić się na pisaniu książek, pisaniu przemówień i tekstów refleksyjnych. Zostałem doktorem nauk i profesorem Uniwersytetu Peloponeskiego. Chcę poważnie zająć się pedagogiką. Równolegle razem z kolegami realizujemy bardzo poważny międzynarodowy projekt.
Mimo wszystko widzowie czekają na Twoje nowe przedstawienie. Reżyserujesz własną sztukę „Jedyne najwyższe drzewa na Ziemi” (tekst do przeczytania na: Vyrypaev.com). Premiera 25 lutego w warszawskim Garnizonie Sztuki; w obsadzie Karolina Gruszka, Magdalena Górska i Bartłomiej Topa.
Jestem z tej pracy bardzo zadowolony. Udało się stworzyć coś precyzyjnego.
Jeśli chodzi o scenografię, pracujemy z Mirkiem Nizio, którego bardzo cenię. On nie produkuje dekoracji – on produkuje sens i samo działanie sceniczne. Myśli kategoriami znaczenia, nie przedmiotu. Buduje przestrzeń, która niesie ideę, a nie tylko obraz.
Mamy też wybitną kostiumografkę Katarzynę Lewińską, z którą pracuję przez całe życie. To ona stworzyła kostiumy do serialu „1670” – moim zdaniem absolutnie genialne. Jej kostium nie jest ilustracją epoki, lecz elementem dramaturgii. Tworzy postać, napięcie, sens.
W „Drzewach” nawet żartobliwie oskarżasz Hamleta: „ten pojeb Hamlet zajechał całe pokolenia swoim tępym pytaniem”. Może powinieneś wystawić najważniejszy dramat świata?
Nie.