Człowiek rozdarty

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Człowiek rozdarty

O spektaklu „Kandyd, czyli optymizm” Woltera w adaptacji i reż. Sławomira Narlocha w Teatrze Horzycy w Toruniu pisze Aram Stern.

Opublikowano: 2026-05-04
fot. Marek Zimakiewicz
Ocena recenzenta/tki: (9/10) – rewelacyjny

Przestrzeń sceniczna „wtłoczona” pomiędzy dwa audytoria, dwie ekspozycje, dwa zwieńczenia dwóch kompletnie różnych kolorystycznie aktów – Sławomir Narloch po swoim „Tajemniczym ogrodzie” znów wciska toruńskich widzów w fotele, tym razem podwójnie. Mowa o jego najnowszym widowisku w Teatrze im. Wilama Horzycy: „Kandyd, czyli optymizm” według Woltera, w tłumaczeniu Tadeusza Boya-Żeleńskiego.

Taki zabieg reżyserski sprawia, iż wypada obejrzeć ten doskonały spektakl przynajmniej dwukrotnie – z różnych widowni: tej klasycznej oraz umiejscowionej na scenie – by móc ogarnąć wizję twórców, ich zamysł nie tylko filozoficzno-dramaturgiczny, ale i obrazowy. Opowiedzenie bowiem bardzo „rozbuchanej” narracyjnie historii Kandyda nie było łatwą misją, tym trudniejszą, że reżyser jej nie syntetyzuje, lecz konfrontuje z niezwykle ozdobną formą wizualną.

Akt niebieski

Głównego bohatera powiastki filozoficznej Woltera – Kandyda (Igor Tajchman) – poznajemy w jak najbardziej koincydencyjnych okolicznościach naszych czasów, gdy wraz ze swym przyjacielem Kakambo (Maciej Raniszewski) zostaje wcielony do armii Bułgarów. Mundury, karabiny i sceny rozstrzelania, znane z obrazów Andrzeja Wróblewskiego, otwierają spektakl ofensywnym akcentem, w którym o cień optymizmu niezwykle trudno. Sielankowe dzieciństwo i lata młodzieńcze na zamku w Westfalii, w którym Kandyd był kształcony przez swojego preceptora Panglossa, reżyser i autor adaptacji pozostawia jedynie we wspomnieniach bohatera.

Współcześnie i nam trudno jest przecież żyć stale w duchu optymizmu. Choć w popremierowym tygodniu radował wielu zarówno internetowy zryw młodych dla chorych dzieci, jak i uwolnienie działacza opozycyjnego polskiej mniejszości na Białorusi, czy upalna majówka i uratowanie humbaka Timmy’ego, to jednak nie możemy zapominać o toczących się wokół działaniach wojennych ani obserwować świata bezrefleksyjnie. Także w postawie scenicznego Kandyda widać wyraźny sprzeciw, jaki sam Wolter żywił wobec dwóch oświeceniowych idei – optymistycznej filozofii głoszonej przez Leibniza oraz naiwnego pojmowania świata przez Jana Jakuba Rousseau.

Kandyd, podchodzący dotąd do życia w sposób ufny, stara się jako młody człowiek poukładać sobie swój świat i – powoli oraz nieco bezradnie, brnąc do przodu – zmienia się wraz z kolejnymi doświadczeniami życiowymi. W głębi duszy gryzie go jednak niezgoda na zło tego świata. Stąd Igor Tajchman nadzwyczajnie oryginalnie gra młodego człowieka – wcale nie naiwnego, lecz głęboko poruszonego ustawicznym zagrożeniem, nieustannie konfrontowanego przez systemy, nad którymi nie ma kontroli, tak jak każda i każdy z nas wobec nieuchronności śmierci.

Mimo tak stawianych pytań w spektaklu Sławomira Narlocha nie możemy absolutnie liczyć na „bryk” z satyrycznej powiastki Woltera. W jego pracy można zauważyć niezwykłe skupienie reżyserskie na samym człowieku, na wyciąganiu go na pierwszy plan – bo przecież on jest tu najważniejszy. Idee schodzą na plan dalszy, a sama historia opowiedziana zostaje nierealistycznie, w polu realizmu emocji. Kandyd po prostu pragnie znaleźć odpowiedź na pytanie, jak żyć, stąd w niezwykle dynamicznej narracji pierwszego aktu poznajemy szereg postaci, z którymi przetną się jego drogi po obu stronach oceanu, w wielu miejscach i zwrotach akcji.

Wypada wymienić w tym momencie jedne z najlepszych scen, których w spektaklu jest wiele: odnalezienie cudem uratowanej ukochanej Kunegundy (kryształowa wręcz Karina Krzywicka) – zmęczonej mocno czasem i przejściami – czy spotkanie w Buenos Aires z jej bratem, baronem Thunder-ten-Tronckh, dziś jezuitą (rewelacyjna kreacja Łukasza Ignasińskiego), i jego ptasią świtą (kapitalny, grający gościnnie Mateusz Guzowski w roli Papugi).

Głos z offu Krystyny Czubówny, kolejnymi literami alfabetu z „Encyklopedii ateńskiej”, nadaje rytm wielu scenom zbiorowym: historii świata (tu świetny Paweł Kowalski w roli franciszkanina), opowiedzianej w tempie TikToka, trzęsieniu ziemi w Lizbonie, makabrycznej masakrze oraz słuchanej przez Kandyda opowieści o przejmujących losach córki papieża – Starej (Julia Sobiesiak-Borucka).

Opisy groteskowych wojen w Wolterowskim „Kandydzie”… w przedstawieniu obrazowo nakładają się na traumy II wojny światowej, nakreślone w spektaklu malarstwem Andrzeja Wróblewskiego, które w swych niebieskościach staje się niezwykle realistyczne i naturalistyczne. Także wtedy, gdy symbolizuje uniwersalną miarę pustki i samotności współczesnego człowieka. Tyle że u Woltera tkwi w nich – mimo tragizmu – bezgraniczny optymizm wynikający z wymysłu, jakoby nasz świat był stworzeniem nieomylnej istoty boskiej. Wolter krytykuje go jednak, dając na to w swoim „Kandydzie” wiele przykładów.

Co ciekawe, wiele zbyt drastycznych motywów w spektaklu Narlocha znajduje swoje kontrastujące oblicze – jak choćby Wolterowski „zarażony syfilisem, wyniszczony i pokryty straszliwymi wrzodami” filozof Pangloss (Michał Darewski, także jako Andrzej Wróblewski), który w toruńskim spektaklu prezentuje się nader urodziwie.

Akt czerwony

Adaptacja Sławomira Narlocha w jego „Kandydzie” wydaje się wręcz przesycona przeniesionymi z malarskich płócien metaforami – nie tylko w narracji, ale i w postaciach Nimfy (Ada Dec), Kastrata / Śpiewaczki operowej (gościnnie mezzosopranistka Magdalena Czuba) czy bogini losu Mojry w niebieskim kostiumie (Jolanta Teska), „amortyzujących” kolejne gęste i niełatwe w odbiorze sceny spektaklu.

Dla ich zdystansowania szybki ruch sceniczny według koncepcji Ewy Mociak reżyser przeplata filozoficzną dysputą Kandyda z Marcinem (Jarosław Felczykowski) w drodze łodzią do Europy. Nakładanie się wielu sfer wizualnych (wspaniała scenografia: Maks Mac) – od dworskiej czerwieni oświeceniowego przepychu Paryża i Wenecji po zimne niebieskości z obrazów Wróblewskiego w akcie pierwszym – w drugim akcie wręcz oczarowuje przepychem.

Tak imponująca forma plastyczna podnosi temperaturę złośliwości Woltera, który w swoim dziele wyśmiewa ówczesną elitę intelektualną stolic europejskich – z Kościołem i artystami na czele. W spektaklu zobaczymy drwiny z reżyserki Roberty Wilson (Matylda Podfilipska) i recenzentki „wszy kałamarzowej” (Maria Kierzkowska). Narloch kąsa także włoskiego Franciszkanina (Paweł Kowalski), rozpaczliwie zakochanego w Pakicie (świetna Agnieszka Wawrzkiewicz), i ironizuje przerysowaną postać Markizy de Parolignac (Anna Magalska).

Bogactwo efektów czerwonych kostiumów autorstwa Anny Adamek – uszytych z najdroższych materii, aż po lateks – zdaje się inspirowane dzielnicą czerwonych latarni w Amsterdamie.

Muzyka Jakuba Gawlika w tle, przygotowanie wokalne zespołu prowadzone przez Magdalenę Czubę, świetnie zaprojektowane światła (Karolina Gębska), reżyseria dźwięku (Katarzyna Gawlik) oraz „aktorska” obecność statystów w wielu scenach (Radosław Szura i Radosław Kubiak) sprawiają, że spektakl – z obu widowni – ogląda i słucha się wyśmienicie.

Pod koniec spektaklu Kandyd nie jest już tym samym człowiekiem – nie myśli w ten sam sposób. Po doświadczeniu rozpadu każdego systemu, z którym się zetknął, staje się znacznie ostrożniejszy w swoich sądach o świecie i o ludziach. Trudno nie mieć wówczas na uwadze seryjnej osi historii, gdy możnych tego świata wyraźnie nuży pokój i szukają okazji do kolejnych konfliktów zbrojnych.

Wolter w połowie XVIII wieku pisał o nich ironicznie, podczas gdy w tej dekadzie XXI wieku o wojnach myślimy z coraz większym strachem. Gdy – jeszcze za Wolterem – staniemy rozdarci wobec faktu, że znajdziemy się w jednej przestrzeni, podczas gdy po drugiej stronie żelaznej kurtyny ktoś uruchomi kolejny ciąg zdarzeń z innym zakończeniem życia Kandyda – to albo przyjdźmy na spektakl po raz drugi, albo „uprawiajmy nasz ogródek”.

Teatr Horzycy

Kategorie:


Cytat Dnia

„Spektakl jest absolutnie oczobijny”

Rafał Turowski o „Hamlecie”, reż. Kamil Białaszek; rafalturow.ski, 20.05.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL