Po pierwszej lekturze reżyser Michał Staszczak miał wątpliwości, czy „Każdy twój telefon” to sztuka, która wpisze się w komediowy repertuar Teatru Kwadrat. Miał rację, ale z zupełnie innych powodów niż te, które wymienił w rozmowie z PAP.
Tekst Jarosława Sokoła, opowiadający o uzależnieniu od telefonów, próbuje łączyć komedię z diagnozą społeczną, ale zatrzymuje się w pół drogi. W rezultacie otrzymujemy spektakl, który momentami bywa zabawny, przyjemnie się go ogląda, ale w swoim wydźwięku pozostaje mdły. Szkoda, bo temat, który coraz częściej pojawia się w debacie społecznej, na scenie jest wciąż nieobecny. „Każdy twój telefon” próbuje tę lukę wypełnić, ale robi to w sposób bardzo powierzchowny.
Jarosław Sokół, znany przede wszystkim jako scenarzysta filmowy i telewizyjny, ma niewielkie doświadczenie z dramaturgią sceniczną, co daje się odczuć w tej realizacji. Co prawda zgrabnie wykorzystuje znaną chociażby z „Metody” (spektakl grany jest z powodzeniem od wielu lat w Teatrze Polonia) konwencję, ale brak mu wyczucia dramaturgicznej konstrukcji.
Oto piątka przypadkowych ludzi, w różnym wieku i o różnych charakterach, zostaje zamknięta w przestrzeni z odciętym zasięgiem, aby poddać się terapii, która przypomina raczej niepokojący eksperyment. W świetnie zaprojektowanej przez Wojciecha Stefaniaka sterylnej, nieco futurystycznej, ale niedookreślonej przestrzeni odkrywają swoje historie, pojawiają się konflikty i zawiązują się sojusze. W pierwszym akcie tempo narracji pozostaje powolne, a akcenty na poszczególnych bohaterów rozłożone są nierówno. Dopiero drugi akt staje się właściwym spektaklem — na jaw wychodzą historie wszystkich postaci, pojawiają się zwroty akcji i elementy suspensu. Niektóre wątki (chociażby kwestia tajemniczego logo na koszulkach bohaterów) pozostają jednak niewyjaśnione i niedomknięte. Osłabia to dramaturgię całości.
Zgodnie z zapowiedzią reżysera pojawiają się dynamiczne i dowcipne dialogi. Postaci faktycznie są wyraziście zarysowane. Najbardziej wielowymiarową kreację — babci Geeny — buduje Ewa Ziętek. Jej bohaterka łączy humor z elementami prawdziwego wzruszenia. Świetnie cwaniakowaty charakter Douglasa, faceta, który po piętnastu latach wyszedł z więzienia, oddaje też Karol Kossakowski. Cały zespół aktorski swobodnie odnajduje się zresztą w komediowej konwencji. Podążając za tekstem, próbuje jednocześnie pogłębić psychologicznie swoich bohaterów. Rozmywa to komediowy wydźwięk całości, ale wciąż jest niewystarczające, aby zbudować mocne przesłanie.
Fonoholizm zarysowany jest tutaj powierzchownie. Twórcy pokazują jego objawy, w tym fizyczne reakcje na odstawienie telefonu, ale nie pogłębiają refleksji nad tym, jak uzależnienie wpływa na nasze relacje czy codzienne funkcjonowanie. Otrzymujemy raczej potwierdzenie znanych obserwacji niż próbę ich interpretacji. Finał, choć dramaturgicznie zaskakujący, wybrzmiewa banalnie.
Wygląda więc na to, że na włączenie się teatru do społecznej dyskusji na temat cyfrowej higieny, nawet jeśli miałby to robić w komediowej formie, będziemy musieli jeszcze poczekać.
Teatr Kwadrat