Tematyka, jak widać, szeroka, ale spojrzenie dość płaskie. Najlepiej pod względem realizacyjnym i dramaturgicznym wypada opowieść o zakonnicy ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża w Laskach. Ogląda się ją jak dobry horror klasy B z domieszką „Opowieści z krypty”. Ale i tu nie mogło zabraknąć żenującej sceny z niewidomą podopieczną (żart podobnych lotów jak chłop przebrany za babę w telewizyjnym kabaretonie). Jeśli chodzi o przebłyski powagi, na uwagę zasługuje scena telefonu pracownika seksualnego na numer alarmowy 112, oparta na autentycznym zapisie. Reszta tematów, obliczona być może na wywołanie skandalu albo protestów kółek różańcowych pod teatrem, potraktowana została tak siermiężnie, że nawet zwarte oddziały katotalibów machnęłyby ręką i poszły na nieszpory.
Na uwagę zasługuje scenografia – bardzo umowna, odblaskowa, „oczojebna”, mówiąc językiem spektaklu. Interesująca jest również ostatnia scena, fantazja na temat końca Kościoła jako instytucji. W szpitalu psychiatrycznym kończą kardynałowie, papieże i uzależnione od heroiny, wyuzdane zakonnice. Jest nawet Jezus, ale jako jedyny mówi z sensem, więc można podejrzewać, że jest prawdziwy. Co z tego, skoro nikt go nie słucha, a siostra sanitariuszka dobrotliwie zaprasza wszystkich do stołówki na kakao. Cóż – jaki scenariusz, taki „Lot nad kukułczym gniazdem”.
„Złe wychowanie” to przede wszystkim niewykorzystany potencjał. Beka zamiast konstruktywnego oskarżenia, wobec którego widz musiałby się jakoś ustosunkować. Duet Sulima/Piaskowski nieraz już pokazał, że umie w teatr. Tym razem zrobił spektakl na pół gwizdka.
https://teatr.olsztyn.pl/zle-wychowanie