Slide
previous arrow
next arrow
Tak, wierzę (w powinność sztuki) - Teatr dla Wszystkich

Tak, wierzę (w powinność sztuki)

Na afiszu

Tak, wierzę (w powinność sztuki)

O spektaklu “Klątwa” na motywach Stanisława Wyspiańskiego w reż. Olivera Frljića w Teatrze Powszechnym w Warszawie pisze Szymon Białobrzeski. Trudno mi pisać o spektaklu, w którym aktorzy tak umiejętnie przesuwają granicę między fikcją a rzeczywistością, poruszając temat przemocy seksualnej ze strony duchownych Kościoła katolickiego. W obliczu skonfrontowania się z realną krzywdą drugiego człowieka wszystkie manifesty...
Opublikowano: 2025-06-03

O spektaklu “Klątwa” na motywach Stanisława Wyspiańskiego w reż. Olivera Frljića w Teatrze Powszechnym w Warszawie pisze Szymon Białobrzeski.

Trudno mi pisać o spektaklu, w którym aktorzy tak umiejętnie przesuwają granicę między fikcją a rzeczywistością, poruszając temat przemocy seksualnej ze strony duchownych Kościoła katolickiego. W obliczu skonfrontowania się z realną krzywdą drugiego człowieka wszystkie manifesty zdają się niknąć. Mimo że monologi padają na scenie i prawdopodobnie są dalekie od realnych doświadczeń aktorów, zbliżają się do prawdy niebezpiecznie blisko. Uwrażliwiają, przestrzegają i wołają o poczucie wstydu za to, że żyjemy w kraju biernym wobec cierpienia drugiego człowieka. Nie mam dowodów na to, że wszystkie wyznania zostały wykreowane na potrzeby sztuki. Czuję się więc zobowiązany, by dla pewności podkreślić – świadectwa ofiar nie podlegają i nie powinny podlegać ocenie. Te zawsze są warte wysłuchania i pokornej refleksji.

Moja krytyka Klątwy dotyczy wyłącznie decyzji artystycznych reżysera i odczuć, jakie we mnie wywołały.
Spektakl Olivera Frljića to zasadniczo skandalizujące dzieło o charakterze antyklerykalnym. Nie opowiada jednak konkretnej historii – raczej swobodnie przeplata wątki, prowokując publiczność. A kiedy sprowokuje dostatecznie, w sposób pośredni zadaje trzy pytania: Jaki jest cel sztuki? Gdzie leży jej granica? Jakie jest polityczne i moralne stanowisko widza wobec prezentowanych treści?

Postanowiłem się z nimi zmierzyć. Sztuka jest dla mnie intymnym spotkaniem z drugim człowiekiem. Choć bywa wykorzystywana w proteście, zachwycie, zabawie czy edukacji, istnieje przede wszystkim po to, by być – autentycznie, uparcie, obecnie. Docelowo jej istnienie powinno jednak pomagać człowiekowi w przekraczaniu samego siebie, aby mógł stać się lepszy na konkretnej płaszczyźnie (nawet jeśli jest to droga przez szpiczaste ciernie). Sztuka ma potencjał, by być pełnym i prawdziwym odbiciem człowieka. Przy ufnym oddaniu się widza, daje możliwość przybliżenia go do sensu. Tak rozumiana Sztuka nie ma dla mnie granic zewnętrznych – nie może być niszczycielska. Jak pisał Wilde: „Wielka sztuka jest zarazem powierzchnią i symbolem. Kto sięga po powierzchnię, czyni to na własną odpowiedzialność.”

Klątwa, choć formalnie uwodzicielska, jest fundamentalnie zła. Mimo swoich aspiracji do bycia narodową Sztuką, pełniącą funkcję złoconego zwierciadła, jest powierzchnią z kilkoma wentylami w postaci intymnych monologów poszczególnych postaci. Ekspresja aktorów, ich poziom zaangażowania i wczucie się w transgresywne role zanikają pod grubą warstwą kontrowersji – mimo niebywałych umiejętności.

Kiedy bohaterka symuluje seks oralny z Janem Pawłem II – nie oburzam się. Kiedy Michał Czachor eksponuje swoje jądra – nie oburzam się. Kiedy Karolina Adamczyk ścina monstrualny krzyż piłą mechaniczną – również się nie oburzam. Nie jestem cenzorem. Zamiast oburzenia czuję jedynie wewnętrzną niezgodę na bezrefleksyjną obrazoburczość.

Oglądając Frljića, na chwilę można zobaczyć świat oczami radykalnej prawicy. W jednej ze scen Karolina Adamczyk odsłania brzuch z napisem „1000 zł”, pokazuje USG i krzyczy o dumie z faktu, że dokona aborcji. Mówi, że jeśli będzie chciała, co trzy miesiące będzie robić sobie nową – w Holandii – i nikt jej tego nie zabroni. Pyta, kto już dokonał aborcji. Bije brawo widzce, która ma zabieg za sobą, i obraża kobiety, które publicznie się do niego nie przyznają. Podejrzewa, że na sali jest ich dużo więcej.

Daleki jestem od zawierania w recenzji rozważań etyczno-prawnych na temat przerywania ciąży, ale rozumiem, że jeśli dla kogoś tak wygląda wrażliwość społeczna warszawskich liberałów, może nie chcieć mieć z nią nic wspólnego. To retoryczna porażka napędzana gniewem i pogardą.

Klątwa stoi więc w sprzeczności do fundamentalnych dla mnie idei. Nie jestem w stanie jej zaakceptować. Doceniam jednak warsztat, którym się wyróżnia. Elementy inscenizacji i muzyka są kapitalne – wywołują wewnętrzny niepokój i w subtelny sposób podkreślają wydźwięk scen. Aktorzy w niezwykły sposób przekraczają granicę między fikcyjnym popisem a prywatną szczerością. Elementy scenografii – takie jak pistolety zrobione z krzyży czy lampki tworzące godło Polski – składają się na efektowny minimalizm. No i dramaturgia – mimo braku klasycznej fabuły reżyser z lekkością steruje naszymi emocjami, wywołując lęk przed tym, co nastąpi w następnej scenie. To zestaw narzędzi, z pomocą których można by zbudować trwały dom – a nie abiektalny szałas.

Ścinanie krzyża, palenie Koranu czy gaszenie chanukowych świec, pozbawione szerszego kontekstu, nie są dla mnie objawem artystycznej dojrzałości, a raczej popisem dziecinnej wulgarności. To pusta interwencyjność, wynikająca z braku głębszej refleksji. Jeśli wznowienie spektaklu tuż przed II turą wyborów miało być politycznym apelem – żałuję, że reżyser nie pokazał w jego miejsce kilku tweetów Tomasza Lisa. Efekt byłby podobny, a zabawy znacznie więcej.

Doceniam Klątwę za artystyczną skuteczność – choć niestety, często jest to wyłącznie skuteczność w niszczeniu. Dzieło Chorwata przypomina mi wypuszczone w 2021 roku Wesele Wojciecha Smarzowskiego. Mimo że nie obiło się równie szerokim echem co Klątwa, również sprowadzało polskie patologie do kilku wulgarnych scen, nie doszukując się przyczyn czy rozwiązań konkretnych problemów. Siłę stanowiły proste analogie, służące raczej atakowi niż dążeniu do prawdy.

Z chęcią kiedyś obejrzę spektakl ponownie – pochylę się nad dziełem z większą pokorą. Ale tylko jeśli wypełni horror vacui pozostawione po obalonym krzyżu. Na razie wracam oglądać Pasoliniego.

fot. Magda Hueckel/Teatr Powszechny w Warszawie

Kategorie:


Cytat Dnia

„[…] idziemy do teatru i okazuje się, że literatura ze swoim porównaniem homeryckim, heksametrem, nadmiarowym nasyceniem historii bohaterami i zdarzeniami może mieć swoją sceniczną egzemplifikację, która mocniej działa na odbiorcę niż starożytny grecki epos w najlepszym tłumaczeniu”

PikWroclaw.pl o „Odysei”, reż. Małgorzata Warsicka; 27.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL