Obietnica przemiany
O „Dannym i bezkresnym niebieskim morzu” w reżyserii Marii Wierzbickiej w Teatrze Druga Strefa pisze Bożena Pysiewicz.
fot. Magda Skowrońska
O „Dannym i bezkresnym niebieskim morzu” w reżyserii Marii Wierzbickiej w Teatrze Druga Strefa pisze Bożena Pysiewicz.
fot. Magda Skowrońska
„Bądźmy dla siebie czuli, bądźmy romantyczni, bądźmy szczęśliwi” – te słowa Roberty, bohaterki sztuki Johna Patricka Shanleya „Danny i bezkresne niebieskie morze”, mogą być kluczem do odczytania tej opowieści.
Niosą obietnicę przemiany, która dokonuje się podczas jednej nocy w życiu dwojga samotnych ludzi.
Czy rzeczywiście jedno spotkanie może wszystko zmienić? Pomóc uporać się z przeszłością, przełamać przyzwyczajenia, pozwolić uwierzyć w bliskość i wspólną przyszłość?
Sztuka Shanleya z 1984 r. opowiada o spotkaniu dwudziestodziewięcioletniego Danny’ego i trzydziestojednoletniej Roberty mieszkających na Bronksie. Danny, nazywany Bestią, ukrywa się za maską agresji. Jego sposobem na przetrwanie są język siły, demonstracyjna brutalność i liczne bójki. Poranione, zaczerwienione dłonie i siniaki, wyraźnie widoczne na ciele aktora, są świadectwem jego dotychczasowego życia. Roberta również posługuje się wulgarnością i zaczepnością. Samotna, niepracująca matka nastoletniego syna, wciąż mieszkająca z rodzicami, nosi w sobie wstyd i poczucie niespełnienia. Jej agresja jest próbą ukrycia bezradności i autodestrukcyjnych skłonności.
Autor sztuki, John Patrick Shanley, amerykański dramaturg, scenarzysta i reżyser filmowy, wychował się na Bronksie w rodzinie irlandzko-amerykańskiej. To miejsce i doświadczenia mieszkańców stanowią kontekst dramatu, a zderzenie brutalnego realizmu z poetyckim marzeniem o innym życiu nadaje tej historii szczególną siłę.
Czy są to bohaterowie z marginesu społecznego, czy po prostu zwyczajni młodzi ludzie, którzy znaleźli się w miejscu, w którym trudno zmienić własne życie? Początkowo nie są postaciami łatwymi do polubienia. Ich pierwsze spotkanie w barze jest pełne wzajemnej nieufności i prowokacji. Rozmowa przypomina pojedynek, w którym każde słowo staje się ciosem. Stopniowo jednak zmienia się jej ton. Zaczepna wymiana zdań przechodzi w szczerą rozmowę, bohaterowie zaczynają się przed sobą odsłaniać, a wzajemne testowanie ustępuje miejsca uważności i zrozumieniu.
W tej rozmowie kryje się siła przemiany. Danny, wybuchowa i nieobliczalna Bestia, okazuje się człowiekiem zdolnym słuchać, współczuć i troszczyć się o drugą osobę. Roberta, początkowo bezlitosna w słowach i prowokacyjna, odsłania swoją delikatność, szczerość i potrzebę miłości.
Dużą rolę w budowaniu tej opowieści odgrywa sen Roberty o bezkresnym oceanie i tańczących wielorybach. Morze jest przestrzenią wolną od ocen i społecznych norm. Woda zmywa to, co bolesne, a bezkres otwiera możliwość nowego życia. Można w nim odnaleźć metaforę wolności, ucieczki od przeszłości i oczyszczenia. Marzenie Roberty staje się wspólnym marzeniem bohaterów.
Poetycki wymiar sztuki budują także inne, pozornie osobliwe obrazy i przedmioty, o których rozmawiają bohaterowie: lalka, lampa, której światło przypomina księżyc, biała suknia panny młodej, drut kolczasty czy karaluch na dachu ciężarówki firmy, w której pracowała Roberta. Te opowieści odsyłają do emocji, wspomnień, pragnień i lęków, o których trudno mówić wprost.
