Są takie premiery, które nie trafiają na pierwsze strony ogólnopolskich portali teatralnych, a jednak mówią o kondycji kultury więcej niż najbardziej spektakularne produkcje wielkich scen. Właśnie do tej kategorii należy realizacja operetki „Baron Cygański” Johanna Straussa II w Domu Kultury “Mors”.
Nie chodzi tu wyłącznie o sam tytuł – choć ten, z jego rozmachem, melodyjnością i wieloplanową narracją, mógłby z powodzeniem funkcjonować na scenach operowych największych miast. Istotniejsze jest to, gdzie i jak powstaje. Dębica, miasto oddalone od głównych teatralnych osi Polski, staje się na kilka majowych wieczorów przestrzenią dla przedsięwzięcia, które wymyka się prostym kategoriom amatorszczyzny i profesjonalizmu.
Reżyser Jakub Bulzak podejmuje się zadania, które w instytucjonalnym teatrze realizowane jest przez wyspecjalizowane zespoły: buduje pełnowymiarowe widowisko operetkowe z udziałem solistów, chóru, orkiestry i zespołów tanecznych. Jednak to, co w dużych ośrodkach jest standardem produkcyjnym, tutaj nabiera innego znaczenia – staje się gestem wspólnotowym.
Bo „Baron Cygański” w Dębicy nie jest tylko spektaklem. Jest procesem społecznym. Na scenie spotykają się zawodowi śpiewacy, lokalni muzycy z zespołu szkół muzycznych, członkowie amatorskich grup wokalnych, tancerze zespołów folklorystycznych oraz dzieci ze szkoły podstawowej. Ta wielowarstwowość wykonawcza nie jest kompromisem – jest świadomą strukturą, w której sztuka staje się przestrzenią integracji.
W czasach, gdy instytucje kultury coraz częściej funkcjonują w logice projektowej i frekwencyjnej, tego typu inicjatywy przypominają o pierwotnej funkcji teatru muzycznego: byciu dla ludzi i z ludźmi. W Dębicy nie produkuje się spektaklu dla anonimowej publiczności – tworzy się wydarzenie, którego odbiorcy są jednocześnie jego współtwórcami, sąsiadami, znajomymi, rodziną.
Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia wyłącznie z lokalnym folklorem w miękkim wydaniu. Wybór „Barona Cygańskiego” nie jest przypadkowy. Operetka Straussa – z historią Sandora Barinkaya, zderzeniem światów, pytaniami o tożsamość i społeczne uprzedzenia – niesie tematy zaskakująco aktualne. W kontekście małego ośrodka wybrzmiewają one nawet mocniej: jako opowieść o przynależności, o byciu „u siebie” i „pomiędzy”.
Warto też zwrócić uwagę na model finansowania. Projekt współtworzony przez regionalne instytucje, współfinansowany w ramach programu WspółKultura przez Wojewódzki Dom Kultury w Rzeszowie i samorząd województwa, pokazuje, że decentralizacja kultury nie musi być pustym hasłem. Może być realnym narzędziem umożliwiającym powstawanie ambitnych przedsięwzięć poza metropoliami.
Najbardziej znaczący jest jednak gest udostępnienia spektaklu – bezpłatne wejściówki to nie tylko ukłon w stronę publiczności, ale także deklaracja: kultura wysoka nie jest dobrem luksusowym. Może i powinna być dostępna szeroko, bez barier ekonomicznych.
Czy takie realizacje są w stanie konkurować z produkcjami dużych teatrów muzycznych? To pytanie wydaje się źle postawione. Ich siła nie leży w konkurencji, lecz w odmienności funkcji. Tam, gdzie wielkie sceny oferują perfekcję wykonawczą i spektakularność, małe ośrodki proponują coś równie cennego – autentyczność, zaangażowanie i poczucie współuczestnictwa.
Dębicki „Baron Cygański” jest więc czymś więcej niż kolejną premierą w kalendarzu. To dowód na to, że teatr muzyczny w Polsce nie kończy się na kilku dużych miastach. On trwa – w domach kultury, w szkołach muzycznych, w lokalnych inicjatywach. I być może właśnie tam bije jego najbardziej żywe serce.
WDK