„Espero” w choreografii Edyty Szachniewicz to taneczny spektakl fabularny, w którym widz prowadzony jest przez historię niemal za rękę. Mimetyczny ruch tancerzy pozwala szybko zaangażować się w opowieść o szóstce nieznajomych podróżujących do Londynu.
Towarzysząc podróżnym, szybko odkrywamy, że zgromadzenie pozornie „obcych” sobie osób wcale nie jest przypadkowe. Po konduktorskim gwizdku do pociągu „Espero” wsiada Ludwik Zamenhof, wioząc rękopis „Unua Libro”. Towarzyszą mu guwernantka (Katarzyna Wiktorko), szukająca zmian, Sherlock (Radosław Kamiński) i Enola (Nela Tołwińska) Holmes oraz tajemnicza agentka (Weronika Juchimiuk). Intryga wisi w powietrzu, a klimat detektywistycznej zagadki wzmacnia muzyka skomponowana przez Marcina Nagnajewicza. Wiemy, że coś ma się wydarzyć, i w napięciu czekamy na rozwój wydarzeń.
Pierwsze sceny oswajają widza z samą formą tańca. Konduktor (Gabriel Piotrowski) wita nas bardziej pantomimicznym, dynamicznym ruchem, a dosłowność scenografii – wspomnianego przedziału pociągu – przypomina klasyczny teatr dramatyczny.
Wraz z rozwojem wydarzeń rozwija się sama choreografia. Początkowe sekwencje ruchowe Katarzyny Wiktorko i Karola Poleckiego budują romantyczny obraz podróży jako obietnicy czegoś lepszego. Podróżującym pociągami bliski może stać się motyw niemal dosłownego „uniesienia” literaturą i zatarcia granic rzeczywistości.
Wiktorko, tak jak w „Hockach-Klockach” we własnej choreografii czy w „Nocnych ikonach” w reż. Patryka Ołdziejewskiego, dodaje tej scenie właściwą sobie lekkość i promienność. Z kolei kilkukrotne zapętlenie tej sekwencji wywołuje w odbiorcy rodzaj kojącej afirmacji krzątactwa w duchu Brach-Czainy.
Przy kolejnych stacjach przedział się zapełnia. Wsiadają Sherlock Holmes z młodszą siostrą oraz tajemnicza Francuzka. Nowe postacie wywołują kolejne interakcje i zagęszczenie akcji.
Dynamiczne i pozornie chaotyczne sekwencje grupowe przeplatają się ze scenami przedstawienia każdej postaci w jej własnym języku ruchu. Mamy pełen wachlarz opcji – współczesny, jazzowy, street dance, hip-hop, breakdance, popping, elementy baletu czy tango.
Jednocześnie indywidualne sceny poznawania kolejnych postaci nie zatrzymują akcji. Raczej każde takie spotkanie popycha fabułę, co czyni spektakl spójnym i konsekwentnym dramaturgicznie.
Solowa scena Karola Poleckiego zapada w pamięć. Tancerz kojarzony ze streetdance’em, w tym z poppingiem, pokazuje tu zupełnie inną jakość tego stylu. Polecki jako Zamenhof ucieleśnia bezsilność, niepokój i walkę o odzyskanie kontroli nad swoją fizycznością. Paradoksalnie scena słabości ciała pokazuje możliwości Poleckiego i jego świadomość własnego organizmu.
Zupełnie inną energię wnosi duet Radosława Kamińskiego i Neli Tołwińskiej jako rodzeństwa Holmesów. Jest w nim lekkość, humor i dużo ciepła. Bohaterowie pozostają jednocześnie zanurzeni w akcji – badają, obserwują, prowadzą śledztwo – a ich ciała współgrają w sposób płynny i naturalny.
Z kolei scena tanga Gabriela Piotrowskiego i Weroniki Juchimiuk staje się kontrapunktem dla poprzednich scen, budując napięcie przed kulminacją spektaklu. Techniczna dyscyplina Juchimiuk, mocno zarysowana postać agentki i przepięknie dobrany kostium tworzą obraz hipnotyczny. Piotrowski i Juchimiuk tworzą mocną scenę, utrzymującą uwagę widza i przygotowującą na rozwiązanie akcji i happy end całej historii.
Spektakl nie ogranicza się do jednego stylu. Raczej je miesza, ukazując różne osobowości i charaktery, a każdy z tych języków ruchu ma swoją funkcję dramaturgiczną.
Dobrze pracują z tym również scenografia i kostiumy. Realistyczny przedział pociągu precyzyjnie określa czas i miejsce akcji. Sama scenografia dość mocno ogranicza przestrzeń sceniczną – zawęża ją do szerokości przedziału dla sześciu osób – ale jest ona bardzo świadomie wykorzystana choreograficznie. Światło zostało wyreżyserowane przez Mateusza Bułatewicza tak, by podbijało emocjonalny charakter scen, nie odciągając uwagi widza od toczących się wydarzeń.
Kostiumy są dopracowane w najdrobniejszych szczegółach – od kolorów i faktur po dopasowanie do charakteru i typu urody poszczególnych postaci. Podobnie muzyka Marcina Nagnajewicza potrafi podkreślić zarówno komizm sytuacji, jak i kryminalny charakter historii czy rosnące napięcie.
Postacie są przy tym dość jednoznacznie skonstruowane – szybko odgadujemy, kto odgrywa rolę czarnego charakteru. Ta prostota pozwala przyjemnie płynąć przez historię. Jednocześnie prosta fabuła wymaga nienagannego wykonania technicznego.
Edyta Szachniewicz rezygnuje z nadmiernej efektowności na rzecz spójności przekazu i wykorzystanych środków. W centrum pozostaje historia zbudowana z różnorodności ruchowej i interakcji między tancerzami, a świetnie obsadzone postaci i doskonałe wykonanie sprawiają, że całość pozostaje autentyczna.
„Espero” mówi o prostych wartościach – o nadziei, porozumieniu, potrzebie łączenia ludzi. Prostota idei nie musi oznaczać jednak naiwności. Lekkość historii nie oznacza płytkości. Tutaj jest ona równoważona przez świadome prowadzenie dramaturgii, wykorzystanie przestrzeni i różnorodność języków ruchu.
U Szachniewicz taniec znajduje się w centrum nie tylko jako sposób opowiedzenia historii, lecz także jako materializacja idei Zamenhofa. Spektakl sięga do tradycji mimetycznych tańca klasycznego, osadzając historię we współczesnych technikach tanecznych, ale przede wszystkim łączy widza z tańcem, pozwalając wejść w jego język poprzez fabułę. Kontekst lokalny związany z postacią Zamenhofa dodatkowo uatrakcyjnia odbiór. Jak pokazuje fenomen od wielu sezonów żywego spektaklu BTL „Hotel Ritz. Musical” w reż. Joanny Drozdy, potrzebujemy takich historii do wzmacniania własnej tożsamości.
Białostocki Teatr Lalek