„Pan Twardowski. Szkoła czarów” to najnowszy spektakl familijny Teatru Rampa. Michał Walczak łączy w nim elementy, po które sięgał już wcześniej: legendy, iluzję i postacie znane publiczności Rampy, budując główną linię fabularną przedstawienia wokół konfliktu cyberświat kontra książki.
W ostatni weekend lata – podczas I Festiwalu Magii i Ściemy CYRKOWARSZAWA – Teatr Rampa i Park Wiecha zostały opanowane przez legendy, iluzję i pokazy cyrkowe, a także przez twórców związanych z Rampą i lalki autorstwa Konrada Czarkowskiego. W ramach wydarzenia – w samo południe – na scenie kameralnej teatru rozpoczęła się premiera „Pana Twardowskiego. Szkoły czarów”. Publiczność staje się załogą dowodzonego przez Koperniksa statku, który udaje się na ciemną stronę Księżyca. Od pierwszych chwil wiadomo, że w przedstawieniu nie zabraknie interakcji zespołu aktorskiego z widownią.
W spektaklu odnajdujemy kilka postaci z konsekwentnie budowanego przez Michała Walczaka uniwersum, tak jak działo się to w familijnych „Małej Syrence” i „Baśniowym zawrocie głowy”. Tym razem pani Marzenka – dyrektorka szkoły nr 5324 na Targówku – mierzy się z Darknetą – królową sieci, a uczeń Cyberprzemo balansuje pomiędzy uzależnieniem od gier a urokami tradycyjnej biblioteki. I tu na uwagę zasługuje scenografia Macieja Rabskiego. Choć scena kameralna stawia pewne ograniczenia, to gigantyczne tomy spiętrzone w bibliotece i wrażenie unoszącego się w powietrzu kurzu sprawiają, że wyposażony choć w odrobinę wyobraźni odbiorca poczuje w nozdrzach zapach książek.
Agnieszka Makowska w roli Marzeny Świrskiej-Wnerwińskiej równie dobrze sprawdza się w familijnym tytule, jak w przedstawieniach skierowanych do dojrzalszej publiczności. Natomiast Cyberprzemo – kolejna postać znana wiernej publiczności Rampy – tym razem jest kreowany przez Piotra Napierałę. Aktor – w stylizacji podkreślającej podkrążone oczy, z zamglonym wzrokiem i ze znużoną miną, wiarygodnie wciela się w chłopaka, którego pochłania cyberświat i dla którego książki to zbędny relikt przeszłości. Tymczasem – w miarę rozwoju akcji – aktor tak samo wiarygodnie wypada w roli zafascynowanego lekturą entuzjasty, który rusza na ratunek szkole, próbując sprowadzić Twardowskiego z Księżyca na Ziemię.
Temat fascynacji cyfrową rzeczywistością i jej zagrożeń, a także konfliktu między cyberświatem a książkami Michał Walczak podejmował już kilkukrotnie: w „Patrycji, królowej sieci” Białostockiego Teatru Lalek, „Alicji w krainie cyberczarów” Teatru Baj oraz w „Baśniowym zawrocie głowy” Rampy. „Pan Twardowski” najbardziej nawiązuje do tego ostatniego – zarówno poprzez postacie i wątek głównego konfliktu, jak i poprzez ponowne sięgnięcie do świata legend.
Tymczasem można było się spodziewać, że Twardowski Walczaka nie będzie prostym odwzorowaniem postaci znanej z polskiej tradycji i literatury. W spektaklu mistrz magii ukazany jest jako obrażony na Ziemię i ludzi, pyszałkowaty wynalazca, którego na Księżycu zatrzymuje urażona duma. Rolę Twardowskiego doskonale kreuje Wojciech Rotowski – założyciel i prezes Polskiego Stowarzyszenia Iluzji, który nie po raz pierwszy współpracuje z Rampą jako aktor oraz twórca efektów specjalnych. Dodatkowo obsadzenie Rotowskiego w tej roli jest dość przewrotne: magika nie gra aktor udający iluzjonistę, lecz zawodowy iluzjonista, który jednocześnie opracował efekty uatrakcyjniające spektakl.
Julian Mere jako Grzegorz Baton prowadzi zaś szkolny sklepik i mocno wierzy, że dzieci każdego dnia potrzebują dawki cukru. Niechętny reformom Marzenki – rekomendującej wprowadzenie do placówki zdrowego żywienia – daje się zauroczyć Darknecie, jednak ostatecznie wraca na właściwą stronę.
Jak na Rampę przystało, spektakl ubarwiony jest kostiumami (Maciej Rabski) oraz lalkami medialnymi Konrada Czarkowskiego, który do korowodu przewijającego się przez scenę dołącza coraz to nowe perełki.
Tym razem koniec premiery nie oznaczał pożegnania z twórcami. Zespół Rampy i postacie z wielu przedstawień, efektywnie prezentując kostiumy i lalki, dołączyli do zgromadzonych w Parku Wiecha uczestników CYRKOWARSZAWY. Impreza potwierdziła, że Rampa wychodzi poza budynek teatru i jest instytucją otwartą na kontakt z lokalną społecznością, znosząc dystans pomiędzy publicznością a twórcami.
Oko z Widowni
Teatr Rampa