Ten rozedrgany świat ożywiają figury jak z obrazów – nagie, wystylizowane, często z groteskowo podkreśloną cielesnością, która może razić lub śmieszyć, ale nie zostawia obojętnym. Przestrzeń sceniczna, a zwłaszcza plan tylny, wykorzystywana jest w pełni, tworząc ruchomą instalację sceniczną — żywy fresk, w którym ciało aktora jest tworzywem plastycznym. Każda scena jest kompozycją: świetlną, kostiumową, przestrzenną.
Plastyka spektaklu, w której Duda Gracz jest mistrzynią, osiąga tu swoje apogeum. Malarskość nie jest jedynie cytatem, ale stanowi właściwy język przedstawienia. Znakomicie rozpisana choreografia ruchu scenicznego – przypominająca momentami liturgiczny rytuał, kiedy indziej groteskę – wyprowadza spektakl z ram inscenizacji linearnej. Kolejne sceny – jak kolejne warstwy obrazu – ukazują nie tyle rozwój fabularny, ile rozpad formy i sensów, podkreślając, że znajdujemy się raczej w umyśle bohatera niż w realistycznej rzeczywistości historycznej.
Aktorzy odnajdują się w tej konwencji z niezwykłą precyzją. Wybuchowe sceny zbiorowe, partie śpiewane (Maja Kleszcz i Wojtek Krzak tworzą świetny, „anielski” duet), jak i kameralne momenty liryczne — wszystko zagrane jest z zaangażowaniem, sceniczną świadomością i wyczuciem formy. Warto zwrócić uwagę na Dorotę Androsz (Matka Dymfna), Justynę Bartoszewicz (służąca Cateriny), Małgorzatę Brajner (Historyczka Sztuki), postaci Katarzyny Dałek oraz Grzegorza Gzyla jako przeora Thomasa — każda z tych ról wnosi do spektaklu element zarówno dramaturgiczny, jak i formalny.
W warstwie kompozycyjnej i inscenizacyjnej „Memling…” to spektakl bliski idei Gesamtkunstwerku. Duda-Gracz tworzy teatr, który obejmuje całą widownię — zarówno fizycznie (bo publiczność jest wciągnięta w narrację), jak i emocjonalnie. Reżyserka nie ucieka przed śmiechem — to jedno z najbardziej autoironicznych i pełnych dystansu przedstawień w jej dorobku. Śmiech bywa tu bolesny, gorzki, ale i oczyszczający — jak po seansie groteski boskiej.
Dramaturgia podporządkowana jest tu plastyce i rytuałowi, nie klasycznemu rozwojowi fabuły. Dla niektórych widzów może to być wyzwaniem, dla innych — odkryciem. Spektakl nie udaje, że opowiada o powstaniu obrazu. Zamiast tego portretuje nasze współczesne sądy — te, które wymierzamy sobie nawzajem i sobie samym. Z pomocą groteski, nagości, świętokradztwa i prześmiewczości, Duda Gracz mówi o braku współczucia, miłości i przebaczenia w świecie — tym dawnym i tym dzisiejszym.
„Memling, czyli historia końca świata” to nie tyle opowieść o obrazie, co o naszej bezbronności wobec końca — jednostkowego, zbiorowego, symbolicznego. To teatr, który pokazuje, że forma może być treścią, a sąd — nie tyle ostateczny, co ciągły i nieskończony.
https://teatrwybrzeze.pl/spektakle/memling-czyli-historia-konca-swiata