O Andrzeju Sewerynie można napisać wiele: aktor o pozycji międzynarodowej, dyrektor jednego z najważniejszych teatrów w Polsce, artysta pracujący przez ponad trzy dekady we Francji.
Ale te określenia niewiele mówią o tym, co najistotniejsze. Seweryn buduje swoją karierę na pracy i konsekwencji.
To człowiek uporządkowany. W myśleniu, w wyborach, w sposobie mówienia o teatrze. Takim go można poznać w rozmowie z Malwiną Kiepiel „Nie wiem o teatrze wszystkiego” w naszym portalu. Nie ma w nim potrzeby autopromocji ani gestów na pokaz. Kiedy mówi o swojej drodze, robi to bez patosu, w trybie spokojnego podsumowania doświadczenia: „Stałem się większym realistą”. To wynik wieloletniej praktyki – zderzenia planów z rzeczywistością instytucji, z jej ograniczeniami i odpowiedzialnością.
Jednocześnie ten realizm nie oznacza rezygnacji z fundamentu. Seweryn myśli teatrem w perspektywie długiego trwania. W jednym z ważniejszych momentów rozmowy mówi: „Urodziłem się dwa i pół tysiąca lat temu, a może jeszcze dawniej”. To skrót jego myślenia o kulturze. Teatr nie zaczyna się dla niego dziś i nie kończy na współczesności. Jest ciągłością, w której kolejne epoki prowadzą z sobą dialog.
Z tego wynika jego podejście do repertuaru i do samej idei teatru. Przeszłość nie jest dla niego ciężarem ani obowiązkiem, lecz punktem odniesienia. Bez niej – jak wynika z jego wypowiedzi – nie sposób zrozumieć teraźniejszości. Stąd obecność klasyki, ale też przekonanie, że teatr jest miejscem myśli, a nie wyłącznie emocji.
To myślenie ma także wymiar bardzo konkretny. Seweryn nie oddziela sztuki od instytucji. Mówi o teatrze jako o całości: o scenie, ale też o finansach, remontach, organizacji pracy. W tym sensie jego dyrekcja nie polega na realizowaniu wizji w oderwaniu od realiów, lecz na utrzymaniu równowagi. Z jednej strony repertuar, z drugiej – odpowiedzialność za instytucję, która ma trwać.
Podobnie konsekwentnie mówi o pracy zespołowej. „Praca w teatrze – podobnie jak w kinie – jest pracą zespołową” – to zdanie porządkuje jego sposób myślenia o hierarchii w teatrze. Aktor nie istnieje bez zaplecza technicznego, bez rekwizytów, światła, organizacji. To oczywistość, która rzadko bywa wypowiadana wprost.
Ważne miejsce w tym porządku zajmuje widz. Nie jako odbiorca, którego należy przekonać lub uwieść, ale jako współtwórca. „To widownia w istocie tworzy przedstawienie. Nie my” – podkreśla.
Ten sposób myślenia nie wyklucza jasnych granic. W kwestiach zasadniczych Seweryn nie pozostawia miejsca na niejednoznaczność: „Nigdy nikomu niczego nie będę zabraniał – poza jednym. Faszyzmem”. Podobnie precyzyjnie mówi o sprawach publicznych: „Jeżeli ktoś nie rozumie, że pomaganie Ukrainie jest […] obroną mojej ojczyzny, która nazywa się Polska, to naprawdę nie wiem, co mam powiedzieć”. Patriotyzm jako konsekwencją myślenia o wspólnocie.
U podstaw tego wszystkiego znajduje się jedno zdanie, które Seweryn przywołuje jako punkt odniesienia w książce Teresy Wilniewczyc poświęconej jego sylwetce. Odpowiedź Gustawa Holoubka na pytanie: po co teatr?
„Teatr powinien uszlachetniać ludzi, kształtować duszę”.
Seweryn wychował się na tym zdaniu i – jak sam tłumaczy – znalazł w nim sens uprawiania zawodu. To zdanie organizuje jego myślenie o teatrze niezależnie od miejsca i czasu. Przenosi je przez kolejne etapy swojej drogi – od Polski, przez ponad trzydzieści lat pracy we Francji, i z powrotem do Warszawy.
Dlatego jego biografia jest historią konsekwentnego wyboru.
Najpełniej oddają to jego własne słowa: „Czy mój wyjazd do Francji stanowił ucieczkę od samego siebie? Myślę, że nie. Chociaż nie jest wykluczone, że kiedyś będę jak stary Peer Gynt, który po kilkudziesięciu latach wraca do swojej wioski i stwierdza, że w gruncie rzeczy jego szczęście było zawsze tu. Nie chcę się zarzekać…”.
Z okazji osiemdziesiątych urodzin życzymy Andrzejowi Sewerynowi, żeby to szczęście — i ta jego „wioska” – była tu, w Polsce. Wśród nas, którzy go szanują i doceniają.
Teatr Polski im. Arnolda Szyfman