O „Królu Maciusiu Pierwszym” Tadeusza Kabicza na podstawie napisanej przeszło 100 lat temu przez Janusza Korczaka książki zrobiło się głośno długo przed jego premierą. Najpierw za sprawą powrotu po latach do Teatru Telewizji Marka Kondrata w roli Doktóra, potem z powodu śmierci Jana Frycza, który zagrał w spektaklu swoją ostatnią rolę na tej największej scenie świata.
W obliczu tych okoliczności istniała obawa, że wymowa historii stworzonej przez Janusza Korczaka nie wybrzmi dostatecznie mocno. Tak się jednak nie stało. Także dzięki wspomnianym wyżej aktorom, a i całej obsadzie spektaklu. A ta jest prima sort, jak się mówiło w czasach współczesnych tytułowemu bohaterowi. Dość wymienić takie nazwiska, jak Danuta Stenka (Ministra oświaty), Karolina Gruszka (Ministra finansów), Tomasz Kot (Minister sprawiedliwości) czy Borys Szyc jako Minister wojny.
Najbardziej oczywista konkluzja płynąca z „Króla Maciusia Pierwszego” to ta mówiąca o tym, że sprawowanie władzy nie jest igraszką i nawet najlepsze chęci, niepoparte doświadczeniem mogą doprowadzić do takich strasznych wydarzeń, jak wojna. A jeśli do tego dodać otoczenie 10- letniego króla, które bez skrupułów wykorzystuje jego niewiedzę i trochę nazbyt idealistyczne postrzeganie rzeczywistości, dba raczej o swoje korzyści niż o dobro wspólne, to efekt takiej sytuacji jest dość przewidywalny. Przedstawienie pokazuje też, jak władza potrafi zmienić władcę; jak niedaleko jest od deklaracji reformowania państwa w imię dobra podwładnych do autokratyzmu i tyranii. Dobrze, by każdy z rządzących miał jak król Maciuś Doktóra, będącego w założeniu reżysera uosobieniem samego Korczaka , kogoś, kto mu uświadomi, że każda decyzja ma swoje konsekwencje.
Kolejna ważna kwestia poruszona przez Korczaka dotyczy dzieci i ich praw oraz obowiązków dorosłych wobec nich. Przede wszystkim należy zaprzestać prób urządzania im świata według własnego widzimisię. Należy dać dzieciom prawo do dokonywania zmian w istniejącej rzeczywistości, pozwolić decydować o sobie (znakomicie to wybrzmiewa w scenie parlamentu dziecięcego, gdy dzieci żądają niecałowania ich przez dorosłych przy każdej nadarzającej się okazji). Ważne jest też zapewnienie dzieciom realizowania się w relacjach z rówieśnikami (vide wątek niemal braterskiej przyjaźni z Felkiem granym przez dobrze rokującego Michała Królikowskiego).
Tadeusz Kabicz, jeden z najwszechstronniejszych reżyserów młodego pokolenia, dokonał adaptacji książki Korczaka bez przesadnego jej uwspółcześniania (najwyraźniejszym przejawem tego dopasowania do czasów dzisiejszych jest wprowadzenie parytetów płciowych w radzie ministrów). Wprowadził także osobę guwernantki – narratorki (Magdalena Popławska), by w ten sposób upamiętnić postać współpracowniczki Starego Doktora, Stefanii Wilczyńskiej. Oprócz adaptacji i reżyserii napisał teksty piosenek, które pospołu z animowanymi wstawkami pełnią rolę oryginalnej narracji przekazującej dzieje króla, których nie pokazano w akcji bieżącej. Znakomicie wykonał je grający – jakże prawdziwie, szczególnie w scenach osamotnienia małego władcy – postać Króla Maciusia Tymon Bitkowski, mimo że kompozytor Szymon Sutor nie ułatwił mu zadania, tworząc skomplikowane melodie.
Docenić trzeba również pracę osoby odpowiedzialnej za casting do ról epizodycznych (niestety, nie zaznaczonej wyraźnie w napisach końcowych) za genialny dobór dzieci do scen w parlamencie dziecięcym, przywodzących jako żywo sceny z Sejmu rzeczywistego (brakowało tylko szczekania jakiejś posłanki). Wizualnymi walorami pierwszej w tym sezonie premiery są przede wszystkim utrzymane w tonacji sepii zdjęcia Marcina Szołtyska oraz stylowa scenografia i kostiumy Maksymiliana Maca.
Choć „Król Maciuś Pierwszy” Janusza Korczaka postrzegany jest jako bajka dla dzieci, to spektakl Tadeusza Kabicza w Teatrze Telewizji powinni obejrzeć także dorośli, zwłaszcza ci sprawujący władzę. Może – zobaczywszy siebie w krzywym zwierciadle – coś zrozumieją?
Teatr Telewizji