Za reżyserię i scenografię przedstawienia odpowiada Maria Wierzbicka, która w realizacji dramatu Shanleya koncentruje się na relacji dwojga bohaterów i stopniowym odsłanianiu ich emocji. Nie próbuje łagodzić brutalności tekstu, ale umiejętnie wydobywa z niego także czułość, humor, symbolikę i poezję.
Ogromną siłą przedstawienia jest aktorstwo. Para wykonawców – Kasia Pachelska i Marcel Parysek – przejmująco opowiada tę historię ciałem, gestem i słowem. Potrafią balansować między skrajnościami: agresją i czułością, wulgarnością i delikatnością, wybuchowością i bezradnością. Przemiana bohaterów nie dokonuje się nagle. Widać ją w drobnych gestach, zmianie tonu głosu, sposobie patrzenia, gotowości do słuchania i otwarciu na bliskość. Dzięki temu ich zbliżenie nie wydaje się literacką konstrukcją, lecz doświadczeniem, w którego prawdziwość można uwierzyć.
Marcel Parysek wcielał się już wcześniej w Danny’ego w nowojorskiej realizacji off-broadwayowskiej. Aktor z Polą Krzesiak przygotował polski przekład tej sztuki. Powrót do tej samej postaci w warszawskim przedstawieniu oznacza ponowne spotkanie z tym tekstem, jednak w innym języku i kontekście teatralnym. To interesujący wymiar jego kreacji, Danny jest postacią wymagającą zarówno fizycznej ekspresj, jak i odsłonienia emocjonalnej kruchości ukrywanej pod maską agresji.
Po długiej, czułej nocy dwójki bohaterów przychodzi jednak dzień, a wraz z nim rzeczywistość, od której na chwilę się uwolnili. Danny i Roberta nadal są tymi samymi ludźmi, z bagażem doświadczeń, problemami i ograniczeniami, których nie da się unieważnić jedną nocną rozmową. Czy ich plany na ślub, wspólny dom i rodzinne szczęście nie są zbyt piękne, by mogły się spełnić? Czy nie przypominają domku z kart, który może się rozsypać przy pierwszym zderzeniu z codziennością? A może właśnie możliwość wyobrażenia sobie innego życia jest początkiem zmiany?
Wizualnym dopełnieniem opowieści jest plakat Pawła Jońcy. Za wielorybem, z czarnej przestrzeni, wyłania się profil ludzkiej twarzy z jasnym, sierpowatym kształtem oka. Zestawienie tych dwóch form tworzy grę pozytywu i negatywu, łącząc świat ludzi i morskich stworzeń. To wizualny odpowiednik głównego tematu sztuki – spotkania dwóch światów: rzeczywistego, naznaczonego trudnymi doświadczeniami, i wyobrażonego, w którym możliwe stają się wolność, czułość i szczęście.
Sztuka Shanleya nie daje prostych odpowiedzi. Pozostawia z pytaniem, czy jedna wspólna noc może zmienić ludzi. Jednak to, czego doświadczyli, prawdziwe spotkanie, jest już wartością samą w sobie. Takie opowieści są nam potrzebne. Przywracają wiarę w człowieka i w przyszłość, która nie musi być powtórzeniem przeszłości.
Po spektaklu myśli o Dannym i Robercie towarzyszyły mi jeszcze długo. Wracałam do ich pięknego, choć niepewnego planu na wspólne życie. Życzyłam sobie, żeby spróbowali być razem i żeby im się udało. Uwierzyłam, że sen o tańczących wielorybach może stać się rzeczywistością, jeśli ktoś powie: „Bądźmy dla siebie czuli”, i znajdzie się drugi człowiek, który zechce te słowa naprawdę usłyszeć.
„A miały tam miejsce zdarzenia, które na stałe weszły do historii ludzkości. Jak to brzmi! Ale to fakt!”
Używamy plików cookie, aby poprawić jakość przeglądania, wyświetlać reklamy lub treści dostosowane do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz analizować ruch na stronie. Polityka Prywatności
Niezbędne pliki cookie przyczyniają się do użyteczności strony.
Umożliwiają stronie zapamiętanie informacji zmieniających wygląd.
Pomagają zrozumieć, jak użytkownicy zachowują się na stronie.
Stosowane w celu śledzenia użytkowników i wyświetlania reklam.