Czy będziemy płonąć w tym ogniu?

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Czy będziemy płonąć w tym ogniu?

O „Czarownicach z Salem” w reżyserii Tomasza Fryzła w Teatrze Polskim w Warszawie pisze Lena Kuran.

Opublikowano: 2026-10-25
fot. Karolina Jóźwiak
Ocena recenzenta/tki: (8/10) – bardzo dobry

Salem to purytańska osada na terenie dzisiejszego stanu Massachusetts. Od 1692 r.  jej nazwa utożsamiana jest z opartymi na poszlakowych dowodach procesami o uprawianie magii, w których wyniku życie straciło ponad dwadzieścia osób. 

W 1953 r., w atmosferze nagonki i podejrzeń związanych z działaniami makkartystowskiej komisji śledczej tropiącej komunistycznych szpiegów w USA, Arthur Miller opowiedział historię miasteczka Salem na nowo, kładąc nacisk na kierujące tą społecznością namiętności, niemające wiele wspólnego z wiarą w działalność diabła na Ziemi. Początkowo chłodno przyjęte przez widzów, „Czarownice z Salem” przyniosły Millerowi Nagrodę Tony i są obecnie uznawane za część amerykańskiego kanonu dramatycznego.

Przypomnijmy pokrótce treść dramatu: w otwierającej go scenie pastor Parris (Szymon Kuśmider) modli się o powrót do zdrowia swojej córki Betty (Dorota Bzdyla), trwającej w letargu po przedziwnych tańcach, jakim oddawała się w lesie z kuzynką Abigail Williams (Irmina Liszkowska) i kilkoma innymi dziewczętami z miasteczka. Pomimo że Abigail początkowo zaprzecza wysuwanym przez Parrisa oskarżeniom o „ciemne sprawki”, naciskana przez przybyłego do Salem „specjalistę od demonów”, pastora Hale’a (Modest Ruciński), sama oskarża pochodzącą z Barbadosu niewolnicę Parrisa, Titubę (Katarzyna Strączek) o wywoływanie w lesie duchów zmarłych dzieci. Słowa Abigail oraz prowadzone przez Hale’a agresywne przesłuchania zapoczątkowują proces sądowy, który stawia przed widzami pytania o sprawiedliwość władzy oraz trwałość więzi wspólnotowych.

Miller dołączył do tekstu sztuki obszerne fragmenty eseistyczne, na poły didaskalia, na poły referencje historyczne: czytając je, bardzo szybko przekonujemy się, że oskarżenia rzucane przez Abigail i jej koleżanki (bo w rolach oskarżycielek widzimy tu młode kobiety, zaledwie nastolatki) mają podłoże zupełnie niezwiązane z obawą o czystość ludzkiej duszy. Oprócz Tituby, ewidentnie obcej – rasowo, językowo, klasowo – jako jedna z pierwszych „czarownic” wskazana zostaje Sarah Good (Marta Alaborska), bezdomna żebraczka, według współczesnych standardów powiedzielibyśmy: osoba neuroatypowa. Żyjące w purytańskiej społeczności dziewczęta, niemogące znaleźć ujścia dla swojej energii (także seksualnej), podsuwają sądowi przede wszystkim nazwiska kobiet potępiających jakiekolwiek „niemoralne zachowania” – takich jak Rebecca Nurse (Grażyna Barszczewska), matrona ciesząca się w Salem nieposzlakowaną opinią. Kolejne zarzuty stawiane są kobietom czytającym książki, jak Martha Corey; wreszcie ofiarą podejrzeń o czarownictwo pada spokojna, wycofana Elizabeth Proctor (Anna Cieślak), której główne przewinienie polegało na wyrzuceniu Abigail ze służby po odkryciu romansu dziewczyny z mężem Elizabeth, Johnem (Maksymilian Rogacki). Miller wyjaśnia ponadto, że część oskarżeń wiązała się ściśle z pragnieniem przejęcia czyjegoś majątku czy z zadawnionymi sąsiedzkimi niesnaskami. Czarownictwo stanowiło tu tylko świetny pretekst do działania.

