Strategia aktualizacji jako gest dominujący
Najważniejszym kluczem do tego przedstawienia wydaje się radykalna aktualizacja, która nie jest jedynie jednym z narzędzi, lecz zasadą organizującą całość. Białaszek nie tyle czyta Ginsberga, ile używa „Skowytu” jako paliwa do produkcji współczesnych sensów. Poemat staje się tu cytatem, refrenem, mantrą – ale już nie osią dramaturgiczną.
Z tej perspektywy spektakl nie jest dialogiem z tekstem, lecz jego nadpisaniem. Ginsberg funkcjonuje raczej jako autorytet-symbol („poeta-buntownik”), który legitymizuje gest reżysera, niż jako realny partner sporu. To może rodzić poczucie, że aktualność nie zostaje wydobyta z poematu, tylko przyklejona do niego z zewnątrz.
Dla widza sceptycznego wobec tej metody problemem nie jest to, że pojawia się Trump, Gaza, Fox News czy medialna papka – lecz to, że każdy z tych elementów działa dokładnie tak, jak się spodziewamy. Aktualizacja staje się przewidywalna, a przez to pozbawiona ryzyka.
Nadmiar jako estetyka i alibi
Spektakl pracuje w logice kontrolowanego chaosu: szybkie zmiany rejestrów, intensywna muzyka, projekcje, groteska, performans, publicystyka. Ten nadmiar bywa interpretowany jako świadomy ekwiwalent „narkotycznego snu” albo medialnego przeciążenia.
Ale można też spojrzeć na to inaczej: nadmiar pełni funkcję alibi dramaturgicznego. Zamiast napięć – spiętrzenie. Zamiast konfliktów – kolaż. Zamiast rozwoju myśli – eskalacja bodźców.
W tej strategii nie ma miejsca na pauzę, na moment oporu materii, na ciszę, która mogłaby zakwestionować sens skowytu. Wszystko musi krzyczeć. Paradoksalnie więc spektakl o krzyku nie dopuszcza możliwości, że krzyk mógłby wybrzmieć słabiej, pęknąć albo się załamać.
Reżyser jako kurator znaczeń
Białaszek jawi się tu jako reżyser-kurator, który z wielką sprawnością dobiera znaki kulturowe i ustawia je w czytelne ciągi skojarzeń. Trump = Moloch. Media = propaganda. Narkotyk = ucieczka / azyl. Poezja = ostatnia linia obrony.
Problem polega na tym, że spektakl bardzo rzadko pozwala tym znakom się skomplikować. Ironia jest jednoznaczna, groteska nie przechodzi w niepokój ontologiczny, a prowokacja (dildo, freak fight, instruktaże) pozostaje na poziomie gestu, nie prowadząc do realnego przesunięcia sensów.