“Alicja w Krainie Czarów” należy do tych dzieł, które otwierają przed artystami ogromne pole do popisu na wszystkich scenicznych płaszczyznach: od sposobu budowania postaci, przez scenografię i kostiumy, po muzykę. W swojej inscenizacji „Alicji…” Daria Kopiec proponuje przyjrzeć się utworowi Carrolla m.in. w kontekście toksycznych relacji rodzinnych.
Premiera w Teatrze Groteska musiała być zaplanowana na 18.00 — wiadomo, ze względu na Kapelusznika, którego nie zastalibyśmy przecież za stołem o innej porze. W zapowiedziach spektaklu czytaliśmy, że będziemy mieli do czynienia z projektem intermedialnym, czerpiącym zarówno z teatru, jak i filmu. Rzeczywiście centralnym punktem sceny było wnętrze głowy — ekran, na którym wyświetlano detale świata wewnątrz króliczej nory. Kamera towarzyszyła bohaterom przez cały spektakl, spełniając różne role: oka zaglądającego do miniaturowych wnętrz, cienia kroczącego za Alicją czy bezstronnego obserwatora wydarzeń. Scalenie sztuki filmowej z teatralną u Kopiec nie dziwi — reżyserka ma przecież na koncie liczne animacje i krótkometrażowe produkcje.
Wystawienie „Alicji w Krainie Czarów” jako spektaklu dla dzieci (Groteska sugeruje wiek 8+) wiąże się z pewnym ryzykiem. To w gruncie rzeczy książka dla dorosłych: ciężka, psychodeliczna podróż przez zakamarki ludzkiego umysłu. Zaadaptowanie jej dla odbiorcy urodzonego w roku 2017 jest balansowaniem na cienkiej linie między disneyowskim „upupieniem” a niezrozumiałą psychoanalityczną egzegezą. Twórcy decydują się więc na kompromis — puszczają oko zarówno do młodszych, jak i starszych widzów.
Alicja (Dominika Guzek) spotyka na swojej drodze dobrze znanych zwierzęcych bohaterów: Białego Królika (Bartłomiej Olszewski), Kota z Cheshire, Szaraka (Jagoda Jasnowska), Susła (Zuzanna Bah), Szczeniaka (Lech Walicki) czy Pana Gąsienicę (Zbigniew Kozłowski). Ucina z nimi krótkie, nielogiczne pogawędki, po czym rusza dalej w głąb tajemniczego świata. Trudno utrzymać uwagę dzieci abstrakcyjnymi dialogami pełnymi symbolizmu, dlatego z pomocą przychodzą świetnie — jak zawsze w Grotesce — wykonane lalki. Stopień szczegółowości, z jakim pracują teatralni plastycy, naprawdę zasługuje na szacunek. Z drugiej strony, nie do końca sprawdził się pomysł zminiaturyzowania Kapelusznika (Bartosz Watemborski), Króla (Lech Walicki) i Królowej (Diana Jędrzejewska-Szumska). Sceny z ich udziałem w dużej mierze rozgrywają się w środku makiety — miejsca niekończącego się podwieczorku. Dzięki zastosowaniu przybliżenia widzimy na ekranie misternie wykonane detale scenografii i rekwizytów, jednak akurat te najbardziej reprezentatywne postaci utworu Carrolla mogłyby mieć „słuszne” rozmiary, jak pozostali bohaterowie.
A co dla starszych? Bardzo interesujący jest zabieg przenikania się rzeczywistości. Co pewien czas okazuje się bowiem, że fantastyczna wędrówka Alicji jest ucieczką od toksycznej rodziny. Babcia wiecznie „upupiająca” dziewczynkę jest w swych działaniach równie konsekwentna jak jej koronowane alter ego, pragnące ścinać głowy na lewo i prawo. Kapelusznik okazuje się psychopatycznym wujkiem, który wysłał wszystkie zabawki swojej córki — wbrew jej woli — do domu dziecka. Szczególnie udane są same przejścia między światami: płynne, jakby Alicja widziała „podwójnie”. Przeżywając tu i teraz swoje traumy, niby uczestniczy w życiu rodzinnym, a jednocześnie ma na sobie soczewki, które deformują rzeczywistość. Alicja rośnie i maleje wtedy, gdy jest chwalona lub ganiona. Dziewięciolatka gubi się w sprzecznych komunikatach wysyłanych przez rodzinę. Zastanawia również niemal całkowita nieobecność ojca (jego postać pojawia się dosłownie na kilkanaście sekund na początku spektaklu), lecz to już temat bardziej na kilka sesji terapeutycznych niż na wieczór w teatrze.
Czy „Alicja w Krainie Czarów” w Teatrze Groteska to spektakl, na który warto pójść? Zdecydowanie tak. Czy z dzieckiem? Raczej takim mającym co najmniej 12–13 lat; młodsi prawdopodobnie wyłączą się w połowie. Daria Kopiec wraz z zespołem twórców i aktorów potraktowała utwór Carrolla z uwagą, doceniając zarówno jego potencjał plastyczny, jak i psychodeliczne podłoże. To dobrze zrealizowany spektakl, próbujący pogodzić oczekiwania publiczności w różnym wieku. Czy taki kompromis jest w ogóle możliwy? Nie wiem, ale przecież nie chodzi o to, by złapać króliczka — tylko żeby go gonić.
https://www.groteska.pl/