Slide
previous arrow
next arrow
Skowyt w bezpiecznej strefie - Teatr dla Wszystkich

Skowyt w bezpiecznej strefie

Na afiszu

Skowyt w bezpiecznej strefie

O „Skowycie” Allena Ginsberga w reż. Kamila Białaszka w Teatrze Żydowskim w Warszawie pisze Wiesław Kowalski.

Opublikowano: 2026-01-19
fot. Michał Mitoraj / Teatr Żydowski

Ocena Recenzenta:

Strategia aktualizacji jako gest dominujący

Najważniejszym kluczem do tego przedstawienia wydaje się radykalna aktualizacja, która nie jest jedynie jednym z narzędzi, lecz zasadą organizującą całość. Białaszek nie tyle czyta Ginsberga, ile używa „Skowytu” jako paliwa do produkcji współczesnych sensów. Poemat staje się tu cytatem, refrenem, mantrą – ale już nie osią dramaturgiczną.

Z tej perspektywy spektakl nie jest dialogiem z tekstem, lecz jego nadpisaniem. Ginsberg funkcjonuje raczej jako autorytet-symbol („poeta-buntownik”), który legitymizuje gest reżysera, niż jako realny partner sporu. To może rodzić poczucie, że aktualność nie zostaje wydobyta z poematu, tylko przyklejona do niego z zewnątrz.

Dla widza sceptycznego wobec tej metody problemem nie jest to, że pojawia się Trump, Gaza, Fox News czy medialna papka – lecz to, że każdy z tych elementów działa dokładnie tak, jak się spodziewamy. Aktualizacja staje się przewidywalna, a przez to pozbawiona ryzyka.

Nadmiar jako estetyka i alibi

Spektakl pracuje w logice kontrolowanego chaosu: szybkie zmiany rejestrów, intensywna muzyka, projekcje, groteska, performans, publicystyka. Ten nadmiar bywa interpretowany jako świadomy ekwiwalent „narkotycznego snu” albo medialnego przeciążenia.

Ale można też spojrzeć na to inaczej: nadmiar pełni funkcję alibi dramaturgicznego. Zamiast napięć – spiętrzenie. Zamiast konfliktów – kolaż. Zamiast rozwoju myśli – eskalacja bodźców.

W tej strategii nie ma miejsca na pauzę, na moment oporu materii, na ciszę, która mogłaby zakwestionować sens skowytu. Wszystko musi krzyczeć. Paradoksalnie więc spektakl o krzyku nie dopuszcza możliwości, że krzyk mógłby wybrzmieć słabiej, pęknąć albo się załamać.

Reżyser jako kurator znaczeń

Białaszek jawi się tu jako reżyser-kurator, który z wielką sprawnością dobiera znaki kulturowe i ustawia je w czytelne ciągi skojarzeń. Trump = Moloch. Media = propaganda. Narkotyk = ucieczka / azyl. Poezja = ostatnia linia obrony.

Problem polega na tym, że spektakl bardzo rzadko pozwala tym znakom się skomplikować. Ironia jest jednoznaczna, groteska nie przechodzi w niepokój ontologiczny, a prowokacja (dildo, freak fight, instruktaże) pozostaje na poziomie gestu, nie prowadząc do realnego przesunięcia sensów.

Można powiedzieć, że jest to teatr, który nie ufa widzowi, dlatego dopowiada, wzmacnia, podkreśla. Reżyser nie zostawia przestrzeni na ambiwalencję – a to właśnie ona była jednym z kluczowych napięć u Ginsberga: pomiędzy ekstazą a rozpaczą, objawieniem a śmiesznością, profetyzmem a narcystycznym gestem.

Duchowość jako estetyka, nie doświadczenie

Szczególnie interesujący – i problematyczny – jest wątek duchowości. Fascynacja sekciarskim epizodem Ginsberga, medytacją, transowością, drogą oświecenia zostaje w spektaklu estetyzowana. Duchowość staje się kolejnym stylem: obok medialnej groteski, politycznego kabaretu i narkotycznej halucynacji.

Dla widza nieprzekonanego to właśnie tu ujawnia się najsłabszy punkt strategii Białaszka: brak realnego ryzyka duchowego. Medytacja i trans są pokazane jako alternatywa wobec świata, ale nie jako coś, co może być równie niebezpieczne, opresyjne czy złudne jak Moloch kapitalizmu.

W efekcie spektakl, który krytykuje sekciarstwo medialne i polityczne, sam wpada w pułapkę sekciarskiej wiary w „poezję jako ratunek” – wiary niesproblematyzowanej, dość staroświeckiej i zadziwiająco bezpiecznej.

Ginsberg ryzykował wszystko – ośmieszenie, oskarżenia, marginalizację. Skowyt był gestem desperackim. U Białaszka skowyt jest dobrze zaprojektowanym produktem scenicznym, który dokładnie wie, po której stronie stoi i jakie reakcje chce wywołać.

Zastosowana w tym spektaklu strategia reżysera nie przekonuje mnie, ponieważ Białaszek zamiast czytać Ginsberga, przykrywa go współczesnością; zamiast ryzykować ciszę – eskaluje hałas; zamiast wątpić – utwierdza w przekonaniach; zamiast pęknięcia oferuje sprawnie skomponowany chaos. Być może właśnie dlatego – mimo intensywności – ten „Skowyt” może pozostawić widza z poczuciem, że usłyszał wszystko, co miał usłyszeć, zanim jeszcze spektakl się zaczął.

https://www.teatr-zydowski.art.pl/spektakle/skowyt

Kategorie:


Cytat Dnia

„[…] idziemy do teatru i okazuje się, że literatura ze swoim porównaniem homeryckim, heksametrem, nadmiarowym nasyceniem historii bohaterami i zdarzeniami może mieć swoją sceniczną egzemplifikację, która mocniej działa na odbiorcę niż starożytny grecki epos w najlepszym tłumaczeniu”

PikWroclaw.pl o „Odysei”, reż. Małgorzata Warsicka; 27.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL