Slide
previous arrow
next arrow
 Anioły, których nie było - Teatr dla Wszystkich

 Anioły, których nie było

Na afiszu

 Anioły, których nie było

O spektaklu “Anioły w Ameryce, czyli demony w Polsce” reż. Michała Telegi w Teatrze Barakah w Krakowie pisze Piotr Gaszczyński. Anioły w Ameryce, czyli demony w Polsce to przewrotna wariacja na temat kultowego dramatu Tony’ego Kushnera. Z całkiem prozaicznych powodów, związanych z problemami adaptacyjnymi „gejowskiej fantazji na motywach narodowych”, powstał zupełnie nowy, autorski tekst, będący...
Opublikowano: 2022-05-10

O spektaklu “Anioły w Ameryce, czyli demony w Polsce” reż. Michała Telegi w Teatrze Barakah w Krakowie pisze Piotr Gaszczyński.

Anioły w Ameryce, czyli demony w Polsce to przewrotna wariacja na temat kultowego dramatu Tony’ego Kushnera. Z całkiem prozaicznych powodów, związanych z problemami adaptacyjnymi „gejowskiej fantazji na motywach narodowych”, powstał zupełnie nowy, autorski tekst, będący zbitką osobistych wyznań twórców przedstawienia.

Już na samym początku ze sceny pada wprost: Aniołów… dzisiaj nie będzie! Skoro nie można wystawić ich po swojemu, to w ekstremalnym skrócie powiemy, o co w oryginalnym utworze chodzi i przejdziemy do sedna sprawy. Michał Telega zaprosił do współpracy aktorów będących na różnym etapie swojej drogi zawodowej – zarówno tych stawiających pierwsze kroki, jak i takich, którzy na scenie „zjedli zęby”. Punktem wyjścia przedstawienia są przemoc, opresja i wykluczenie (społeczne, zawodowe, seksualne, tożsamościowe).

Ana Nowicka, wciela się w „umownego” Roya, który zaprasza na warsztaty teatralne kilku młodych chłopaków. Pod pozorem różnych ćwiczeń (zadań aktorskich) stopniowo przekracza kolejne granice, jakie powinny istnieć w zdrowej relacji uczeń-mistrz. Dotyka ich w dwuznaczny sposób (oczywiście wszyscy musieli wcześniej rozebrać się prawie do naga), obraża, deprecjonuje ich wartość jako ludzi i młodych artystów. Odwołując się do postaci bezwzględnego prawnika, tresującego nieopierzonych adeptów zawodu, tak naprawdę mówi  o całkiem współczesnym problemie przemocowych praktyk  w polskich szkołach teatralnych i instytucjach kultury. W ostatnich latach pojawiło się wiele oskarżeń względem nie tylko drugorzędnych reżyserów, ale i prawdziwych legend, o stosowanie mobbingu czy szantażu emocjonalnego, ekonomicznego, wykorzystywania własnej pozycji do upadlania słabszych. Bezradność, strach czy zakłopotanie widoczne na twarzach chłopaków jest uderzające.

Drugim intrygującym momentem przedstawienia jest scena, w której Monika Kufel wykonuje coś, co moglibyśmy nazwać mieszanką pierwotnych dźwięków, gardłowego śpiewu, kadiszu i zaklinania deszczu Indian Navajo. W połączeniu z odpowiednim światłem, siedzący na krzesłach aktorzy wykonują konwulsyjne ruchy, zupełnie tak, jak gdyby nie nawiedzały ich amerykańskie, mityczne anioły, a swojskie, polskie demony. Bohaterowie przedstawienia mają swoje bolesne historie do opowiedzenia (o czym później), natomiast w tej scenie w pewien obrazowy sposób lęki, fobie i nieprzepracowane traumy „wychodzą” z nich, niczym podczas egzorcyzmu. Trwa do kilka minut, ale rezonuje do końca spektaklu.

Sceny o bardziej uniwersalnym charakterze przeplatają się z historiami wziętymi z życia. I tu nie jest już tak dobrze, jak mogłoby być. O ile osobiste doświadczenia związane  z „wyjściem z szafy”, ujawnieniem swojej orientacji przed rodziną czy prześladowaniem ze względu na kolor skóry, jak najbardziej zasługują na szacunek, o tyle sam problem został potraktowany zbyt powierzchownie. Nie wystarczy przedstawić ogranego tematu polskich kiboli i narodowców, by skutecznie zagłębić się w autentyczny problem funkcjonowania w naszym społeczeństwie człowieka o śniadej cerze (i nie daj Boże do tego geja!). Na wyróżnienie zasługuje za to historia chłopaka z pozytywnym testem na HIV (ukłon w stronę oryginalnych Aniołów w Ameryce). Jego wewnętrzna walka, strach o siebie i innych, w końcu głębokie poczucie niesprawiedliwości i odrzucenia to najbardziej udane sceny z „historii osobistych”.

Aniołom w Ameryce, czyli demonom w Polsce nie można odmówić pomysłowości.  Jest to spektakl dobrze skonstruowany, sprawny dramaturgicznie, ciekawy inscenizacyjnie. Mimo dużego potencjału i kilku bardzo ciekawych scen, nie wykorzystuje w pełni drzemiącego w nim potencjału. Nie trzeba było się spieszyć. A jeśli rozwinięcie wątków rodzinnych, pogłębienie psychologii, okoliczności, przyczyn i skutków w zarysowanych naprędce historiach miałoby zaowocować sześciogodzinnym spektaklem, to cóż w tym złego? Nie na takich teatralnych maratonach, zwłaszcza krakowska publiczność, miała okazję bywać.

Fot. Piotr Kubic

Kategorie:


Cytat Dnia

„To spektakl nadmiaru i braku – za dużo tutaj ozdobników i za mało treści. Całość jest nierówna, przeestetyzowana i bełkotliwa, wątki się rwą, a publicystyka odziana w historyczny kostium irytuje. Dla mnie to niestety ciężkostrawne widowisko, choć może po prostu nie dorosłem do tej sztuki”

Jarosław Ciszek o spektaklu „Między nogami Leny, czyli »Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny« według Caravaggia”, reż. Agata Duda-Gracz; Kulturalny Konferansjer.pl, 26.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL