Slide
previous arrow
next arrow
To nie przywilej zwycięzców, to gwałt - Teatr dla Wszystkich

To nie przywilej zwycięzców, to gwałt

Na afiszu

To nie przywilej zwycięzców, to gwałt

O spektaklu “Ocalone” Piotra Rowickiego w reż. Mai Kleczewskiej w Teatrze Powszechnym w Warszawie pisze Szymon Białobrzeski.

Opublikowano: 2026-04-14
fot. Magda Hueckel / Teatr Powszechny
Ocena recenzenta/tki: (7/10) – dobry

Latem 1944 roku, na Zieleniaku w powstańczej Warszawie, zorganizowano punkt zborny – tymczasowy obóz, w którym przetrzymywano pochwyconych mieszkańców miasta. Wśród nich znajdowały się kobiety z dziećmi. Jak podaje Muzeum Dulag 121, liczba rozstrzelanych sięga około 300 osób. Mówi się również o masowych gwałtach dokonywanych na kobietach i dziewczętach przez żołnierzy Rosyjskiej Wyzwoleńczej Armii Ludowej. Monodram „Ocalone” oddaje głos tym, których doświadczenie przez lata pozostawało na marginesie historii.

Rozproszone światło, przywodzące na myśl szkolny apel, buduje napięcie i oczekiwanie. Po chwili, od strony widowni, wchodzi Irena K. (Agnieszka Przepiórska) – krucha staruszka, która ma pociągnąć za białą wstążkę i odsłonić pomnik ku czci kobiet zamordowanych na Zieleniaku. Staje przy mównicy, lecz oficjalna uroczystość szybko ustępuje miejsca temu, co wyparte. Biała wstążka zaczyna znaczyć coś innego – staje się śladem nagle przerwanego dzieciństwa.

Już pierwsza próba przemówienia zdradza napięcie, którego nie sposób opanować. Rozedrgane ciało Ireny mówi więcej, niż ona sama chciałaby ujawnić. Z czasem jej obecność na scenie ulega kolejnym przemianom – ciało płynie, drga, szarpie się, aż w końcu zastyga. Co z oczami? Te pozostają jakby nieobecne, utkwione gdzieś poza „tu i teraz”. Towarzyszy im nosowy głos – równie silny, co pogrążony w bezpodstawnym wstydzie.

Zestaw tych środków tworzy przejmującą, cielesną kreację, która prowadzi widza przez doświadczenie piekła. Wspomnienia mieszają się ze sobą: kupowanie biletów na „Piętra wyżej”, przyjazd cyrku, rozmowy z matką. Każde z nich zostaje naznaczone Zieleniakiem – bezpośrednio lub poprzez jego cień. „Sex appeal” Eugeniusza Bodo, który zaledwie kilka lat wcześniej był kulturowym symbolem igraszek damsko-męskich, staje się znakiem seksualnej klątwy, jaka ciąży nad Ireną.

To mglisty sposób opowiadania historii, który w doskonały sposób Kleczewska kontynuuje w „Sublokatorce” – spektaklu utkanym z pogubionych na osi czasu świadectw. „Ocalone” są zaledwie jednym świadectwem, ale niezwykle trudnym, składającym się z wielu odcieni bólu.

Z tego przejmującego rytmu wytrącają jednak projekcje wideo. Ich obecność wydaje się pomyślana jako wizualne dopełnienie rozpadającej się pamięci – co do idei jest to myśl bliska „Decesii” Billa Morrisona. W praktyce jednak materiały zawodzą – zamiast pogłębiać doświadczenie, odciągają od niego uwagę. Podobnie jak w przypadku „Wyzwolenia” tej samej reżyserki, użyte wizualizacje przypominają generyczne wytwory sztucznej inteligencji. Będąc precyzyjnym, nie mam na celu podważania warsztatu autora, lecz estetyki, jaką proponuje. Zamiast manualnego rozpadu taśmy otrzymujemy płynne zniekształcenia obserwowanej rzeczywistości, które nie przekonują.

Można też odnieść wrażenie, że spektakl zbyt szybko wchodzi w rejestr najwyższego napięcia. Wolniejsze budowanie sytuacji – bliższe rzeczywistej dynamice oficjalnego wystąpienia – mogłoby zadziałać na korzyść teatralnego świadectwa, jeszcze bardziej urzeczywistniając Irenę.

Nie są to jednak zastrzeżenia, które zasadniczo podważają siłę „Ocalonych”. To spektakl oparty przede wszystkim na słowie i geście – i to dzięki nim okazuje się najbardziej poruszający.

W pewnym momencie Irena przywołuje słowa jednego z żołnierzy. Po wszystkim, co ją spotkało, usłyszała, że gwałt jest przywilejem zwycięzców, nieuniknionym kosztem wojny.

„Ocalone” stanowczo odwracają tę perspektywę. Pokazują, że gwałt nie jest abstrakcyjną kategorią ani elementem statystyki, lecz doświadczeniem jednostkowym – krzywdą, która domaga się wykrzyczenia. To ważny gest – przywrócenie historii wymiaru żywego świadectwa, ale chyba przede wszystkim zwrócenie uwagi na przemilczane bohaterstwo wielu kobiet.

Teatr Powszechny w Warszawie

Kategorie:


Cytat Dnia

„Cała zabawa z »Bartlebym«, którego maksyma brzmi: »wolałbym nie«, polega właśnie na tym, że o chuj w nim chodzi”

Maciej Stroiński o „Kopiście Bartlebym”, reż. Tomasz Fryzeł; E-teatr.pl, 20.04.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL