Czystość linii, ekspresja i ekscytujący taniec w ujęciu trzech mistrzów choreografii — Toera van Schayka, Edwarda Cluga i George’a Balanchine’a — niezmiennie robią ogromne wrażenie i zachwycają doskonałą perfekcją obrazowych kompozycji. Baletowy tryptyk Symfonia tańca przemawia pełnią wyrazu dzięki cudownej muzyce Fryderyka Chopina, Ludwiga van Beethovena i Georges’a Bizeta, odkrywanej wciąż na nowo przez choreografów. Sugestywność i urok tych utworów budzą wyobraźnię twórców, inspirując jednocześnie wszystkich tancerzy.
Część pierwsza, Siódma symfonia, była już prezentowana przez Polski Balet Narodowy jako element tryptyku Beethoven i szkoła holenderska i stanowi ilustrację do VII Symfonii A-dur op. 92 Ludwiga van Beethovena. Wznowienie choreografii Toera van Schayka, bez jakichkolwiek zmian, może początkowo sprawiać wrażenie zbyt monotonnego, lecz jest to tylko chwilowe odczucie. Tematy poszczególnych mini-etiud są proste i klarowne, co może wydawać się ułatwieniem, tymczasem choreograf wyprowadza z nich skomplikowane układy taneczne — trudne technicznie, a jednak nadal przejrzyste i logiczne. Elementy narracyjne — przedstawianie historii bohatera, jego życiowych perypetii czy miłosnych zawirowań — pozostają na dalszym planie, a klasyczne figury stają się narzędziem do wyrażania skrajnych emocji. Tanecznie rozbuchana choreografia, z pulsacją prostego motywu nadającego całości charakter, jest niezwykle ekscytująca i radosna, głównie dzięki solistom: Kristófowi Szabó, Yume Okano, Laurence’owi Elliottowi i Bogdanowi Verbovoyowi.
Ssss…, polska premiera choreografii Edwarda Cluga, wyraźnie wyróżnia się stylem i kameralnym charakterem w całym tryptyku. Magiczny balet na sześcioro tancerzy i pianistę zachwyca dopracowaną synchronizacją oraz niezwykłym połączeniem tańca i muzyki. Pięć nokturnów Fryderyka Chopina, ich harmonia i wzruszająca emocjonalność znajdują odbicie w cielesności i ruchach solistów. Baletowe figury podkreślają czytelną ideę, przekładaną na zróżnicowaną skalę uczuć, przekazywanych z subtelną powściągliwością. Piękno Ssss… tkwi w zmysłowej płynności ruchu i grze pianisty, która wypełnia każdy element scenicznej narracji. Emocjonalne pejzaże kreślą z niezwykłą intensywnością trzy pary: Oliwia Górecka i Kristóf Szabó, Eugénie Hecquet i Kasper Górczak oraz Julia Álvarez i Jaime Bustamante. W tanecznym języku solistów fantastyczne, rozmyte krajobrazy, zamknięte w precyzyjnej choreografii, przybierają formy jak z wyobraźni.
Ostatnia część — polska premiera choreografii George’a Balanchine’a z 1947 roku do muzyki Georges’a Bizeta — stanowi znakomite dopełnienie wieczoru. Symphony in C uderza dojrzałością muzyczną utworu skomponowanego przez zaledwie siedemnastoletniego Bizeta, a w połączeniu z klasyczną choreografią, w której można dostrzec zapowiedź współczesnych rytmów, silnie inspiruje wyobraźnię. Zachwyca sceniczna charyzma, wdzięk i perfekcyjna technika solistów. Na scenie wyróżniają się Maja Kageyama i Ryota Kitai, Jaeeun Jung i Marco Esposito, Yana Shtanhei i Bogdan Verbovoy, Aoi Choji i Kasper Górczak oraz liczący czterdzieści osiem osób zespół Polskiego Baletu Narodowego. Początkowo lżejsza w charakterze kompozycja, z choreografią podkreślającą łagodniejsze harmonie, w finale staje się zdecydowanie bardziej dramatyczna, gęstsza, pełna ognistego napięcia, a zarazem precyzyjna i idealnie zsynchronizowana.
Efektowna scenografia, przyciągające uwagę kostiumy oraz odpowiednio dobrane światło — odmienne w każdej części — znakomicie współgrają z barwną orkiestracją i siłą wyrazu sugestywnej muzyki Beethovena, Chopina i Bizeta. Podkreśla to doskonale cała Orkiestra Teatru Wielkiego–Opery Narodowej pod batutą Patricka Fournilliera.
https://teatrwielki.pl/kalendarium/2025-2026/symfonia-tanca/