„Powrót do gwiazd” – dyplom studentów krakowskiej AST zaprezentowany podczas 44. Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi – można oczywiście czytać jako sceniczną wariację na temat Lema i futurystycznych lęków. Mam jednak wrażenie, że najciekawsze rzeczy wydarzały się tutaj gdzie indziej. Nie w samej opowieści o technologii czy dystopijnej przyszłości, lecz w obserwowaniu grupy młodych artystów, którzy budują na scenie własny język wspólnoty.
To przedstawienie najmocniej działa wtedy, gdy przestaje tłumaczyć świat przedstawiony, a zaczyna pracować rytmem zespołu. Reżyserka Ewa Rucińska bardzo świadomie oddaje przestrzeń aktorom i relacjom między nimi. Dzięki temu spektakl nie zamienia się w ilustrację science fiction ani teatralną wersję filmowych cytatów z popkultury. Znacznie ważniejsze okazuje się napięcie między jednostką a grupą – między potrzebą bliskości a poczuciem wyobcowania.
Ogromną rolę odgrywa tu choreografia Wojciecha Dolatowskiego. To jeden z tych przypadków, kiedy ruch sceniczny nie pełni funkcji estetycznego dodatku, ale realnie buduje znaczenia. Sceny zbiorowe zostały opracowane z imponującą precyzją – aktorzy poruszają się synchronicznie, ale nie mechanicznie. Widać w tym nie tylko dyscyplinę pracy, lecz także świadomość partnerowania i wzajemnego słuchania się na scenie.
Szczególnie interesujące były momenty, w których choreografia zaczynała przypominać system społecznej kontroli. Powtarzalność gestów, rytmiczne układy ciał i zbiorowa pulsacja scen dawały poczucie świata uporządkowanego aż do granic duszności. W takich chwilach przedstawienie mówiło o przyszłości znacznie więcej niż w dosłownych dialogach.
Bardzo dobrze wybrzmiała również warstwa muzyczna. Dawid Sulej Rudnicki stworzył kompozycje, które nie próbują dominować spektaklu, ale konsekwentnie podtrzymują jego emocjonalny rytm. Duże wrażenie robi przygotowanie wokalne zespołu. Co istotne, śpiew nie funkcjonuje tutaj jako osobny numer popisowy – został naturalnie wpisany w przebieg scen i relacje bohaterów.
Najmocniej działały fragmenty zespołowe, wymagające precyzji i wzajemnego zaufania. Partie harmoniczne brzmiały czysto, a aktorzy zachowywali jednocześnie swobodę sceniczną. Widać było solidną pracę wykonaną pod opieką Justyny Motylskiej. Na tym tle wyróżniali się również poszczególni wykonawcy – szczególnie Dawid Dąbrowski, operujący dużą energią sceniczną i wyrazistą ekspresją wokalną, oraz Michalina Zgaińska, wprowadzająca do spektaklu bardziej intymny ton.
Ciekawie funkcjonowała też sama przestrzeń sceniczna. Scenografia Stefanii Chiarelli pozostaje oszczędna, ale dzięki temu nie odciąga uwagi od aktorów. Kosmos nie został tutaj zbudowany dekoracją, lecz światłem, ruchem i dźwiękiem. To rozwiązanie okazało się trafne – futurystyczny klimat rodził się bardziej w wyobraźni widza niż w efektowności scenicznych środków.
Najbardziej poruszający wydaje się jednak kontekst samego dyplomu. Trudno nie patrzeć na bohaterów spektaklu jak na metaforę młodych ludzi stojących u progu zawodowego życia. Oni także za chwilę opuszczą bezpieczny układ, który znali przez kilka lat, i trafią do rzeczywistości niepewnej, konkurencyjnej i nieprzewidywalnej. W tym sensie „Powrót do gwiazd” staje się opowieścią nie tyle o podróży kosmicznej, ile o momencie przejścia.
To spektakl dobrze zrealizowany, energetyczny i bardzo zespołowy. Nie próbuje na siłę rewolucjonizować teatru ani udowadniać swojej „nowoczesności”. Jego siła tkwi raczej w rzetelności wykonania, sprawności muzycznej i umiejętności budowania wspólnego scenicznego pulsu. Po festiwalowym pokazie zostaje przede wszystkim przekonanie, że krakowska AST wypuszcza artystów świadomych zarówno techniki, jak i odpowiedzialności za partnera na scenie. A to bywa dziś cenniejsze niż najbardziej spektakularne efekty.
AST Kraków