Zazdrość, chciwość, ksenofobia, rasizm: to wszystko pojęcia, które i dzisiaj często stanowią przyczyny rzucania oskarżeń i stawiania zarzutów. Mieszkańcy Salem żyją w przestrzeni otoczonej cytadelą i fosą (znakomita scenografia Anny Oramus), którą z symbolizowanym przez widownię światem zewnętrznym łączy jedynie wąska kładka: poza murem znajdują się tylko więzienie i dom Proctorów, większość akcji rozgrywa się natomiast w Salem właściwym, prawdziwym tyglu emocji i uprzedzeń. Oryginalny tytuł sztuki Millera to zresztą „The Crucible”, czyli właśnie tygiel: naczynie przeznaczone do mieszania różnorodnych komponentów i nadawania im jednolitej formy, jak w alchemicznym Opus Magnum. Maureen Murdock, psychoterapeutka pracująca w duchu psychologii analitycznej Junga, pisze, że „tragedia, alchemia i rozwój duchowy kroczą równoległymi ścieżkami ku odkupieniu”, a etapy tragedii „odzwierciedlają etapy dzieła alchemicznego: śmierć, odrodzenie i przemianę świadomości”. To wszystko dzieje się w ciągu trzech godzin podróży przez życie Salemitów, w którą zabiera nas reżyser Tomasz Fryzeł: począwszy od „czarności” (nigredo), ciemnej nocy duszy, w której człowiek stawia czoła swoim cieniom, aż po „czerwoność” (rubedo), ostatni etap Wielkiego Dzieła, w którego efekcie JA mieszkańców Salem osiąga spójność i wraca do świata w nowej, udoskonalonej formie. Należy podkreślić, że proces ten może trwać latami, a dla bohaterów Millera jeszcze się nie skończył. Rebecca Nurse i pastor Hale zastanawiają się w finale, jak kolejne pokolenia ocenią ich postępowanie, a jedyną osobą wychodzącą z całego procesu (moralnie) zwycięsko okazuje się prowadzony na szubienicę John Proctor.

Jak możemy natomiast ocenić inscenizację Tomasza Fryzła? To z pewnością sztuka „na nasze czasy”, i dobrze się stało, że jej premiera odbyła się właśnie teraz i właśnie w tej formie. Tekst w przekładzie Anny Bańkowskiej i opracowaniu dramaturgicznym Piotra Fronia kwestionuje te same aspekty, co oryginał Millera – bezstronność sądów (w Salem decyzji sądu nie można cofnąć, nawet jeśli na jaw wychodzą nowe dowody, a wypowiedzi przeciwne wizji sędziego są traktowane jak obraza Boga), związana z nią rola władzy i merytokracji czy obiektywna wartość prawdy. W Salem żadna odpowiedź na pytanie o winę człowieka nie jest dobra: tych, którzy nie przyznają się do zarzucanych im czynów, wiesza się jako czarownice, a decydujących się wyznać wyimaginowane przewinienia ze strachu przed śmiercią i torturami więzi się i piętnuje jako sługi Szatana. Jedyną osobą, która decyduje się nie udzielać jednoznacznej odpowiedzi, jest Giles Corey (Henryk Niebudek), ale jemu również nie uda się wyjść z tego starcia zwycięsko.

Proces czarownic to zaledwie pretekst do wciągnięcia mieszkańców w grę pozorów, w teatrum, w którym każdy może stać zarówno po stronie aktorów, jak i widzów. Podobnie możemy się czuć współcześnie, uwikłani w deep fake’i oraz wiadomości spreparowane przy pomocy sztucznej inteligencji: spróbujmy wyobrazić sobie trudności, jakie napotykamy, próbując dementować to, co zostało już przyjęte przez opinię publiczną jako niezbita prawda, a być może zrozumiemy stan ducha mieszkańców Salem. „Sobą człowiek może być tylko przed sobą i przed Bogiem, ale jego istnieniem włada tłum” – mówi Rebecca Nurse, i jest to być może najlepsze podsumowanie relacji między bohaterami. 

Scenografia – z zewnątrz mur obronny, od wewnątrz fascynujące połączenie greckiego amfiteatru z przekrojem warstw Ziemi i rozczłonkowanym astrolabium – pogłębia owo wrażenie wspólnoty, konstelacji ludzi połączonych podskórnymi napięciami. Sformułowania „konstelacja” używa zresztą sam reżyser do opisania powiązań między postaciami dramatu; przez większość czasu na scenie znajdują się wszystkie osoby, przypominając, kto zajmuje jaką pozycję społeczną (i czego w związku z tym może oczekiwać). Jest to bardzo mocne ensemble cast – w drugim przebiegu popremierowym tylko jedna scena zbiorowa sprawiała wrażenie delikatnie niedopracowanej, ale wierzę głęboko, że przy kolejnych pokazach będzie tylko lepiej.

Trzeba wspomnieć o świetnie współgrającej ze scenografią Anny Oramus reżyserii światła opracowanej przez Klaudynę Schubert. Ostre błyski wydobywające z mroku widownię przypominają publiczności, że nikt nie jest wyłącznie widzem i że na każdego może paść obnażające światło oskarżenia. Muzyka Nikodema Dybińskiego rozbudowuje klimat grozy poprzez dynamiczne pasaże wiolonczelowe, puls perkusji i kontrabasu oraz nawracające motywy elektroniczne. Linia melodyczna narasta wraz z „obłędem”, w jaki wpadają dziewczęta: wymagające sekwencje choreograficzne przygotowała Anna Obszańska, a opiekę kaskaderską nad spektaklem sprawowali Marcin Drabicki i Remigiusz Kramek. Ogromny wysiłek fizyczny w pracę nad spektaklem włożyły Dorota Bzdyla (jej Betty Parris buduje swoją fizycznością klimat całego pierwszego aktu, wypowiadając zaledwie kilka słów), Irmina Liszkowska (na wpół akrobatyczne, obnażające tańce Abigail), Marta Kurzak (Mercy Lewis) i Hanna Skarga (Susanna Walcott). Ich wspólne sceny to zbiorowa histeria, samonapędzające się szaleństwo, psychoza i bezwzględna presja rówieśnicza: we współczesnych realiach byłyby postrachem każdej szkoły, to kilka prawdziwych mean girls. Ulega im nawet próbująca ochronić małżeństwo Proctorów Mary Warren (świetna rola Katarzyny Lis): chęć należenia do wspólnoty wygrywa u niej z potrzebą wyznania prawdy.

Natura prawdy i kłamstwa jest chyba najważniejszym tematem, jaki pozostał ze mną po wyjściu z teatru. Wyznając swoje „grzechy”, można było w Salem ocalić życie – czy to oznacza, że właśnie kłamstwo, a nie prawda, nas wyzwala? Przybyły do miasteczka w celu zdemaskowania czarownic pastor Hale ma obsesję czystych rąk i pragnie się sprawdzić jako sługa Kościoła, ale jego idiosynkrazje dobitnie pokazują poniesioną na tym froncie porażkę. Władza nad duszami i ciałami ludzkimi doprowadza bohaterów do upadku, lud trzeba wciąż karmić tragedią, horrorem i masakrą, a mówienie prawdy traktowane jest jako przejaw głupiej dumy. Tygiel zawierający zabobonną, zawistną i pełną uprzedzeń społeczność postawiono już nad paleniskiem nieuczciwości i zdrady. Czy będziemy płonąć w tym ogniu?

Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana

Kategorie:


Cytat Dnia

„Nie chciało się przestać patrzeć na Modesta Rucińskiego oraz Annę Cieślak, szczególnie w ich wspólnej scenie. Aktorowi w główniaku nie zamierzam kadzić, choć wypadł wspaniale, lecz rolą Proctora, że powiem ewangelicznie, już dostał swoją nagrodę. No dobra, wystarczy miziańska z obsadą à la Łukasz Maciejewski”

Maciej Stroiński o „Czarownicach z Salem”, reż. Tomasz Fryzeł; E-teatr.pl, 23.10.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL