Robert Bondara od lat konsekwentnie buduje własny język choreograficzny — teatr tańca zanurzony w filozofii, literaturze i emocjonalnym niepokoju współczesności. W „Androidach”, najnowszej premierze Polskiego Baletu Narodowego w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej, choreograf po raz kolejny udowadnia, że interesuje go nie tyle efektowność samego ruchu, ile człowiek postawiony wobec granicy: politycznej, psychicznej czy technologicznej. Tym razem osią spektaklu staje się pytanie o świadomość sztucznej inteligencji oraz o to, co właściwie definiuje człowieka.
Inspiracje Philip K. Dick, Isaac Asimov czy kinem science fiction są tu wyraźne, ale Bondara nie tworzy ilustracyjnej adaptacji fantastycznej opowieści. Cyberpunkowa estetyka spektaklu staje się raczej pretekstem do rozmowy o współczesnym człowieku zagubionym w rzeczywistości gwałtownych przemian technologicznych. O samotności. O potrzebie empatii. O świecie, w którym emocjonalny chłód zaczyna dominować nad relacjami.
Największą siłą spektaklu okazuje się choreografia — niezwykle dynamiczna, precyzyjna i organiczna zarazem. W pierwszym akcie Bondara buduje rozbudowane sceny zbiorowe, które hipnotyzują rytmem i przestrzenną wyobraźnią. Tancerze poruszają się niczym jeden organizm: raz przypominają perfekcyjnie działający mechanizm, innym razem anonimowy tłum zagubiony w świecie po bliżej nieokreślonej katastrofie. To właśnie tutaj najmocniej widać rozwój choreograficznego języka Bondary.
W „Zniewolonym umyśle” w Operze Nova choreograf skupiał się przede wszystkim na konflikcie jednostki z systemem. Tam ruch był bardziej nerwowy, poszarpany, podporządkowany idei opresji i politycznego zniewolenia. W „Androidach” Bondara idzie dalej — jego choreografia staje się płynniejsza, bardziej filmowa i sensualna. Nadal pozostaje intelektualna, ale tym razem znacznie mocniej działa na emocje oraz zmysły widza. Tam dominował niepokój i filozoficzna analiza, tutaj dochodzi jeszcze fascynacja cielesnością, relacją i bliskością.
Szczególnie wyraźnie widać to w drugim akcie, zdominowanym przez duety. Bondara rezygnuje tam z monumentalności na rzecz intymności — i właśnie w tej bardziej kameralnej formule spektakl osiąga największą siłę oddziaływania. Duety są przepiękne: pełne napięcia, czułości i nieustannego balansowania pomiędzy mechaniczną precyzją a ludzkim odruchem. Ciała tancerzy raz działają synchronicznie niczym zaprogramowany układ, by za chwilę eksplodować emocją i kruchością. To choreografia niezwykle wymagająca technicznie, ale przede wszystkim znakomicie opowiedziana dramaturgicznie.
Ogromną rolę odgrywa muzyka Przemysława Zycha — jedna z najmocniejszych stron przedstawienia. Monumentalna, pulsująca, momentami wręcz przytłaczająca partytura nie jest jedynie tłem dla tańca. Buduje świat spektaklu i nadaje mu emocjonalny ciężar. Zych tworzy dźwiękową rzeczywistość, która doskonale współgra z mroczną futurystyczną estetyką przedstawienia, ale jednocześnie pozostaje bardzo ludzka i emocjonalna. To muzyka, która potrafi zarówno napędzać sceny zbiorowe, jak i subtelnie prowadzić najbardziej intymne momenty spektaklu. W połączeniu z orkiestrą prowadzoną przez Martę Kluczyńską daje to efekt imponujący.
Warstwa wizualna również robi ogromne wrażenie. Scenografia Diany Marszałek, projekcje Kamila Polaka, genialne światła Macieja Igielskiego i kostiumy Martyny Kander tworzą spójny, mroczny świat przyszłości. Co ważne — Bondara nie wpada w pułapkę efekciarskiego science fiction. Futurystyczna stylistyka służy tutaj przede wszystkim budowaniu atmosfery osamotnienia i egzystencjalnego chłodu.
„Androidy” pokazują też, jak bardzo dojrzał jako twórca sam Bondara. O ile „Zniewolony umysł” był spektaklem imponującym intelektualnie i dramaturgicznie, o tyle nowa realizacja wydaje się pełniejsza formalnie. Choreograf coraz swobodniej operuje dużą formą, znakomicie prowadzi narrację i potrafi połączyć widowiskowość z filozoficzną refleksją bez popadania w publicystykę czy banał.
Najważniejsze jest jednak to, że „Androidy” nie pozostają jedynie estetycznym widowiskiem. Futurystyczna historia bardzo szybko okazuje się opowieścią o ludzkich emocjach, lękach i potrzebie bliskości. Bondara pyta o to, co jeszcze odróżnia człowieka od stworzonej przez niego maszyny — i robi to językiem tańca z niezwykłą konsekwencją.
To jedno z najpełniej zrealizowanych artystycznych przedsięwzięć Roberta Bondary — spektakl, w którym choreografia, muzyka i warstwa wizualna pozostają w rzadko spotykanej harmonii.
Teatr Wielki – Opera Narodowa