Inscenizacja, która oddycha
Reżyserii Jacka Mikołajczyka nie sposób zarzucić banału – to inscenizacja niezwykle sprawna, rytmiczna, ale też pomysłowa. Ujęcie musicalu jako spektaklu prowadzonego przez samego Beetlejuice’a nadaje całości meta-teatralny wymiar, który pozwala twórcom na zabawę formą i nielinearnością narracji. Spektakl ani na moment nie traci energii, a każda scena płynnie przechodzi w kolejną – jakby widz oglądał koszmar senny, z którego nie chce się wybudzić.
Choreografia autorstwa Barbary Olech jest wyrazista i dopracowana, ale nie przesadnie ilustracyjna – świetnie wpisuje się w groteskowy klimat całości. Ruch sceniczny wspiera nie tylko narrację, ale i buduje charakter świata przedstawionego – niepokojącego, ale fascynującego.
Muzyczna machina bez zgrzytów
Pod względem muzycznym spektakl to pierwsza liga. Zespół pod kierownictwem Tomasza Filipczaka gra na żywo i robi to z werwą oraz precyzją. Kompozycje Eddiego Perfecta, choć osadzone w estetyce amerykańskiego musicalu, zostały zaaranżowane z dużym wyczuciem lokalnego kontekstu.
Teksty piosenek w przekładzie Mikołajczyka są rytmiczne, dowcipne i idiomatyczne – co w musicalach nie jest oczywistością. Dzięki temu „Beetlejuice” mówi językiem widzów, nie gubiąc oryginalnego charakteru.
Scenografia i kostiumy – groteska z klasą
Mariusz Napierała (scenografia) i Anna Adamek (kostiumy) stworzyli świat na pograniczu jawy i sennego koszmaru – ale z przymrużeniem oka. Dom opętany przez duchy żyje własnym życiem, a efekty specjalne (kaskaderskie, pirotechniczne, projekcje) dopełniają tej wizualnej uczty, nie przytłaczając fabuły.
Światło (Katarzyna Łuszczyk) buduje klimat –od upiornych półcieni po jaskrawe, niemal kreskówkowe światło sceny. To
widowisko, które nie tylko się ogląda, ale i odczuwa.
Nie tylko nostalgiczna podróż
„Beetlejuice” to nie tylko sentymentalna wyprawa do estetyki lat 80., ale też historia bardzo aktualna – o przemijaniu, radzeniu sobie zestratą, o depresji młodzieży, o potrzebie wspólnoty. To spektakl, któryśmieje się ze śmierci, ale traktuje życie z powagą.
Teatr Syrena postawił poprzeczkę bardzo wysoko – i ją przeskoczył z przytupem. „Beetlejuice” to jeden z tych musicali, które śmieszą, wzruszają i zostają z widzem na długo po opuszczeniu sali. Maciejewski i Totoszko tworzą duet, który ciągnie całość z siłą huraganu, a zespół aktorski,choreograficzny i muzyczny pokazuje, że polski teatr muzyczny nie musi niczego zazdrościć Broadwayowi.