Całe spektrum emocji
Z Justyną Sobczyk, Piotrem Morawskim i Magdaleną Grudziecką, kierownictwem Teatru Ochoty w Warszawie, rozmawia Malwina Kiepiel.
fot. Teatr Ochoty w Warszawie
Z Justyną Sobczyk, Piotrem Morawskim i Magdaleną Grudziecką, kierownictwem Teatru Ochoty w Warszawie, rozmawia Malwina Kiepiel.
fot. Teatr Ochoty w Warszawie
Nie jesteśmy pierwszym teatrem młodzieżowym na świecie, ale w Polsce dotąd nie powstała instytucja, która w pełni oddałaby głos młodym – mówią Justyna Sobczyk, Piotr Morawski i Magdalena Grudziecka.
Malwina Kiepiel: Coraz częściej w debacie o współczesnym teatrze pojawia się pojęcie pedagogiki teatru. To hasło szeroko pojmowane – jedni rozumieją je jako edukację poprzez teatr, inni jako formę społecznej odpowiedzialności instytucji. Jak Państwo definiują pedagogikę teatru dziś?
Justyna Sobczyk: Pedagogika teatru to dla mnie sposób myślenia o instytucji, który rozszczelnia tradycyjne ramy teatru i otwiera go na relacje. Wychodzimy z założenia, że teatr nie jest zamkniętym miejscem produkowania spektakli, lecz żywą przestrzenią spotkania. To, co od lat rozwija Instytut Teatralny – praktyki włączające, partycypacyjne – jest mi bardzo bliskie. Pedagogika teatru nie polega na tym, że uczymy o teatrze ani że wychowujemy przez teatr. To raczej budowanie relacji, współodpowiedzialności i wspólnego doświadczenia sztuki. Chodzi o stworzenie takich warunków, w których uczestnicy – niezależnie od wieku czy pozycji – mają prawo głosu i wpływu. W Teatrze Ochoty chcemy, by młodzież mogła współtworzyć z nami to miejsce, nie tylko zasiadać na widowni.
W swojej koncepcji programowej piszą Państwo, że Teatr Ochoty stanie się pierwszym w Polsce teatrem adresowanym do młodzieży. To bardzo precyzyjne zawężenie profilu. Czy nie jest to paradoks – rozszczelniać instytucję, a jednocześnie zawężać grupę odbiorców?
Justyna Sobczyk: To pytanie często się pojawia. W rzeczywistości nie zawężamy, tylko wypełniamy lukę. Młodzież w Polsce to ogromna grupa społeczna – w koncepcji programowej cytuję zdanie antropolożki Marii Reimann, że młodzież jest największą mniejszością. To zdanie bardzo mnie poruszyło, kiedy pierwszy raz je usłyszałam. Przez lata myślałam o mniejszościach głównie przez pryzmat niepełnosprawności. Tymczasem młodzi ludzie też żyją w rzeczywistości, w której mają ograniczony wpływ na własne decyzje, nie mogą głosować, często nie są słuchani przez dorosłych, a instytucje – także kulturalne – nie traktują ich poważnie.
Nie jesteśmy pierwszym teatrem młodzieżowym na świecie, ale w Polsce dotąd nie powstała instytucja teatralna, która z założenia chce być miejscem dla nich. Okres młodości to czas pełen napięć i wielu przemian na wielu poziomach: cielesnym, neurologicznym, psychologicznym, fizycznym, tożsamościowym. Zależy nam na tym, by nasz teatr wspierał ludzi w tym okresie, traktując ich poważnie, bez protekcjonalności i infantylizowania.
To potrzebna diagnoza – sama jako recenzentka często szukam w repertuarach spektakli dla nastolatków i widzę, jak niewiele jest propozycji, które nie są ani bajką, ani lekturą szkolną. Dlatego mam wrażenie, że Państwa pomysł odpowiada na realną lukę w komunikacji teatralnej. Ale chciałabym zapytać, czy Teatr Ochoty ma być „dla młodzieży”, czy raczej „z młodzieżą”?
