Slide
previous arrow
next arrow
O tym Tymie, i o tym Rejsie - Teatr dla Wszystkich

O tym Tymie, i o tym Rejsie

Na afiszu

O tym Tymie, i o tym Rejsie

O filmie “Rejs” w reż. Marka Piwowskiego zaprezentowanym w ramach KRÓTKIEJ HISTORII POLSKIEGO KINA w Kinie Orzeł w Bydgoszczy pisze Krystian Kajewski. Po śmierci aktora Stanisława Tyma, moja zamierzona recenzja filmu “Rejs” Marka Piwowskiego z oczywistych względów koncentrować się będzie na Tymie właśnie. Tym Tymie, którego znamy także jako Misia i Rysia, czyli aktorze, komediancie,...
Opublikowano: 2024-12-21

O filmie “Rejs” w reż. Marka Piwowskiego zaprezentowanym w ramach KRÓTKIEJ HISTORII POLSKIEGO KINA w Kinie Orzeł w Bydgoszczy pisze Krystian Kajewski.

Po śmierci aktora Stanisława Tyma, moja zamierzona recenzja filmu “Rejs” Marka Piwowskiego z oczywistych względów koncentrować się będzie na Tymie właśnie. Tym Tymie, którego znamy także jako Misia i Rysia, czyli aktorze, komediancie, człowieku zabawnie inteligentnym i twórcy sytuacji, czy to w kinie czy to w teatrze, które bawiąc uczą. Takie to bowiem Zabawy przyjemne i pożyteczne przez całe swoje życie uprawiał Tym.

Aktor czy komediant? Satyryk czy pozujący na błazna mędrzec?

W Teatrze dla Wszystkich często piszę o kinie i zdecydowałem się opisać tym razem “Rejs”, koncentrując się na postaci najsłynniejszego kaowca z przypadku.

Tym zaczynał jednak przede wszystkim od kabaretu i przez całe życie był głównie z kabaretem związany. Pierwsze kroki stawiał w Studenckim Teatrze Satyrycznym, w latach 60., czyli w okresie tak zwanej kontrkultury. Popularność przyniosło mu jednak kino, zwłaszcza “Rejs”, ale i filmy Barei, na czele z “Misiem”. W masowej wyobraźni Tym pozostanie tym kaowcem i tym misiem – pysiem. Był aktywny zawodowo do końca, mimo zaawansowanego wieku, zachowując trzeźwy i jasny, a chwilami dość przenikliwy umysł. Cenił sobie jednak w ostatnich latach pozostawanie na uboczu, podobnie jak jego bliźniak po fachu, Jacek Fedorowicz. W tym wszystkim był także bardzo sprawnym pisarzem, oczywiście mam tu na myśli formy krótkie, w rodzaju satyrycznych felietonów, które przypominały mi swoim ironicznym spojrzeniem rysunki Andrzeja Mleczki. Obu artystów łączyła podobna zresztą wizja rzeczywistości. Nikt tak wtedy nie pisał. Trochę łączyło go to w mojej wyobraźni z innym, nieuczonym pisarzem, autorem świetnych opowiadań, kamieniarzem i jednym z najwybitniejszych naturszczyków w polskim kinie, Janem Himilsbachem. Spotkali się zresztą na planie filmu “Rejs” Marka Piwowskiego, który mieliśmy sobie okazję przypomnieć ostatnio w ramach KRÓTKIEJ HISTORII POLSKIEGO KINA. Tym w tym filmie gra pierwsze skrzypce; mimo potęgi duetu Himilsbach – Maklakiewicz, to właśnie on koncentruje na sobie uwagę. Postać kaowca z przypadku, w którą fenomenalnie się wciela, przypomina mi zaś bohatera “Lotu nad kukułczym gniazdem”.

“Rejs” to jedna z klasycznych pozycji w polskim kinie. Film Piwowskiego powstał na podstawie scenariusza Janusza Głowackiego. Byłem bardzo zainteresowany free jazzem, a ten film to rodzaj takiego free jazzu na wodzie. Tak mógłby powiedzieć Piwowski, kiedy mógłbym postawić mu piwo. Tak sobie wyobrażam ten free jazz.

Udana próba przywrócenia kinu polskiemu naturalności, naturalnie, dzięki obecności naturszczyków.

Czy tak się stało? Czy po latach “Rejs” nadal dobrze się ogląda? Tak, z biegiem lat ta historia staje się coraz bardziej metafizyczna, inżynier Mamoń (w tej roli genialny Maklakiewicz) coraz bardziej przypomina Platona, a statek płynie, jakby to był film Felliniego. Więcej zwracam teraz uwagi na tę podróż sentymentalną, niż na okraszające ją gagi, tak jak w filmach Chaplina czy Keatona, więcej widzę mądrego smutku niż głupiej radości. Statek płynie więc.

Ale trudno powiedzieć, dokąd dopłynie tym razem Duch Tyma .

Podczas rozmów pasażerowie uświadamiają nam, jak znikomą mamy wiedzę na temat człowieczeństwa. Ten “Rejs” to przecież metafora istnienia w ogólności, w którym jest i śmiesznie, i strasznie.

Jest też coś z ducha muzyki gospel, w tej najlepszej piosence, jaką poznaliśmy, jaką pozostaje nasz własny Rejs. Od dzieciństwa, przez młodość i dojrzałość, ku starości i śmierci. Rejs, który być może nie ma końca. Rejs w nieskończoność.

Pod względem artystycznym  film porusza głębią. Przede wszystkim dlatego, że pokazuje tragedię ludzkiego życia w ogólności. Co z tego, że w zabawny sposób? Ten Rejs ku Otchłani możemy sobie uprzyjemniać zabawami, które proponuje nam metafizyczny kaowiec.

Spojrzenie w oczy Otchłani i próba zrozumienia istoty życia, oto scena finałowa “Rejsu” – maskarada, w której uczestniczą nasi pasażerowie. Jak wiele mówi Ci to o samym sobie, Czytelniku Paskudniku? Jak wiele mówi to nam  wszystkim o tak zwanej ludzkości w obłędzie?

Każdego nawiedzają demony. Letni słoneczny poranek nad Wisłą. Nic zamieszkują demony. A statek płynie. Statek głupców Sebastiana Brandta. Spójrzcie, jaka to przewrotna Pochwała głupoty. Z czego się śmiejecie?

Kategorie:


Cytat Dnia

„[…] idziemy do teatru i okazuje się, że literatura ze swoim porównaniem homeryckim, heksametrem, nadmiarowym nasyceniem historii bohaterami i zdarzeniami może mieć swoją sceniczną egzemplifikację, która mocniej działa na odbiorcę niż starożytny grecki epos w najlepszym tłumaczeniu”

PikWroclaw.pl o „Odysei”, reż. Małgorzata Warsicka; 27.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL