Tegoroczna edycja Festiwalu Małych Prapremier pokazała wyraźnie, że teatr tworzony z myślą o dzieciach i młodzieży coraz śmielej wychodzi poza bezpieczne ramy bajkowych opowieści. Twórcy nie tylko nie boją się trudnych tematów — ale wręcz ich poszukują, konfrontując młodego widza z rzeczywistością, która wymaga refleksji, empatii i uważności. Zamiast edukacyjnego morału podanego na tacy, pojawia się przestrzeń na pytania i wątpliwości.
Tematy, które nie mieszczą się w szkolnej lekturze
Najwyraźniej widać ten kierunek w spektaklu „Zła dziewczynka” Marii Wojtyszko w reżyserii Jakuba Krofty, który zdobył uznanie zarówno jury profesjonalnego, jak i dziecięcego. Temat neuroróżnorodności – niegdyś zupełnie nieobecny w teatrze dla młodego widza – został potraktowany z humorem, czułością i dużą dozą samoświadomości. W tym ujęciu „inność” przestaje być problemem do rozwiązania, a staje się doświadczeniem do zrozumienia. Co ważne, spektakl nie objaśnia, ale zaprasza do przeżycia — i to jest coraz bardziej charakterystyczne dla nowej dramaturgii: nie tłumaczyć, lecz współodczuwać.
Forma jako język komunikacji
Nowe teksty dramatyczne szukają także coraz śmielej form scenicznych, które mogłyby sprostać ich złożoności. Spektakl „Inny” z katowickiego Ateneum, wyróżniony za scenografię, pokazuje, że przestrzeń sceniczna nie musi być tłem — może być partnerem aktora, a nawet jego przeciwnikiem. Scenografia w tym przypadku to nie ozdoba, ale nośnik znaczeń, który zmienia się i redefiniuje wraz z ruchem postaci. Podobnie z muzyką w „Teatrze Niewidzialnych Dzieci” – Rafał Ryterski stworzył kompozycję, która nie ilustruje, lecz prowadzi opowieść, czasem wręcz narzucając jej emocjonalny rytm. Wydaje się, że twórcy coraz częściej podchodzą do młodego widza jak do pełnoprawnego odbiorcy teatralnego, który potrafi czytać symbole, metafory i znosić niedopowiedzenia.
Reżyserzy, którzy uczą się słuchać
Nowa dramaturgia wymaga od reżyserów nie tylko technicznej sprawności, ale przede wszystkim wrażliwości. Nagrodzona reżyseria Jakuba Krofty w „Złej dziewczynce” to przykład uważnego budowania świata, w którym bohaterka nie jest definiowana przez swoją odmienność, ale przez swoje relacje i emocje. To teatr, który nie odgrywa gotowej tezy, ale pozwala bohaterom na bycie w procesie – na zmienność, niepewność, dialog. Aktorstwo — choć często podporządkowane formie lalkowej — zyskuje tu na znaczeniu. Jury nagrodziło Annę Makowską-Kowalczyk i Aleksa Jońskiego za role, które wychodzą poza schemat dziecięcego teatru: są prawdziwe, nieoczywiste, emocjonalnie zniuansowane. Reżyserzy coraz lepiej rozumieją, że młody widz potrafi czytać z ciała, gestu i ciszy – nie trzeba wszystkiego nazywać, by zostało zrozumiane.
Teatr jako przestrzeń wspólnej niepewności
Cechą wspólną wielu zaprezentowanych spektakli była próba stworzenia przestrzeni wspólnego doświadczenia — nie tylko estetycznego, ale i egzystencjalnego. „Teatr Niewidzialnych Dzieci” zdobył Grand Prix nie bez powodu: to spektakl, który łączy warstwy narracyjne i formalne w jedną, spójną całość, dotykając tematów przemilczanych, takich jak przemoc czy wykluczenie. Nie oskarża, nie moralizuje — pozwala poczuć. Wielowarstwowość przekazu staje się normą, a nie wyjątkiem. Nowa dramaturgia nie upraszcza świata — przeciwnie, pokazuje go w całym jego pęknięciu i ambiwalencji.
Publiczność, która wie, czego chce
Warto też podkreślić wagę głosu młodego widza. Jury dziecięce przyznało nagrodę „Złej dziewczynce” — to znak, że dzieci doceniają nie tylko rozrywkę, ale też emocjonalną głębię i szczerość. Teatr dla dzieci nie musi być łatwy, by był atrakcyjny. Wręcz przeciwnie – im bardziej traktuje widza serio, tym bardziej zostaje zapamiętany. Festiwal potwierdził, że dzieci są publicznością wymagającą, ciekawą, refleksyjną. Rolą twórców jest wsłuchiwać się w ten głos, nie tylko mówić „do”.
Co dalej?
Festiwal Małych Prapremier w Wałbrzychu stał się ważnym forum wymiany myśli, miejscem obserwacji kierunków rozwoju dramaturgii młodego pokolenia. Wciąż jest przestrzeń do rozwoju — szczególnie jeśli chodzi o większą obecność teatrów niezależnych, eksperymentujących, czasem działających na obrzeżach instytucjonalnego systemu. Przydałaby się również odważniejsza obecność form hybrydowych: instalacji, performansu, działań site-specific czy wykorzystania mediów cyfrowych.
Ale najważniejsze jest to, że teatr dla młodego widza już nie boi się trudnych tematów, nie boi się formy, nie boi się ciszy. Uczy się empatii, budowania relacji i wspólnoty przeżycia. Uczy się słuchać — i to być może jego największy atut.
Na zakończenie
Nie chodzi już o to, żeby dzieciom „coś przekazać”. Chodzi o to, żeby z nimi być — w emocji, w niepokoju, w zachwycie. VII Festiwal Małych Prapremier pokazał, że ten kierunek jest nie tylko możliwy, ale konieczny. I że nowa dramaturgia dla dzieci i młodzieży ma nie tylko przyszłość — ma też sens.
https://teatrlalek.walbrzych.pl/