Justyna Sobczyk: W naszym myśleniu teatr z młodzieżą oznacza współodpowiedzialność – wspólne tworzenie, a nie produkowanie dla określonego segmentu odbiorców. Chcemy iść dalej niż młodzieżowa reprezentacja na scenie, zależy nam na współprowadzeniu instytucji i rozwijaniu jej potencjału z młodymi osobami.
Piotr Morawski: Pedagogika teatru, o której mówiła Justyna, to nie tylko działalność wokół spektakli, lecz użycie narzędzi teatralnych do budowania sytuacji, w których można rozwijać kompetencje społeczne. I nie zawsze musi to prowadzić do gotowego przedstawienia. Czasem ważniejsze są warsztat, spotkanie czy działanie performatywne. Te formy, w wielu teatrach traktowane jako mniej ważne niż przedstawienie, chciałbym docenić.
Oczywiście teatr pozostaje miejscem dla sztuki – będą premiery i projekty artystyczne, ale chcemy również, żeby młodzież współdecydowała o tym, jak to miejsce funkcjonuje, jakie tematy podejmuje, jak się komunikuje. Stąd w programie Laboratorium Praktyk Demokratycznych, czyli moduł działań poświęconych komunikacji, sposobom podejmowania decyzji, samorządności czy rozwiązywaniu konfliktów. Przygotowujemy pierwsze warsztaty.
Mamy przy Teatrze Ognisko Teatralne, w którym jest blisko trzysta młodych osób. To nasz naturalny sojusznik i laboratorium, w którym chcemy praktykować współdecydowanie. Ale chcemy też zaprosić tych, którzy nigdy nie chodzili do teatru. Nie tworzymy kursu dla przyszłych teatromanów.
Myślimy o Teatrze Ochoty jako o „trzecim miejscu” – ani szkole, ani domu, przestrzeni, w której młode osoby mogą być sobą, w swoim tempie i na swoich zasadach. To nie tylko teatr, ale też bezpieczna strefa wytchnienia i rozmowy. Chcemy, by młodzież przychodziła do nas nie tylko na spektakle. W tym sensie mówimy o nowym modelu instytucji kultury – otwartej, codziennej, współtworzonej przez młodych ludzi.
W koncepcji programowej pojawia się ciekawy pomysł: spektakle Teatru Ochoty mają wychodzić poza siedzibę – być grane w szkołach, domach kultury, a nawet w przestrzeniach publicznych. To dla tej instytucji nowość.
Justyna Sobczyk: Wiemy, że nasza scena jest niewielka – mieści zaledwie około 60 widzów. Nie chcemy jednak traktować tego jako ograniczenia, lecz jako punkt wyjścia do myślenia o tym teatrze. Mocną stroną tego budynku jest nie scena, ale sale warsztatowe: mamy ich kilka. Ważne jest też otoczenie – przestrzeń codzienna, sąsiedzka. Dlatego nie walczymy z faktem, że Teatr Ochoty jest mały; przyjmujemy to i rozmyślamy nad tym, jak projektować różne sytuacje spotkań z widzami również poza salą teatralną.
Z jednej strony stoi za tym konieczność ekonomiczna – mamy jeden z najmniejszych budżetów spośród teatrów miejskich w Warszawie – ale z drugiej strony to świadoma decyzja estetyczna i społeczna. Chcemy tworzyć małe formy mobilne, które będą mogły podróżować po Warszawie, Mazowszu i Polsce. W ten sposób możemy zarówno zwiększyć dostępność, poszerzyć krąg odbiorców.
Piotr Morawski: Nasz teatr nie może konkurować z wielkimi scenami repertuarowymi, ale może rozwijać własny model działania – bardziej niż teatralne dzieła interesuje nas współtworzenie ekosystemu, w jakim funkcjonuje młodzież. Zależy nam, by w dłuższej perspektywie nasze działania przyczyniły się do tworzenia z młodzieżą długofalowych sojuszy, a nie ograniczały się do transakcyjnego uczestnictwa w kulturalnej konsumpcji.
Justyna Sobczyk: Z doświadczenia wiem, jak ważny jest kontakt teatru ze szkołami. Pracując w Instytucie Teatralnym nad spektaklem „Teatralny Plac Zabaw Jana Dormana” i dalej nad projektem „Konkurs im. Jana Dormana” przekonałam się, jak teatr może działać w szkole, jakie relacje rozwijać, jak wnikać w jego przestrzeń, jeśli nie traktuje szkoły jak gorszej. Niestety, w Polsce przez lata narastało przekonanie wśród osób artystycznych, że granie w szkołach to coś wstydliwego – że to nie jest prawdziwy teatr. W efekcie powstało coś w rodzaju czarnego rynku – mnóstwo przypadkowych przedstawień, które mają małą wartość artystyczną, a jednocześnie kształtują u młodych ludzi przekonanie, że teatr jest nudny i jest nie dla nich.
Chcemy to zmienić. Wierzymy, że spektakl w szkole może być pełnoprawnym wydarzeniem artystycznym, które otwiera przestrzeń do rozmowy o świecie. Dlatego zapraszamy twórców i twórczynie, którzy rozumieją ten kontekst – którym zależy na tym, by budować relację z młodymi ludźmi bez dystansu i dydaktyzmu.
W koncepcji pojawia się też silna diagnoza społeczna. Piszą Państwo o aktywizmie młodych ludzi, o Młodzieżowym Strajku Klimatycznym, a nawet o ruchu Ostatnie Pokolenie, który bywa postrzegany jako kontrowersyjny. To odważne odniesienia – jak chcą Państwo przełożyć tę rzeczywistość na język teatru?
Piotr Morawski: To dla nas bardzo ważny wątek, bo z badań i z obserwacji wiemy, że aktywizm jest jednym z istotnych dla młodego pokolenia języków. Młodzi ludzie – czemu trudno się dziwić – często nie wierzą w instytucje polityczne. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie wypowiedź jednej z osób aktywistycznych uczestniczących w pracach nad spektaklem „Greta” w reżyserii Mateusza Atmana i Agnieszki Jakimiak. Mówiła, że moment zaangażowania na rzecz klimatu przyszedł, kiedy zdała sobie sprawę, że dorośli nie kontrolują tego kryzysu, że nikt nad tym nie panuje.
W pracach nad „Gretą” uczestniczą młodzi aktywiści – osoby związane z inicjatywą Gniazdo czy z Kolektywem Dziennikarstwa Aktywistycznego. Pełnią rolę ekspertek i ekspertów, prowadzą warsztaty, konsultują proces, opowiadają o własnych doświadczeniach. Dzięki nim spektakl staje się nie tylko opowieścią o kryzysie klimatycznym, lecz także działaniem z udziałem osób aktywistycznych.
Interesuje nas spektrum emocji: energia, nadzieja, wypalenie, wątpliwości. W ankiecie, którą uruchomiliśmy wśród młodych, widać, że nie wszyscy oceniają protesty tak samo — i to też jest dla nas cenne. Ten pluralizm chcemy zachować myśląc o repertuarze.
Magdalena Grudziecka: Takie projekty jak „Greta” pokazują też nowy model pracy instytucji. Dla nas to laboratorium – łączymy teatr z badaniem społecznym, z edukacją i z aktywizmem. Młodzież nie przychodzi tu po gotowe rozwiązania, ale zapraszamy ją do współtworzenia, staramy się dać przestrzeń, w której można je dopiero wypracować. To ogromna wartość. Z perspektywy organizacyjnej to również sieciujący model pracy. Nie jednorazowe granie, tylko relacja: rozmowa, pokaz, krótka ewaluacja, powrót z innym modułem. Buduje to zaufanie i realną frekwencję.
Do tego dochodzi jeden istotny element systemowy: w teatrze będzie działać Rada Młodzieżowa, której funkcjonowanie opierać się będzie na czytelnych zasadach udziału w procesach decyzyjnych (m.in. w obszarze komunikacji, formatów spotkań czy ewaluacji). Partycypacja młodzieży ma być realna, a nie symboliczna — z jasno określonym zakresem wpływu, harmonogramem spotkań i systemem informacji zwrotnej.
Zapowiadacie też badania — nie tylko fokusy, ale dokumentowanie wiedzy, która powstaje przy projektach. Jak to działa w praktyce?
Piotr Morawski: Nawiązaliśmy współpracę z Warszawskim Obserwatorium Kultury między innymi w sprawie badania młodzieży migranckiej). Równolegle każdy proces artystyczny traktuję jako badanie: na przykład w trakcie przygotowań „Grety” powstają materiały, które nie muszą wejść do spektaklu, ale są ważnym zasobem — są to wypowiedzi, doświadczenia. Chcemy to zachowywać, bo to ważna wiedza, choć rzecz jasna nie wszystko to musi wejść do spektaklu, który jest wypowiedzią artystyczną. Podobnie myślę o warsztatach, które mają doprowadzić do powstania nowej identyfikacji wizualnej, jakie przygotowuje Maciej Urlich – będzie w nich uczestniczyć badaczka, Ida Ślęzak, która dysponuje autorskimi narzędziami wytwarzania i dokumentownia wiedzy. Badania, jakie prowadzimy pomogą nam rozpoznawać potrzeby i zainteresowania, dawać obraz alternatywnych sposobów działania i pracy.
Magdalena Grudziecka: Dbamy oczywiście o standardy etyczne i bezpieczeństwo: zgody, RODO, anonimizacja, komfort osób badanych. Jeśli zapraszamy młodych do głębszych rozmów (np. o zdrowiu psychicznym, dyskryminacji), zapewniamy ramy wsparcia i jasne zasady: można odmówić odpowiedzi, można wycofać zgodę.
Czy problemem słabnącej więzi młodych z teatrem jest język? Często pada argument, że teatr powinien mówić „ich językiem”.
Justyna Sobczyk: Najgorsze, co możemy zrobić, to naśladować język młodych. To bywa natychmiast rozpoznane przez młode osoby jako sztuczność, rodzi brak zaufania. Dlatego wykonujemy dwa ruchy: słuchamy — przez badania, warsztaty, konsultacje — i tworzymy własny język sceniczny. Nie chodzi o rap dla zasady, tylko o takie formy, które wynikają z procesu, a nie z kalkulacji.
Wspomnieli Państwo o młodzieży migranckiej. W 2026 r. planowana jest premiera o szkole.
Justyna Sobczyk: Tak, jej roboczy tytuł to „Masz coś w zębach”. Interesuje nas codzienność klasy, w której uczą się razem nastolatki z Polski i Ukrainy. Zanim powstanie tekst i spektakl, zrobimy cykl warsztatów i konsultacji w szkołach — tak, by język i tematy wyszły od młodych. To projekt o współobecności, nie o etykietach.
Zatrzymajmy się jeszcze przy projekcie „Masz coś w zębach” – brzmi jak coś zupełnie nowego w polskim teatrze młodzieżowym.
Justyna Sobczyk: Tak, to dla nas bardzo ważna realizacja. Spektakl przygotuje Luba Ilnytska – ukraińska dramaturżka, reżyserka i kuratorka związana ze lwowskim Jam Factory Art Center. Premiera planowana jest na marzec 2026 r. w Warszawie.
To projekt, który bada wspólne dorastanie polskich i ukraińskich nastolatków – doświadczenie realne, obecne od czasu pełnoskalowej wojny w Ukrainie, które stało się częścią codzienności polskich szkół.
Według danych GUS i Warszawskiego Obserwatorium Kultury, w 2025 r. w polskich szkołach uczyło się ponad 200 tys. dzieci z Ukrainy. To znaczy, że w niemal co trzeciej klasie jest dziś uczeń lub uczennica z doświadczeniem migracji. Luba Ilnytska pyta, co z tego wynika dla wspólnej przestrzeni – szkolnej, kulturowej i emocjonalnej. Jak młodzież rozumie różnorodność? Jak mówi o wojnie, języku, strachu i bliskości?
Piotr Morawski: Wspólnie z Warszawskim Obserwatorium Kultury będziemy prowadzić rozmowy z uczniami i uczennicami, zaprosimy je do praktyk autoetnograficznych, a zebrany materiał posłuży będzie wykorzystany przy pracy nad spektaklem. Chcemy zobaczyć, jak młodzi ludzie z różnych środowisk doświadczają i opisują rzeczywistość, w której funkcjonują. Być może pomoże nam to w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie jak teatr może reagować na zmieniającą się strukturę społeczną Warszawy i polskich miast.
Magdalena Grudziecka: Ważne jest też to, że ten projekt wpisuje się w nasze działania pozasiedzibowe – planujemy, żeby część pokazów odbyła się w szkołach, z którymi już współpracujemy, m.in. na Ochocie i Mokotowie. Dzięki temu spektakl stanie się punktem wyjścia do rozmowy o różnorodności i o tym, jak szkoła może być miejscem współistnienia, a nie podziałów.
Jak wyglądał moment wejścia do teatru? Zawsze jest w takich sytuacjach element zderzenia – między koncepcją programową a rzeczywistością budynku, zespołu i finansów.
Magdalena Grudziecka: Dla nas to było „miękkie wejście”. Zaczęliśmy proces przekazania dużo wcześniej. Od kwietnia regularnie spotykaliśmy się z Joanną Nawrocką. Dzięki temu już we wrześniu, kiedy formalnie objęliśmy instytucję, czuliśmy, że w jakiś sposób znamy zespół i to, co wymaga uwagi. To było bardzo partnerskie przekazanie – z rozmową o tym co zastajemy, planach, potrzebach. Rzadko się zdarza taka otwartość.
Justyna Sobczyk: Mogłyśmy naprawdę zobaczyć teatr od środka– z pełnym odsłonięciem zarówno mocnych stron, jak i trudnych miejsc, które wymagają opieki. Nie było udawania, że wszystko działa idealnie. Uczestniczyliśmy np. w spotkaniach z wykonawcami remontów, które przypadły na czas naszego startu. To była lekcja odpowiedzialności instytucjonalnej – osobiste wprowadzenie, a nie ceremonialny moment wręczenia kluczy.
Czyli byliście przygotowani finansowo jeszcze przed startem?
Magdalena Grudziecka: Tak, wspólnie z Joanną Nawrocką przygotowaliśmy dwa wnioski w ramach Krajowego Planu Odbudowy, co pozwoliło nam pozyskać ponad 200 tys. zł. Joanna, pełniąca wówczas funkcję dyrektorki nowego teatru, formalnie wspierała całe przedsięwzięcie, a po naszej stronie spoczywała odpowiedzialność merytoryczna. Dzięki temu udało się utrzymać ciągłość działań i płynne przejście między etapami pracy.
W koncepcji programowej założyli Państwo wzrost budżetu z około trzech do pięciu milionów złotych. Jak realne jest to założenie?
Magdalena Grudziecka: To nie plan na miesiąc. To perspektywa kilkuletnia. Dziś budżet teatru wynosi ok. 3 mln zł, z czego ponad połowa to wynagrodzenia. Mamy świadomość ograniczeń, ale równolegle uruchomiliśmy proces dywersyfikacji źródeł finansowania. Startujemy w konkursach miejskich i ministerialnych, aplikujemy też do programów europejskich – zarówno jako lider, jak i partner.
Rozmawiamy z miastem o zwiększeniu dotacji podmiotowej i inwestycyjnej, bo infrastruktura wymaga doposażenia. Chodzi o sprzęt techniczny, zaplecze edukacyjne, oświetlenie, nagłośnienie, a także o poprawę komfortu pracy i dostępności.
Czy miasto wspiera ten kierunek?
Justyna Sobczyk: Tak, czujemy wsparcie Biura Kultury m.st. Warszawy. Idea stworzenia w stolicy pierwszego teatru miejskiego dedykowanego młodzieży wyszła zresztą z miasta i zbiegła się z naszą koncepcją. W rozmowach słyszymy, że to inicjatywa potrzebna i oczekiwana.
Magdalena Grudziecka: Rozpoczęliśmy dialog również z Urzędem Dzielnicy Ochota. Choć Teatr funkcjonuje jako instytucja miejska, chcemy mocniej zaznaczyć naszą obecność w życiu lokalnej społeczności. Współpraca ze szkołami, bibliotekami i domem kultury to dla nas naturalny kierunek rozwoju. Zależy nam, by teatr był miejscem spotkania i wymiany, a nie przestrzenią funkcjonującą na marginesie. To podejście jest w pełni zgodne również z polityką dzielnicy, która konsekwentnie wspiera działania na rzecz młodzieży.
Zostańmy jeszcze przy sali. To przestrzeń kameralna, około 60 miejsc (czasem ciut więcej przy młodszej widowni). W ostatnich latach wykształcił się tu nurt kameralnego teatru psychologicznego – m.in. prace Małgorzaty Bogajewskiej, Marcina Wierzchowskiego czy Igora Gorzkowskiego. Czy widzą Państwo pole do kontynuacji takiej linii – ale z myślą o młodych?
Justyna Sobczyk: To może być jeden z języków, o ile wynika z realnych potrzeb młodych odbiorców. Nie chcemy narzucać formy, tylko sprawdzać różne formaty. W Ognisku słyszymy wyraźną potrzebę grania ról, budowania postaci, pracy nad biografią – i to jest ważny sygnał. Jednocześnie młodzi często domagają się form bardziej performatywnych, angażujących. Dlatego nie deklarujemy jednej estetyki.
Zbadamy temat, zaprosimy twórców, a ostateczna decyzja będzie wynikiem konsultacji, warsztatów i pierwszych szkiców. Jeśli wyjdzie z tego dobre psychologiczne przedstawienie dla nastolatków – zagramy je. Jeśli okaże się, że temat wymaga formy dokumentalnej albo bardziej choreograficznej – pójdziemy tą drogą.
W koncepcji na lata 2025–2030 nie pada wiele nazwisk. Pojawiają się m.in. Magda Szpecht, Maria Stokłosa, Cezary Tomaszewski. Czy to świadoma ostrożność?
Piotr Morawski: Nie chodzi o ostrożność, mam poczucie, że udało się nam zebrać grono życzliwych osób, z którymi chcemy współpracować. Nie przypisujemy nazwisk do konkretnych premier, bo po pierwsze ogranicza nasz budżet. Po drugie – chcemy zostawić miejsce na wnioski z badań i na głosy młodych. Ci artyści są dla nas ważni jako osoby współpracujące i dzielące się własnymi doświadczeniami pracy, tutorki i tutorzy, prowadzący warsztaty, opiekujące się rezydencjami.
Justyna Sobczyk: Nie mamy stałego zespołu aktorskiego – to świadomy wybór. Dzięki temu przy każdym tytule możemy zadbać o wiekszą różnorodność reprezentacji na scenie. Chcemy by młoda publiczność zobaczyła różnorodne osoby aktorskie – artystów queerowych, z niepełnosprawnością, osoby w różnym wieku.
Pani doświadczenie z Teatru 21 – zespołu dorosłych osób z niepełnosprawnością intelektualną – co przenosi Pani z tamtej pracy do Ochoty?
Justyna Sobczyk: Po pierwsze – relacje. Tworzenie teatru zawsze rozumiem jako budowanie społeczności, a nie tylko realizację artystycznych projektów.
Po drugie – świadomość reprezentacji i dostępności. To, kto pojawia się na scenie, ma ogromne znaczenie, bo z czasem scena zaczyna być lustrem swojej widowni.
Różnorodność zespołu aktorskiego naturalnie przekłada się na różnorodność publiczności.
I po trzecie – codzienną, pozaartystyczną pracę. Mała instytucja pozwala być blisko ludzi, reagować na potrzeby i dbać o rozwój kompetencji zespołu, które pomagają nam dobrze ze sobą współpracować.
Piotr Morawski: Dlatego tak ważny jest program instytucjonalny: warsztaty komunikacji, superwizje dla zespołu, przejrzyste procedury naborów oraz prosty obieg informacji i odpowiedzialności. Jeśli mówimy o włączaniu na scenie, musimy też mieć uważność na siebie nawzajem w zespole, w którym pracujemy.
Magdalena Grudziecka: Zależy nam na pracy w rytmie, który sprzyja uważności i rozwojowi. To wymaga realistycznego planowania, adekwatnych zasobów i partnerskich relacji. Zespół, który czuje sens i bezpieczeństwo, potrafi tworzyć dobre miejsce – i właśnie do takiego dążymy.
Młodzież jest dziś spolaryzowana – poglądy, języki, światopoglądy. Jak zamierzacie dbać o bezpieczeństwo i etykę w takim tyglu?
Justyna Sobczyk: Po pierwsze – ramy: zgody, anonimizacja, osoby kontaktowe, prawo do odmowy udziału i do wycofania się z procesu. Po drugie – moderacja: rozmowy po spektaklu prowadzą osoby przygotowane, nie zostawiamy młodych samych z trudnymi tematami. Po trzecie – różnorodność głosów: w badaniach i w pracach artystycznych dbamy o to, by wybrzmiewały różne perspektywy, nie tylko nasze.
„Nie chcemy budować instytucji na wzór istniejących teatrów dramatycznych” – piszecie w programie. To brzmi jak deklaracja zmiany modelu. Jaki będzie Teatr Ochoty w 2030 r.?
Magdalena Grudziecka: Chcemy, żeby Teatr Ochoty był bezpiecznym miejscem pracy i spotkania – opartym na zaufaniu, partnerstwie i realnych możliwościach. W który wierzy też młodzież i który czuje.
Justyna Sobczyk: Widzę nasz teatr jako żywe miejsce, pełne młodych osób. Parter wreszcie przytulny, stoliki zajęte, herbata, rozmowy. Widzę też osoby nauczycielskie i innych dorosłych, którym również zależy na dialogu z młodymi. Mamy regularny program dla osób nauczycielskich i edukatorów, pedagogów teatru– warsztaty wokół spektakli, materiały dla szkół, wizyty studyjne. Działa program „Forever Young” – na skwerze przed kawiarnią odbywają się taneczne i ruchowe warsztaty. Jesteśmy dostępni. I jeszcze jedno: za pięć lat chciałabym widzieć nasz zespół i nas niewypalonych i zadowolonych ze swojej pracy, współpracujących.
Piotr Morawski: A dla mnie – że młodzi mówią: „to nasze miejsce”. Jeśli tak się stanie, to znaczy, że plan zadziałał.
„Dla mnie »Sen nocy letniej« to nie tylko komedia. Trudno być wesołym, kiedy na początku obywatel Aten, Egeusz, żąda kary śmierci dla swojej córki Hermii za to, że chce ona poślubić nie tego, kogo on jej wybrał”
Używamy plików cookie, aby poprawić jakość przeglądania, wyświetlać reklamy lub treści dostosowane do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz analizować ruch na stronie. Polityka Prywatności
Niezbędne pliki cookie przyczyniają się do użyteczności strony.
Umożliwiają stronie zapamiętanie informacji zmieniających wygląd.
Pomagają zrozumieć, jak użytkownicy zachowują się na stronie.
Stosowane w celu śledzenia użytkowników i wyświetlania reklam.