Wśród producentów objazdowych spektakli, głównie fars i komedii, narodził się nowy zwyczaj polegający na wystawianiu powszechnie znanych sztuk pod zmienionymi tytułami. Czy dla zmylenia widza? Prawdopodobnie. Dla przykładu: „Umrzeć ze śmiechu” Paula Elliotta grane jest także jako „Prezent z zaświatów”, a „Okno na parlament” Raya Cooneya Agencja Artystyczna Copa zrealizowała pod chwytliwym dla Polaków tytułem „Prawy do lewego”, dodając, że jest to uaktualniona wersja komedii oryginalnie zatytułowanej „Out of Order”, co można przetłumaczyć jako: zepsute, coś, co nie jest ułożone lub działa nieprawidłowo.
To „uaktualnienie” zasadniczo polega na zamianie płci niektórych postaci. Zamiast ministra konserwatywnego rządu, Richarda Willeya, mamy ministrę; w miejsce sekretarki lidera opozycji, Jane Worthington, z którą ów minister z oryginału sztuki umówił się w ekskluzywnym hotelu na pozamałżeńskie tête-à-tête, pojawia się poseł opozycji; zamiast sekretarza ministra George’a Pigdena występuje sekretarka ministry — i tym podobne są to zmiany. Oczywiście zmieniono też imiona i nazwiska. Niezmienny jest natomiast trup, który — jak w powiedzeniu — najbardziej ożywia akcję przedstawienia, stając się niejako motorem napędowym poczynań głównych i drugoplanowych bohaterów. Wśród nich są małżonkowie potencjalnych kochanków (Joanna Moro i Tomasz Oświeciński), wścibski dyrektor hotelu, detektyw oraz kelner rodem z Francji.
Przedstawienia różnych agencji artystycznych, realizowane w dużym stopniu z myślą o sukcesie komercyjnym, kuszą gwiazdorską, najczęściej dublowaną obsadą. Przypomina to słynne pudełko czekoladek z filmu „Forrest Gump”: nigdy nie wiesz, kogo zobaczysz na scenie. Obsada, która wystąpiła w Ostrowcu Świętokrzyskim, poza dwoma przypadkami, pokazała kawał profesjonalnego, komediowego aktorstwa. Ewa Gawryluk gra panią minister w sposób bardzo stonowany, bez niepotrzebnej szarży, do której okazję stwarzają sytuacje dziejące się na scenie. Partnerujący jej Sebastian Cybulski jest zabawny, ale nie karykaturalny, jako miotający się między kochanką a żoną, nieco nieporadny polityk partii opozycyjnej. Świetnie ewoluuje asystentka ministry w interpretacji Urszuli Dębskiej: z lękliwej, zagubionej, szarej myszki staje się równorzędną kreatorką kolejnych wydarzeń. Jarosław Boberek odmiennymi środkami aktorskimi buduje dwie różne kreacje. Mirosław Woźniak imponuje giętkością ciała i popisami gimnastyczno-choreograficznymi — a wszystko to jako… trup (!). Hacen Sahroui jest jak wprost wyjęty z francuskich komedii: obrotny, interesowny kelner.
Wszyscy oni kapitalnie współgrają z… opadającym w newralgicznych momentach oknem — ważnym elementem eleganckiej scenografii Wojciecha Stefaniaka, wyznaczającym poniekąd tempo i rytm przedstawienia. O te właśnie składniki (tak istotne w przypadku farsy) zadbał reżyser Dariusz Taraszkiewicz. W reżyserski pomysł inscenizacyjny idealnie wpisali się również Anna Głogowska (autorka choreografii, grająca też na zmianę z Urszulą Dębską), Monika Rybakiewicz (kostiumy) i Jan Waligórski (opracowanie muzyczne). Publiczność docenia te walory, reagując śmiechem i burzliwymi oklaskami po „zapadnięciu kurtyny”.
PS. Na marginesie pokazu „Prawego do lewego” w Ostrowcu Świętokrzyskim nasunęła mi się pewna refleksja. Patrząc na stosunkowo liczne wolne miejsca na widowni drugiego w tym dniu spektaklu, zastanawiałem się, czy aby publiczność nie przesyciła się już wszelkimi komediami i farsami opartymi na podobnym schemacie dramaturgicznym i nie wykupuje już biletów „na pniu”, nawet jeśli w obsadzie pojawiają się twarze znane z seriali telewizyjnych. Może teatromani zatęsknili za poważniejszymi, bardziej refleksyjnymi sztukami? A może mi się tylko tak wydaje?
Agencja Artystyczna COPA