Pomiędzy iluzją a obecnością
O „Burzy” Williama Shakespeare’a w reż. Tomasza Fryzła z Teatru Studyjnego na Festiwalu Szkól Teatralnych w Łodzi pisze Wiesław Kowalski.
fot. Ania Zegar




O „Burzy” Williama Shakespeare’a w reż. Tomasza Fryzła z Teatru Studyjnego na Festiwalu Szkól Teatralnych w Łodzi pisze Wiesław Kowalski.
fot. Ania Zegar
„Burza” w reżyserii Tomasza Fryzła, przygotowana jako spektakl dyplomowy studentów łódzkiej Szkoły Filmowej, nie próbuje uwspółcześniać Shakespeare’a poprzez publicystyczne komentarze ani efektowne interpretacyjne gesty. Reżysera bardziej interesuje sam moment spotkania aktora z rolą, napięcie pomiędzy sceniczną fikcją a żywą obecnością człowieka na scenie. Dzięki temu jego przedstawienie staje się opowieścią nie tyle o wydarzeniach zapisanych w dramacie, ile o dojrzewaniu do własnej tożsamości i konfrontacji z samym sobą.
Już od pierwszych scen widać, że Fryzeł konsekwentnie rozwija język teatru obecny także w jego wcześniejszych realizacjach — skoncentrowany na aktorze, rytmie słowa i świadomym rozszczelnianiu scenicznej iluzji. W „Gościu wieczerzy pańskiej” interesowało go zderzenie duchowości z doświadczeniem wspólnoty, w „Ciemności kryją ziemię” przyglądał się mechanizmom ideologicznej opresji i uwikłaniu jednostki w system władzy. „Burza” wydaje się kolejnym etapem tych poszukiwań. Tym razem reżyser pyta o granice ludzkiej sprawczości oraz o to, czy teatr może stać się miejscem autentycznego doświadczenia, a nie wyłącznie estetycznej konstrukcji.
Najciekawsze okazuje się tutaj nieustanne zawieszenie między fikcją a realnością. Aktorzy balansują pomiędzy graniem postaci a ujawnianiem własnej obecności i własnej wrażliwości. Nie chodzi jednak o prosty autotematyzm, lecz o próbę pokazania procesu — momentu, w którym młodzi aktorzy mierzą się zarówno z tekstem Shakespeare’a, jak i z własną sceniczną świadomością. Ten aspekt szczególnie mocno wybrzmiewa właśnie w spektaklu dyplomowym. „Burza” staje się opowieścią o przechodzeniu w nowy etap życia, o niepewności, lęku i potrzebie odnalezienia własnego miejsca.
Fryzeł wyraźnie rezygnuje z budowania zamkniętego świata iluzji. Scenografia Anny Oramus pozostaje oszczędna, oparta na podestach i otwartej przestrzeni, która nie tworzy realistycznej wyspy, lecz raczej umowną przestrzeń psychicznych napięć. Znacznie ważniejsze od samego miejsca okazują się relacje między bohaterami, przepływy emocji i zmieniające się układy sił. Podobnie działa światło Klaudyny Schubert oraz muzyka Nikodema Dybińskiego — nie pełnią funkcji ilustracyjnej, lecz współtworzą atmosferę zawieszenia i niepewności.
Najbardziej interesujące są momenty, kiedy przedstawienie świadomie odsłania własną teatralność. Komendy dochodzące zza sceny, polecenia uruchamiające wyobraźnię czy sceny przypominające ćwiczenia aktorskie nie wydają się efektem inscenizacyjnej bezradności. Przeciwnie — Fryzeł pokazuje teatr jako proces powstawania emocji, znaczeń i relacji. Dzięki temu „Burza” staje się również opowieścią o samym akcie grania — o tym, w jaki sposób słowo, ciało i obecność aktora budują sceniczną prawdę.
Nie przekonuje mnie więc zarzut, że spektakl pozostaje nieczytelny czy nadmiernie abstrakcyjny. Owszem, Fryzeł rezygnuje z linearnego prowadzenia narracji, ale nie robi tego po to, by komplikować Shakespeare’a dla samej intelektualnej gry. Bardziej interesuje go stan ciągłego zawieszenia — pomiędzy emocją i świadomością, doświadczeniem i rolą, fikcją i realnością. To właśnie w tej niejednoznacznej przestrzeni rodzi się najważniejsze napięcie przedstawienia.
Bardzo dobrze wypada zespół aktorski, zwłaszcza jeśli pamiętać, że mamy do czynienia ze spektaklem dyplomowym. Młodzi aktorzy tworzą wyraźną wspólnotę sceniczną, uważnie siebie słuchają i potrafią utrzymać rytm przedstawienia nawet w bardziej fragmentarycznych scenach. Szczególnie mocna okazuje się Alicja Wieniawa-Narkiewicz jako Kaliban. Jej bohater nie jest jedynie „innym” czy wykluczonym potworem, lecz kimś boleśnie świadomym własnego odrzucenia. Aktorka buduje rolę poprzez napięcie fizyczne, gwałtowne zmiany rytmu i intensywną obecność sceniczną, unikając przy tym publicystycznej dosłowności.
Interesująco wybrzmiewa również Ariel grany przez Annę Pentz. Fryzeł nie tworzy z tej postaci eterycznego ducha rodem z baśniowej konwencji. Ariel staje się raczej impulsem uruchamiającym działanie, energią stale obecną pomiędzy bohaterami, choć trudną do jednoznacznego uchwycenia. To świadome odejście od tradycyjnych interpretacji tej postaci przynosi ciekawy efekt. Warto również zwrócić uwagę na rolę Mirandy w interpretacji Mileny Zając i postać Antonia Marcela Barry.
Nie wszystkie elementy przedstawienia są równie przekonujące. Bywają momenty, gdy intelektualny koncept zaczyna dominować nad emocjonalnym rytmem spektaklu, a część scen zbiorowych traci dramaturgiczną temperaturę. Jednak nawet wtedy Fryzeł konsekwentnie prowadzi aktorów przez skomplikowaną strukturę znaczeń, budując teatr oparty bardziej na procesie niż na efekcie. Na tym tle szczególnie wyraziście wypada Prospero Jędrzeja Matwijówa. Aktor unika łatwej monumentalności i nie buduje bohatera poprzez autorytet czy chłodną dominację. Jego Prospero jest człowiekiem zranionym, wewnętrznie pękniętym, momentami wręcz bezradnym wobec własnych obsesji i potrzeby kontroli. Ta kruchość okazuje się interesująca, bo nadaje postaci bardziej ludzki wymiar i dobrze współbrzmi z interpretacją Fryzła, którego bardziej niż historia zemsty interesuje proces dojrzewania do przebaczenia i pojednania z samym sobą.
Największą siłą tego spektaklu pozostaje konsekwencja. Fryzeł nie próbuje przypodobać się widzowi ani upraszczać Shakespeare’a do kilku współczesnych haseł. Buduje przedstawienie wymagające skupienia i gotowości wejścia w jego rytm. Chwilami bywa nierówne, czasem zbyt świadomie laboratoryjne, ale jednocześnie pozostaje uczciwe wobec własnych założeń i konsekwentne w budowaniu teatralnego języka.
„Burza” w Teatrze Studyjnym nie jest efektownym popisem reinterpretacyjnej brawury. To raczej przedstawienie o dojrzewaniu — zarówno bohaterów, jak i samych aktorów. O wychodzeniu z chaosu ku próbie nazwania siebie. I właśnie dlatego, mimo pewnych niedoskonałości, spektakl Fryzła pozostaje w pamięci znacznie dłużej niż wiele formalnie doskonalszych realizacji Shakespeare’a.
„Spektakl jest absolutnie oczobijny”
Używamy plików cookie, aby poprawić jakość przeglądania, wyświetlać reklamy lub treści dostosowane do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz analizować ruch na stronie. Polityka Prywatności
Niezbędne pliki cookie przyczyniają się do użyteczności strony.
Umożliwiają stronie zapamiętanie informacji zmieniających wygląd.
Pomagają zrozumieć, jak użytkownicy zachowują się na stronie.
Stosowane w celu śledzenia użytkowników i wyświetlania reklam.