Aż poleje się krew: krakowska „Uroczystość”
O „Uroczystości” T. Vinterberga i M. Rukova w reż. Małgorzaty Bogajewskiej z Teatru Ludowego na 32. Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych pisze Kalina Zalewska.
fot. Jeremi Astaszow




O „Uroczystości” T. Vinterberga i M. Rukova w reż. Małgorzaty Bogajewskiej z Teatru Ludowego na 32. Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych pisze Kalina Zalewska.
fot. Jeremi Astaszow
Małgorzata Bogajewska wyreżyserowała „Uroczystość” Thomasa Vinterberga i Mogensa Rukova. Przedstawienie powstało na jubileusz siedemdziesięciolecia Teatru Ludowego w Krakowie, którym kieruje od blisko dziesięciu lat. Reżyserka wróciła do tekstu, który ćwierć wieku temu był wydarzeniem, choć wydawało się, że najlepsze lata ma już za sobą.
Słynny film Vinterberga (1998), ale i świetny spektakl Grzegorza Jarzyny (2001), zrealizowany w warszawskim TR-ze według teatralnej adaptacji filmowego scenariusza, wprowadziły do kina i na polską scenę temat wykorzystania seksualnego dzieci. Oba dzieła były obrazem walki, jaką podczas urodzinowego przyjęcia pana domu, reprezentującego bogate warstwy europejskiej klasy średniej, staczał z nim jego wykorzystywany w dzieciństwie syn.
Krakowski spektakl portretuje tę walkę z wielką uwagą i wyczuciem dramaturgii, jakby po ujawnieniu licznych afer pedofilskich i – niestety obyciu z tematem – chciał zrekonstruować społeczny mechanizm funkcjonowania tego procederu.
Bogajewska opiera przedstawienie na parze sprawdzonych aktorów. Pana domu gra Piotr Pilitowski, jego syna Christiana – Piotr Franasowicz. Wielokrotnie portretowali na scenie Ludowego relację ojciec – syn, i to w jej najtrudniejszych odmianach. Swoboda i pewność, z jaką grają, wyrasta także z ich poprzednich wcieleń, z ciągłego treningu środków wyrazu. Tym razem też tworzą bardzo dobre role. Pilitowski jest pyszny i twardy jak głaz, Franasowicz gra, jak pisała Wanda Świątkowska „ból nie do ukojenia”. Widzimy jak po latach przeciwstawia się ojcu, choć walka nie leży w jego naturze.
Ofensywa Christiana wiele go kosztuje. W krakowskiej inscenizacji widoczne są jej kolejne etapy, wahania i załamania bohatera, który kilka razy chce się wycofać. Odpowiada mu bowiem zupełna obojętność otoczenia, nie reagującego na to, co mówi. Goście ojca są z nim związani interesami, posadami, długami wdzięczności, co wybrzmiewa w okolicznościowych przemówieniach, domownicy – wspólną egzystencją i więzami krwi. Przeciwstawienie się jubilatowi zburzyłoby status quo jednych i drugich.
Jednocześnie Pilitowski pokazuje ludzkie oblicze potwora, który potrafi zażartować, być miły, czym skutecznie oszukuje innych. Widać, że ci, którzy jak córka Helene, nie doświadczyli jego przewrotności, nią są w stanie w nią uwierzyć. Jedną z ważniejszych kwestii, jaka pada ze sceny, jest wyznanie Christiana, że nie wie dlaczego ojciec to robił. Bohater Pilitowskiego udziela na to brutalnej odpowiedzi, ale jej sens wydaje się zastępczy. Wybuch ujawnia natomiast jego piramidalną pychę. To budzi podejrzenie, że motorem jego działania był fakt, że mógł sobie na nie pozwolić, bo nikt nie stawiał mu oporu. To ciekawa obserwacja. Omnipotencja bohatera, który kontroluje wszystko, może być przyczyną jego upadku. Wskazywałby też na to wyjątkowo duży portret pana domu, w pewnym momencie zawieszony nad sceną.
Brak reakcji obciąża zwłaszcza jego bliskich, przede wszystkim żonę i matkę bohaterów, graną przez Martę Bizoń. Scena, w której aktorka pięknie wykonuje szlagier „My Heart Belongs to Daddy”, a jej postać orientuje się, że śpiewa o własnym podporządkowaniu, chyba najlepiej puentuje tę sytuację.
Franasowicz pokazuje prowadzeniem roli jak trudno przeciwstawić się takiemu ojcu i jak trudno ujawnić tego typu prawdę. Widzimy jak bohater po kolejnych wystąpieniach zapada się w sobie, chce ukryć przed otoczeniem, wystawiony w dodatku na ataki ojca, który walczy o przetrwanie. I jak sięga po kolejny kieliszek. Obserwujemy też jak łatwo winowajca może zdyskredytować przed światem ofiarę, jako kogoś niestabilnego, niespełna rozumu.
Bogajewska prawie nie zmienia świetnie skonstruowanego tekstu. Zastępuje jedynie czarnoskórego narzeczonego Helene (Justyna Litwic), który na przełomie wieków wzbudzał wyraźną niechęć jej brata Michaela – chłopakiem z Ukrainy. To czyni jednak rewolucję, bo lądujemy w naszych czasach, a tekst silniej do nas przemawia. Zwłaszcza że Sviatoslava gra rzeczywisty Ukrainiec, Vitalik Havryla: lekko, z dezynwolturą, jakby nie zauważał, jakie emocje wyzwala na scenie jego obecność.
Na trzeciego protagonistę wyrasta tu Michael (Patryk Palusiński). Beniaminek rodu o krewkim temperamencie, z tendencją do rękoczynów, wychowywany w internacie i szkołach, których nie ukończył, nadrabia braki tęgą miną, ale są one nadto widoczne. Prymitywny i brutalny, ale kiedy trzeba nadskakujący ojcu, jest dzieckiem tej samej europejskiej rodziny, co delikatny, ale dysponujący silnym charakterem Christian, jego nieżyjąca bliźniaczka czy żywiołowa Helene. Stanowi problem, o jaki potykają się wszyscy po kolei, a dramatyczna walka Christiana zdaje się w dodatku otwierać mu drzwi do objęcia w przyszłości przywództwa rodu. Palusiński dobrze wywiązuje się z tego zadania, nawet wykonanie pieśni „Hej, sokoły”, które ujawnia, że śpiewa nieco gorzej niż inni, doskonale „siedzi” w jego roli.
nŚwietnie wybrany song osadza spektakl w polskim kontekście, i w sercu Europy zarazem, z całą złożonością tego faktu. Pieśń z XVIII wieku, skomponowana przez Polaka, była wyrazem zauroczenia Ukrainą, śpiewana przez samych Ukraińców i uznana tam za pieśń ludową, podobnie funkcjonowała u nas, by dziś stać się ozdobą wesel i hucznych przyjęć. Na scenie akcentuje to Roksana Lewak, grająca żonę Micheala, której ciało wyraźnie reaguje na rytm melodii. Pieśń jednak staje się dla jej męża i Sviatoslava ucieczką przed starciem wręcz. Relacja z Ukrainą jawi się jako trudna, podszyta resentymentem, zwłaszcza dla tych, którzy jak polski bohater, nie lubią obcych.
Precyzja, bycie blisko bohaterów i wsłuchiwanie się w to, co się między nimi dzieje, nie przeszkodziło Bogajewskiej w budowie wielkiego widowiska. Tworzy je przede wszystkim scenografia Justyny Elminowskiej, imitująca luksusowe wnętrza. Oprócz wspominanych już szlagierów, przyjęcie ma prowadzącego, a postać Tadeusza Łomnickiego usiłuje sprostać trudnemu zadaniu. Spektakl portretuje nie tylko rodzinę i jej gości (wśród których dostrzegamy Małgorzatę Kochan, Jagodę Pietruszkównę, Małgorzatę Krzysicę, Kajetana Wolniewicza czy Jacka Wojciechowskiego), ale także obsługujący ją personel, wyodrębniony przez Elminowską uniformami, który, by uświetnić przyjęcie, wykonuje układy choreograficzne Maćka Prusaka. Potrawy są anonsowane i podawane w wyszukany sposób, zgodnie z dzisiejszym awansowaniem jedzenia i gotowania do wydarzeń wyższej rangi. Czasami służba serwuje samych siebie, co pokazuje, że nie jest to wcale niewinna zabawa.
Personel jest karny, ale doskonale wie, co się dzieje, ma też swoje zdanie na temat chlebodawców. Ich obecność wprowadza napięcie, ujawnia kto z towarzystwa ma z nimi naturalny kontakt, a kto ich nieustannie ustawia. W tym gronie znajdujemy tak dobrych aktorów jak Paweł Kumięga, precyzyjny w każdym ruchu, doskonale rozgrywający scenę, z której wynika, że wykorzystywane były nie tylko dzieci. Dostrzegamy delikatność, z jaką Lars Ryszarda Starosty pomaga Helene w poszukiwaniu listu od zmarłej siostry, by przypadkiem nie przekroczyć jakiejś granicy; obserwujemy walkę, jaką toczy o Christiana pokojówka Pia, grana przez Marię Chojnacką. Widzimy pianistę Antoniego Włosowicza, który wyraźnie wspiera bohatera, słyszymy śpiew Michaliny Dworzaczek.
Każdy dostał tu czytelne zadanie i każdy broni swojej roli, a całość pracuje jak szwajcarski, a właściwie duński, zegarek. Bogajewska wpisała w tekst „Uroczystości” aktualne realia, co zdynamizowało odbiór. Dzięki temu wyraziła swoje niepokoje, a tekstowi dała drugie życie. Jednocześnie wydobyła mechanizm zjawiska, które ciągle nam towarzyszy – pokazując dlaczego ludzie nie reagują na zło. I dlaczego o sprawiedliwość nadal walczą przede wszystkim same ofiary.
„Spektakl jest absolutnie oczobijny”
Używamy plików cookie, aby poprawić jakość przeglądania, wyświetlać reklamy lub treści dostosowane do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz analizować ruch na stronie. Polityka Prywatności
Niezbędne pliki cookie przyczyniają się do użyteczności strony.
Umożliwiają stronie zapamiętanie informacji zmieniających wygląd.
Pomagają zrozumieć, jak użytkownicy zachowują się na stronie.
Stosowane w celu śledzenia użytkowników i wyświetlania reklam.