Czterdzieści lat na scenie to nie lada jubileusz — to cztery dekady zmian w teatrze i w świecie, a jednocześnie stałość, która budzi podziw. Jarosław Tyrański — od 1984 roku obecny w Teatrze Wybrzeże — stał się żywą legendą gdańskiej sceny. Gdy myślę o jego początkach, wracają mi obrazy z „Kaliguli”. Właśnie w tym spektaklu, jeszcze w latach 80., uderzyła mnie jego siła i bezkompromisowość w roli tytułowej. Ta pamięć pozostała ze mną na długo, jak wyryta w pamięci scena.
Patrząc na listę spektakli, w których go widziałem, dostrzegam imponującą różnorodność ról, które na trwałe zapisały się w mojej teatralnej pamięci. To nie tylko „Kaligula” — były też wyraziste kreacje w takich przedstawieniach jak: Wiśniowy sad, Irydion, Biały łabędź, Głosy umarłych, Park, Biesy, Arkadia, Sen pluskwy…, Koleżanki, Zmierzch bogów, Martwe dusze, Śmierć komiwojażera, aż po najnowsze: Brytanik i Ciemności kryją ziemię.
Mistrz transformacji
Tyrański to aktor, który zawsze potrafił się przemienić: od surowego Caliguli w reżyserii Babickiego, przez Ulissesa – cwaniaka i myśliciela, po Widmowego Charleya w Śmierci komiwojażera i wreszcie Narcyza w „Brytaniku” czy mrocznego Blasco de la Cuesta w Ciemnościach…. To aktor, który nie tylko opowiada o cudzych losach, lecz zdaje się ich naprawdę doświadczać — pokazując, że aktorstwo to forma istnienia, a nie tylko zawód.
Nieustanne towarzystwo — widz i aktor
Byłem w Gdańsku, gdy Tyrański pojawił się w Wybrzeżu po raz pierwszy — widziałem jego młodzieńcze zapędy, a później z rosnącą satysfakcją śledziłem go w kolejnych rolach. Rzadko kiedy widz ma okazję obserwować przemiany aktora przez całe dekady. Tyrański stał się stałym towarzyszem mojego teatralnego życia — od pierwszej fascynacji po refleksję nad przemijaniem.
Spektakl życia — a nie tylko scena
Jego jubileusz to nie tylko podsumowanie scenicznej kariery — to także zwierciadło zmian tamtego miasta, tamtego teatru, tamtych wartości. Przywołuje czasy, gdy gdański teatr był przestrzenią eksperymentu, odwagi i refleksji. I wciąż taki pozostaje — z Tyrańskim w centrum, aktorem, który w niejedno spojrzenie i każde zdanie wnosi życiową głębię.
Od „Kaliguli” po „Ciemności…” — to droga, którą mogłem jako aktor i krytyk śledzić niemal od początku. Obserwowałem, jak Tyrański dojrzewał na scenie, zmieniał się razem z teatrem, ale nigdy nie tracił charakterystycznej intensywności. Ten jubileusz to nie tylko jego święto — to także znak ciągłości, która w teatrze zdarza się coraz rzadziej. Trudno dziś wyobrazić sobie pejzaż Teatru Wybrzeże bez jego obecności.
https://teatrwybrzeze.pl/