Pęknięcie, które nie nadchodzi

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Pęknięcie, które nie nadchodzi

O „Przestańcie udawać, że jest wam dobrze, skoro wasza dusza zalewa się łzami” Hanocha Levina w reż. Aleksandry Popławskiej z AST we Wrocławiu na Festiwalu Szkół Teatralnych pisze Wiesław Kowalski.

Opublikowano: 2026-05-21
fot. Grzegorz Gołębiowski
Ocena recenzenta/tki: (4/10) – poniżej przeciętnej/rozczarowujący

Spektakl dyplomowy wrocławskiej AST oparty na „Chefecu” Hanocha Levina i fragmentach „Królestwa wszechwanny” miał ambicję połączenia groteski, kabaretu, politycznej paraboli i egzystencjalnego dramatu o wykluczeniu. Tyle że ta wielowarstwowa konstrukcja okazała się zarazem jego największym problemem. Przedstawienie sprawia wrażenie projektu, który bardziej ufa atrakcyjności estetycznej i sile samego materiału literackiego niż procesowi wydobywania sensów z relacji między postaciami. Levin wymaga bowiem nie tylko intensywności, ale przede wszystkim precyzji – umiejętności prowadzenia aktora po cienkiej granicy między okrucieństwem, śmiesznością i rozpaczą. Tutaj ta granica bardzo często się rozmywa.

Najbardziej odczuwalny staje się brak wyraźnego rytmu emocjonalnego. Poszczególne sceny rozgrywane są niemal stale na wysokim poziomie ekspresji, przez co spektakl szybko traci dramaturgiczne napięcie. Krzyk, groteskowy gest, histeria i świadome przerysowanie pojawiają się niemal bez kontrapunktu ciszy czy zwyczajności. A przecież u Levina właśnie zderzenie banału z przemocą bywa najbardziej przejmujące. Tutaj bohaterowie od początku wydają się zamknięci w określonych tonacjach i rzadko wychodzą poza przypisane im figury.

Widać, że młodzi aktorzy zostali wrzuceni w bardzo wymagającą konwencję, która domaga się ogromnej świadomości środków wyrazu. Nie chodzi nawet o brak talentu czy scenicznej energii – tej zespołowi odmówić nie można – ale o to, że wiele ról zatrzymuje się na zewnętrznej ekspresji. Aktorzy często jedynie sygnalizują emocje, nie zawsze znajdując dla nich wewnętrzne uzasadnienie. W efekcie trudno naprawdę wejść w samotność, upokorzenie czy desperację bohaterów. Levinowski absurd przestaje wtedy boleć, a zaczyna funkcjonować jedynie jako estetyczny ornament, pozbawiony emocjonalnego ciężaru.

Szczególnie problematyczne okazuje się wykorzystanie fragmentów „Królestwa wszechwanny”. W teorii miały one zapewne poszerzyć świat przedstawiony i nadać mu bardziej kabaretowy oraz metaforyczny wymiar. W praktyce jednak rozbijają konstrukcję dramatu. „Chefec” sam w sobie jest tekstem zwartym i precyzyjnie budującym mechanizm społecznego wykluczenia. Wprowadzane dopiski i dodatkowe sekwencje nie tyle pogłębiają sensy, ile chwilami odciągają uwagę od centralnego konfliktu. Powstaje wrażenie literackiego kolażu, którego elementy nie zawsze układają się w organiczną całość.

Także estetyka spektaklu wydaje się momentami nazbyt oczywista. Kampowe kostiumy, kabaretowe stylizacje, muzyczne interludia i świadomie przerysowana forma tworzą atrakcyjną powierzchnię wizualną, ale z czasem zaczynają działać przewidywalnie. Zabrakło tu może ryzyka prostoty – momentów, w których aktor i tekst mogliby pozostać wobec widza niemal bezbronni. Im bardziej przedstawienie podkreśla swoją teatralność, tym mniej zostaje miejsca na autentyczne pęknięcie, w którym mogłaby ujawnić się prawdziwa bezradność i samotność bohaterów.

Nie do końca przekonuje również polityczny wymiar inscenizacji. Motyw „obcego” pozostaje wprawdzie obecny, jednak przedstawienie jedynie go sygnalizuje, nie rozwijając tego w pełnowymiarowy konflikt sceniczny. Recenzenci chętnie dopowiadają spektaklowi kontekst społeczny i metaforyczny, tymczasem samo przedstawienie częściej pokazuje abstrakcyjny mechanizm wzajemnego upokarzania niż konkretną diagnozę rzeczywistości. Uniwersalizacja tematu wyobcowania prowadzi chwilami do utraty jego ostrości.

Najciekawsze momenty pojawiają się wtedy, gdy przedstawienie na chwilę rezygnuje z nadmiaru efektów i pozwala wybrzmieć samotności bohaterów. Takie momenty pojawiają się między innymi w kilku sekwencjach granych przez Szymona Ozymkę w roli Chefeca – można dostrzec wtedy potencjał bardziej intymnego, mniej ostentacyjnego grania. W takich chwilach Levin zaczyna naprawdę działać – nie jako dostarczyciel groteskowych obrazów, lecz autor okrutnie celnych obserwacji o ludzkiej potrzebie dominacji, poniżania i rozpaczliwego pragnienia akceptacji.

Być może problem tego dyplomu polega na tym, że Aleksandrze Popławskiej nie udało się znaleźć takiego języka pracy z zespołem, który pozwoliłby młodym aktorom naprawdę wejść w skomplikowaną materię Levina. To autor wymagający ogromnej precyzji, dyscypliny i umiejętności balansowania między groteską a psychologiczną prawdą. Tutaj często odnosi się wrażenie, że inscenizacyjny nadmiar zaczyna momentami przesłaniać relacje między bohaterami.

To przedstawienie niewątpliwie ambitne i momentami intrygujące wizualnie, ale ostatecznie bardziej interesujące jako świadectwo poszukiwań niż jako spełniona interpretacja Levina. W jego świecie śmiech zawsze powinien pozostawiać po sobie ślad bólu. Tymczasem po tym spektaklu pozostaje przede wszystkim poczucie niedosytu.

AST Wrocław 

Kategorie:


Cytat Dnia

„Spektakl jest absolutnie oczobijny”

Rafał Turowski o „Hamlecie”, reż. Kamil Białaszek; rafalturow.ski, 20.05.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL